Na Kubie pracuję trochę ponad rok. Obecnie jestem proboszczem w miejscowości Guisa w prowincji Granma na południowo-wschodnim krańcu wyspy. Parafię tworzy osiem wspólnot.

Bardzo ciekawym, zupełnie w Polsce nieznanym zwyczajem adwentowym są „Las Posadas” (gospody). W czasie nowenny przed Bożym Narodzeniem odwiedzamy domy parafian z pieśnią, lekturą Pisma św. i modlitwą. Zawsze część osób jest w domu, a druga część na zewnątrz. Śpiewają dialog między Józefem i Maryją oraz właścicielem gospody. Rodzice Jezusa przybywają do Betlejem i proszą o miejsce do spania, jednak z wnętrza słyszą, że muszą szukać dalej, bo wszystko jest zajęte. Józef jednak nie ustępuje i mówi – śpiewa – że jego żona niedługo będzie rodzić. Gospodarz odśpiewuje, że nic na to nie może poradzić. Ostatecznie po kilku minutach drzwi się otwierają i Święta Rodzina zostaje wpuszczona do środka. Następnie czyta się fragment z Ewangelii o podróży Maryi z Józefem z Nazaretu do Betlejem, a po nim jest czas na modlitwę, szczególnie w intencji mieszkańców danego domu. Wszystko kończy się poczęstunkiem – kawą, jakimś napojem oraz czymś słodkim.

Bardzo mi się podoba ten zwyczaj. Jest dobrym wejściem w klimat Bożego Narodzenia, tym bardziej że na Kubie nie można usłyszeć kolęd w sklepach czy na ulicach. W mediach również nie pojawiają się akcenty świąteczne. Teraz władze kubańskie za bardzo nie przeszkadzają w obchodach Bożego Narodzenia, ale również nic nie robią, by je zaakcentować. Wciąż jednak jeszcze zdarzają się działania przeciwne Kościołowi. Tak było w mojej miejscowości Guisa w minionym roku. Przez okno domu parafialnego, w którym mieszkam, usłyszałem kolędy i pieśni liturgiczne dobiegające z Domu Kultury. Było jednak już bardzo późno, więc nie poszedłem, by zobaczyć co to jest. Następnego dnia zapytałem o to parafiankę, która tam pracuje. – Padre, to nie był dobry spektakl. To było o klasztorze pewnych sióstr, które zatrudniły nowego ogrodnika. On jednak bardziej zainteresowany był uwodzeniem sióstr niż swoją pracą – powiedziała zakłopotana Raisa. No i wyjaśniły się powtarzające się wybuchy śmiechu…

Ogólnie na Kubie brakuje mi naszego świątecznego klimatu. Gdzieniegdzie można spotkać choinkę, gdzieś szopkę wykonaną z papieru, a najczęściej po prostu kartkę świąteczną postawioną na stole. Brak mi również kolacji wigilijnej czy świątecznych odwiedzin, obiadu, prezentów… Kubańczycy, wzorem Hiszpanów, prezenty wręczają sobie w Uroczystość Trzech Króli (La Fiesta de Los Reyes-Magos), a ważniejszy od świątecznego posiłek jedzą 31 grudnia, w wigilię Zwycięstwa Rewolucji. To właśnie wieczorem ostatniego dnia roku spotyka się najbliższa rodzina, by cieszyć się „wolnością”, „pokojem”, „dobrem” i „radością”, którą przyniósł El Comendente Fidel Castro i jego rewolucja.

Oczywiście wśród osób związanych z Kościołem uczestniczących w formacji parafialnej, akcenty świąteczne są bardziej na swoim miejscu. Podczas adwentu składamy ofiary (pieniądze, ubrania, produkty spożywcze czy chemiczne) dla biednych, których tu nie brakuje. Mamy dni skupienia i okolicznościowe modlitwy. Świętowanie rozpoczynamy od nocnej Pasterki (Misa de los Pastores), a w dzień Bożego Narodzenia (Navidad) chrzcimy dzieci.

 

 

 

 

Oceń ten artykuł


źródło: ks. Witold Lesner

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze