W ciągu ostatnich dwóch lat wojny mieszkańcy niektórych regionów Ukrainy wiele przeżyli. W domach, w których nie było ani światła, ani ogrzewania, odwiedzili ich „prorosyjscy” i „nasi”. Nie płacono im pensji przez rok. Ludzie ci żyją teraźniejszością, a na ich ustach jest tylko jedno zdanie, oczekiwanie: „żeby wojna się wreszcie skończyła”.

Niektórzy z nich ze względu na silne emocje, szok i stres przeszli wylew czy zawał, inni stracili domy, niektórzy popadli w jeszcze większą rozpacz i alkoholizm. Wśród nich są jeszcze tacy, którzy wciąż żyją nadzieją na lepsze czasy. Ogólnie mówiąc to dobrzy, prości i otwarci ludzie. Sześć miesięcy temu przybyli do nich z pomocą ochotnicy: Władimir Zawadzki z żoną Oksaną i wolontariusze z Chrześcijańskiej Szkoły Życia i Ewangelizacji – młodzi ludzie, którzy poświęcili swój czas, serce i odwagę, żeby nieść im pomoc.

Zawadzcy to młodzi ludzie: prawdziwi bohaterowie, którzy poczuli potrzebę pomagać chorym i starszym ludziom, aby ci mogli poczuć miłość Boga. Przybyli, by także służyć dzieciom, których dzieciństwo podobne jest do dzieciństwa naszych pradziadków i dziadków, którzy dorastali w czasie II wojny światowej. Wiele z tych dzieci przeżyło więcej niż jedną noc w piwnicy, noc pełną regularnych wybuchów. Dzieci drżały ze strachu, ale rano znów miały odwagę iść do przedszkola i szkoły. Za nimi w pośpiechu i z troską podążali wolontariusze.

Dzieci i nauczyciele chętnie ich przyjmują, ponieważ widzą radość na ich twarzach i czują ich serca oddane Bogu i ludziom. – Różnią się od dzisiejszych młodych ludzi – mówi Natalia – ich twarze promieniują Bogiem. Ci młodzi ludzie mają intuicyjne poczucie tego, że dzisiaj niezwykle ważnym wyzwaniem jest posługa pojednania. Pojednanie i przebaczenie wszystkich ludzi jest potrzebne zwłaszcza Ukrainie. Nie tylko tym ludziom z tzw. szarej strefy, ale każdemu, kto stracił ojca, męża lub syna. Tym, którzy utracili zdrowie i mieszkanie na skutek wojny. Takim apostołem pojednania był kiedyś na Wołyniu jeden z naszych współbraci o. Ludwik Wrodarczyk OMI, pochodzący z Radzionkowa. Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w ubiegłym roku w Łucku. Prosząc o. Ludwika o wstawiennictwo, powinniśmy modlić się o pojednanie.

Byłem pod wrażeniem, odwiedzając piwnicę, w której żyją Władimir i Oksana. Pozostawili luksusowe mieszkanie w Kijowie i zgodzili się na życie w tak trudnych warunkach. Wolontariusze żyją w prawdziwym ubóstwie. Wszystko, co otrzymują od dobrodziejów, oddają biednym ludziom. Dzięki Bogu nie brakuje ludzi, którzy dzielą się z nimi tym, co mają. Dzięki tym, którzy usiłują nieść pojednanie, my kapłani mamy znacznie łatwiejszą służbę. Jedziemy tam nie tylko po to, aby zawieźć tym biednym ludziom jakąś pomoc humanitarną, ale żeby nieść im Chrystusa.

Ludzie przyjmują Boga po latach, ponieważ dochodzą do wniosku, że nie należy polegać na ziemskich dobrach. Dzielnica Szyrokine – niegdyś najbogatsza (duże domy, drogie samochody) – jest teraz całkowicie zniszczona.

Trudno zapomnieć o wzruszających spotkaniach z żołnierzami. Może dlatego, że niektórzy z żołnierzy walczących na froncie pokornie proszą o błogosławieństwo. Proszą, aby poświęcić różaniec, trzymając go w dłoniach w czasie, gdy inni śmieją się, widząc kapłana w kamizelce kuloodpornej i sutannie. Mimo tragedii dochodzi do wielu wzruszających momentów. Żołnierze spowiadają się czasem po wielu latach zawieszenia relacji z Bogiem. To niesamowite, zobaczyć radość człowieka, którego Bóg odnalazł nawet w takich warunkach.

o. Paweł Wyszkowski OMI

Oceń ten artykuł


źródło: o. Paweł Wyszkowski OMI

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze