Buddyzm często określa siebie jako środkową ścieżkę. Prowadzi wyznawcę między skrajnościami, jakimi są nihilizm i eternalizm, skrajna asceza i pozbawione umiaru korzystanie z przyjemności tego świata, do wyzwolenia od cierpienia. Podobnie ma się rzecz z bogactwem i ubóstwem: ani bogacze nie muszą zawsze przechodzić przez igielne ucho, ani ubodzy nie zawsze bywają błogosławieni.

 

Jaki buddyzm?

Zanim jednak przyjrzymy się bliżej kwestii bogactwa i ubóstwa, musimy wyraźnie wskazać, o jakim buddyzmie mówimy. Buddyzm w toku swych dziejów wytworzył wiele rozmaitych form, często stawiających nacisk na różne jego aspekty, niekiedy nawet sprzeczne ze sobą. Zarówno praktyki, jak i nauczanie szkół buddyjskich w Azji Południowej, w Tybecie, Korei i Japonii, a ostatnio w krajach Zachodu, różnią się bardzo. Znacznie bardziej niż na przykład katolicy i protestanci lub prawosławni.

Dlatego spróbujemy spojrzeć na bogactwo i ubóstwo przez pryzmat pierwotnego buddyzmu, stosunkowo nieodległego od życia i nauczania historycznego Buddy. Ten zaś miał żyć mniej więcej w V wieku przed Chrystusem, choć wielu współczesnych uczonych uważa, że zmarł w IV wieku przed Chrystusem. Najpierw jednak przyjrzymy się nauczaniu pierwotnego buddyzmu.

buddyzm

fot. Misyjne Drogi

Podstawowe zasady

Według dostępnych nam przekazów o życiu Buddy, miał on spędzić młodość w luksusie królewskiego pałacu, nie wiedząc, co to choroby, starość lub śmierć. Zetknięcie się z tymi nieuniknionymi elementami ludzkiego życia pchnęło go do poszukiwania możliwości ich przezwyciężenia. Ani doświadczenia medytacyjne pod okiem tradycyjnych nauczycieli, ani ścisła asceza nie dały mu odpowiedzi, jakiej poszukiwał. Dopiero medytacyjne skupienie (pali samādhi) sprawiło, że Budda „przebudził się” do prawdy o świecie i ludzkim życiu, która wyzwoliła go z więzów odradzania się, a zatem również chorób, starzenia się i umierania („Budda” znaczy „Przebudzony”). Treścią przebudzenia się tzw. „cztery szlachetne prawdy”: 1. procesy zachodzące w ciele i umyśle, doświadczenia życiowe są bólem, frustracją, cierpieniem; 2. spowodowane jest to żądzą, która prowadzi do frustracji i zawodu, podtrzymując kołowrót odradzania się, powodując choroby i śmierć; 3. można jednak przerwać ów łańcuch, uwalniając się od żądzy, przywiązania, nienawiści i iluzji w doświadczeniu nibbany. Gdy się to osiągnie, osoba odchodzi w nibbanę, przekraczając przestrzeń, czas i cierpienie; 4. prowadzi do tego ścieżka składająca się z ośmiu elementów. Są nimi „właściwy pogląd, właściwe postanowienie, właściwa mowa, właściwe działanie, właściwy żywot, właściwe dążenie, właściwe skupienie, właściwa medytacja”.

Budda doszedł do wniosku, że nic w świecie nie istnieje samo z siebie, lecz wszystko powstaje jedynie na skutek zaistnienia pewnych przyczyn. Gdy te przestają działać, znika również to coś. Owa nietrwałość dotyczy tak samo elementów świata nieożywionego, jak zwierząt i ludzi. Człowiek, składający się z tzw. „pięciu zbiorów” (cielesność, uczucia, postrzeganie, formacje psychiczne, świadomość), również jest nietrwały, ponieważ elementy go tworzące bezustannie zmieniają się. Ta Heraklitańska intuicja doprowadziła go do wniosku, że nie istnieje jednostkowa „dusza” (nauka o „nie-ja”). A ponieważ człowiek błędnie przypuszcza, że jest niezmienny oraz iż rzeczy, których pragnie lub kocha, również są takie – a one są nietrwałe – cierpi ból i frustrację. Dopiero poznanie prawdy o świecie oraz praktykowanie cnót pozwoli mu na wyzwolenie.

Innym ważnym elementem była nauka o prawie kammy (kamma znaczy „uczynek”). Mieszkańcy Indii już wcześniej wierzyli w prawo mówiące, że działania w teraźniejszości wywołują skutki w przyszłości. Budda jednak uznał, że skutki naszych działań zależą od ich intencji. Ta zaś, a więc nasza wola, decyduje o tym, czy w przyszłości czeka nas przyjemność, czy cierpienie. „Uczynki są naszymi własnymi… Istoty są spadkobiercami swoich uczynków, uczynki są macierzą, uczynki są krewnymi, uczynki są sędziami. Uczynki dzielą istoty na niskie i wspaniałe”. Nasze czyny nie pozostają bez śladu, ale formują naszą świadomość, wpływają na naturę człowieka, który je popełnia.

Co więc z tym bogactwem?

Dopiero w tym świetle można zrozumieć stosunek buddyzmu do bogactwa i ubóstwa.

Każdy buddysta, zarówno mnich, jak i świecki, stara się wykorzenić ze swego umysłu tzw. „trzy trucizny”: chciwość, nienawiść i niewiedzę dotyczącą tego, jak naprawdę funkcjonuje świat.

Dlatego mnisi, uważani w buddyzmie pierwotnym (a także współcześnie w będącym jego bezpośrednim spadkobiercą buddyzmie np. Sri Lanki czy Tajlandii) za bardziej zaawansowanych, praktykują ubóstwo. Posiadają niewiele przedmiotów osobistych, a źródłem ich utrzymania jest codzienna jałmużna. Dlatego „mnich” to bhikkhu, „żebrak”.

Ubóstwo nie jest jednak celem samym w sobie. Wyrzeczenie się przez mnicha życia świeckiego, a więc również majątku, ma dać mu szansę na dostrzeżenie i stopniowe usunięcie własnych „trzech trucizn”. Wyrzeczenie się i pokora pozbawia umysł mnicha zmartwień o posiadanie, a więc najbardziej oczywistego przedmiotu chciwości. Mnich „ma mało życzeń, jest zadowolony, ponad światem, (…) bez żądzy, bezdomny, spełnia cnoty moralne, uległy i zdolny w sztuce zrzucania zbrukań”. Bogactwo samo w sobie nie jest więc dla mnicha złem lub przeszkodą, a usunięcie go jedynie ułatwia mu pracę nad porzucaniem różnego rodzaju przywiązań, również materialnych, które są ostatecznie źródłem przekonania o istnieniu „ja”, a w konsekwencji cierpienia i śmierci. Właściwym „bogactwem” mnicha ma być zadowolenie płynące z poprzestania na małym. Tak samo celem samym w sobie nie jest ubóstwo, które również należy przekroczyć. Duma z własnej doskonałości moralnej, z własnego ubóstwa, również byłaby bowiem negatywnym przywiązaniem. Jego więzy są subtelniejsze, to prawda, jednak je również należy zrzucić.

buddyzm

fot. Maciej Kanert, Misyjne Drogi

Głód jest największą chorobą

Świeckim wyznawcom stawiano inne zadania. Mieli oni, żyjąc w świecie, wspierać gminę mnichów i mniszek. Świeckich obowiązuje pięć podstawowych wskazań: nie odbieraj życia, nie kradnij, nie kłam, nie oddawaj się niewłaściwemu życiu seksualnemu, nie pij alkoholu. Ich przestrzeganie ma zwalczać „trzy trucizny” w ich życiu. Zakaz kradzieży ma przeciwdziałać chciwości i żądzy posiadania, samo bogactwo zaś, pod warunkiem, iż moralnie zdobyte i właściwie zużytkowane, ma wartość pozytywną. Budda uważał, że skrajne ubóstwo utrudnia praktykę religijną, bowiem człowiek głodny nie posiada „rezerw” niezbędnych do aspiracji duchowych. W pewnej opowieści Budda udaje się do dojrzałego duchowo wieśniaka, aby go pouczyć, ten jednak przychodzi głodny po całodziennym szukaniu zaginionej krowy. Budda nakazuje innym, bogatym słuchaczom nakarmić go. Zaspokojenie głodu – likwidacja skrajnego ubóstwa – jest warunkiem niezbędnym dla rozwoju duchowego.

Bogactwo zdobyte moralnie – tzn. bez zadawania bezpośredniej (np. jako rzeźnik) lub pośredniej (np. produkując broń) krzywdy żyjącej istocie – powinno być właściwie spożytkowane. Człowiek powinien korzystać zeń dla własnej rozrywki i odpoczynku oraz – co bardzo ważne – dla dzielenia się z innymi.

Dawanie

Zarówno dla świeckich, jak i dla mnichów, dawanie uważane jest z akt niezwykle moralny. Dawanie powoduje nie tylko rozwój moralny – pomaga ćwiczyć się w cnocie nieprzywiązywania się i wyrzeczenia – ale również duchowy. Ważna jest intencja: nie chęć skorzystania z tego dobrego uczynku zgodnie z prawem kammy, ale radość z pomocy udzielonej innemu. Dar nie musi być wspaniały, wystarczy „nawet tak mało jak garstka ryżu i fasoli”, aby przynieść osobie dającej wielkie zasługi. A ponieważ z zasady im cnotliwsza osoba, której dar wręczamy, tym większa zasługa, najwłaściwszym adresatem daru jest wspólnota mnichów.

Mnisi buddyjscy nie byli i nie są „monachos” (samotni), ale żyją blisko ze świeckimi, umożliwiając im codzienne dawanie. Są przecież „żebrakami”. Przyjmując dary od świeckich, odwdzięczają im się najwspanialszym z istniejących darów, „darem Prawa”. Pouczają ich w sprawach doktryny i moralnego postępowania, ułatwiając im tym samym etyczne życie i przybliżając do wyzwolenia się z cierpień w jednym z kolejnych odrodzeń, gdy współcześni świeccy sami staną się mnichami. Jak mówi bowiem jedna z sutr:

Przez korzystanie z bogactw szczęście jest tu i teraz,

Przez dawanie szczęście jest w przyszłości.

Przez marnotrawstwo bez korzystania zeń i rozdawania go

Jest tylko bieda. Jak mogłoby być szczęście?

Misyjne Drogi, nr 1/2012

Buddyzm: zadowolenie jest największym bogactwem
6 (100%) 2 ocen.


źródło: Kaciej Kanert

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze