W ramach oazy, na której byłam w Rzymie z grupą młodzieży, mieliśmy okazję uczestnictwa w noworocznej Eucharystii w bazylice św. Piotra pod przewodnictwem papieża Benedykta XVI. Szczerze się martwiłam, jak moja grupa, w większości złożona z gimnazjalistów, zareaguje na blisko dwugodzinną liturgię w kompletnie niezrozumiałym dla nich języku. Niezapomniane wrażenie wywarły jednak na mnie słowa pewnego Jasia: „Siostro, nic z tego nie rozumiałem, ale w życiu nie byłem na piękniejszej Mszy”.  

Okazało się, że Jaś, zresztą nie jako jedyny, zmysłem wiary bezbłędnie wyczuł „mysterium fidei” – tajemnicę wiary i jej piękno, którego głębia dociera do nas także poza naszym wyłącznie intelektualnym zrozumieniem. Argument „przyciągania młodzieży” pojawia się, zwłaszcza w kontekście muzyki, bardzo często. A może nie jest tak, że głęboka i pięknie przeżywana liturgia jest dla młodzieży obca i niedostępna, tylko brakuje wychowawców, którzy rozumieją i rozpoznają tu swoją wyjątkowo ważną rolę?  

Potrzeba pedagogów liturgii w parafiach, szkołach, grupach ministranckich. Zwłaszcza takich, którzy staną obok, zaświadczą życiem i poprowadzą ku autentycznemu przeżywaniu tajemnic wiary, uobecnianych każdorazowo w Świętych Znakach. Muszą oni być odważni i konsekwentni, bo to zadanie żmudne, i niełatwe. Dzięki wytrwałości będą jednak w stanie wprowadzić i „przyciągnąć” nie tylko do wspólnoty, ale do Źródła, z którego ta wspólnota – Kościół – czerpie wszystko, bo czerpie Życie.  

W zasadzie najlepsze, co dzisiaj możemy zrobić dla młodych, to nauczyć głębokiego przeżywania Eucharystii i innych sakramentów. Reszta to naprawdę sprawy drugorzędne. Doprowadzić do realnego spotkania z Jezusem znaczy o wiele więcej niż zebrać oklaski za to, że „śpiewy były fajne”. Bo jeśli nawet ktoś wyłącznie pod wpływem specjalnie dobranych nowoczesnych, duszpasterskich „efektów specjalnych” na chwilę pojawi się we wspólnocie, to szybko zniknie, gdy poprzeczka będzie powieszona wyżej. Czy nie jest trochę tak, że serwując młodym w ramach katechezy czy spotkań parafialnych wyłącznie atrakcje, trochę ich obrażamy? Niejednokrotnie bywają dużo bardziej ambitni w życiu duchowym niż nam się wydaje. 

Na taką odwagę zaproponowania trudniejszych rozwiązań zdobyli się animatorzy liturgii podczas ubiegłorocznych Światowych Dni Młodzieży. Momenty ciszy, którymi przeplatana była modlitwa, nie były wypadkami przy pracy, ale planowanymi świadomie chwilami na osobiste spotkanie z Panem, czasem refleksji. To było kapitalne i w znacznej mierze bardzo się udało. Organizatorzy udowodnili tym samym, że plenerowa Eucharystia dla kilkuset tysięcy ludzi nie musi być przeżywana w atmosferze pikniku czy festiwalu i może pozostać tym, czym jest: celebrowaną w skupieniu „wiecznością pośrodku czasu”. Pozostaje dodać nieco kolokwialnie: da się? Da się! 

 

Ani modern ani trads #3
5.5 (91.67%) 2 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.