Misje najczęściej kojarzą nam się z ojcami misjonarzami, siostrami, braćmi, ale bardzo rzadko z osobami świeckimi.

Jestem świecką misjonarką kombonianką. Moim błogosławieństwem było odkrycie marzenia Pana Boga dla mnie w charyzmacie św. Daniela Comboniego, bo dla mnie powołanie, jakiekolwiek by nie było, jest marzeniem Pana Boga. Kidy myślimy o ludziach, których kochamy, często marzymy o dobrym życiu dla nich i z nimi. Tak samo jest z Panem Bogiem – Jego marzeniem jest nasze powołanie.  

Od trzech lat realizuję nasze (Jego i moje) marzenie w Gulu w Ugandzie. Charyzmat św. Daniela, w którym odkryłam to powołanie, daje mi niezwykłą możliwość odczucia, że jestem tu tylko na chwilę, by żyć, mieszkać, dzielić radości i smutki z ludźmi z plemienia Acholi. Myśl przewodnia obecności rodziny komboniańskiej (ojcowie, siostry, bracia, świeccy) na misjach to „Zbawić Afrykę przez Afrykańczyków”. Moja obecność tutaj polega na współpracy, pomocy, podnoszeniu poczucia godności, ale przede wszystkim dawaniu świadectwa swoim życiem, że Pan Bóg kocha wszystkich nas. Kiedy po jakimś czasie dostrzega się w ludziach zmianę, widać dumę i godność w twarzach dzieci, ludzie mają ochotę i umiejętności rozwoju, wzrastania jako ludzie żyjący w społeczeństwie i Kościele, wtedy oddaje się taką misję tubylcom.  

Od trzech lat najważniejszymi tubylcami dla mnie są dzieci i młodzież. Sierociniec św. Judy, dzieci ze szkoły św. Moniki i od niedawna dzieci kobiet osadzonych w więzieniu, które razem z mamami odsiadują wyroki. Z wykształcenia jestem pracownikiem socjalnym oraz pedagogiem resocjalizacji, więc skupiam się na odnalezieniu razem z nimi ich poczucia własnej wartości, godności, a jako misjonarka staram się, aby odkryły najważniejszą Osobę w ich życiu, która nigdy ich nie opuści, jak zrobili to rodzice. To Ojciec, Syn i Duch Święty oraz Matka Boska i zastępy aniołów i świętych w niebie. Wiele dzieci z sierocińca odczuwa brak dowartościowania, poczucia bezpieczeństwa, zdarza się że ojciec przychodzi tylko odwiedzić dziecko, ale nie chce go zabrać, bo ma już nową żonę i nową rodzinę. Wiele dzieci słyszy w domach, że są głupie i nieużyteczne, a jeśli się jeszcze zdarzy, że jest w jakimś stopniu niepełnosprawne, mam problemy z pisaniem lub wypowiadaniem słów czy jeździ na wózku, często słyszy szyderstwa, a nawet jest przeklinane przez rodzinę. Wtedy jeszcze bardziej zamka się w sobie. Dzieci kobiet osadzonych są z nimi od porodu do trzech lat. Staram się, aby miały dostęp do zabawek, kolorowanek, owoców lub warzyw, bo codziennie otrzymują to samo jedzenie – fasolę. Dla dziecka, które rośnie, ważna jest zróżnicowana dieta – krótkie chwile, które z nimi spędzam, staram się maksymalnie wypełnić kolorami i smakami.  

W czasie katechez z dziećmi i młodzieżą, w więzieniu z mężczyznami, do których chodzę razem z grupą modlitewną z parafii Świętego Różańca ,staram się z łaską Ducha świętego, aby odkrywali, kim jest Bóg. Że nie jest kimś wysoko lub daleko, nieosiągalnym, groźnym i karzącym. Dzielę się z nimi Bogiem, którego ja znam, doświadczyłam i w którego wierzę. Boga, który czeka na nas każdego dnia, aby z Nim porozmawiać, dać Mu czas, aby przyszedł do każdego w relacji przyjaźni, zaufania, miłości. To jest najważniejsze i tego mnie On tutaj nauczył: że najważniejsza jest codzienna relacja z Nim jak z przyjacielem, o którym myślimy w ciągu dnia, jak z kimś, kogo kochamy. On potrzebuje naszego czasu, ciszy – dał nam wolą wolę i tylko ja mogę zdecydować, na ile pozwolę Mu wejść w moją codzienność. W codzienności, przez Niego, dla Niego i w Nim staram się żyć z ludźmi w Ugandzie, bo w każdym z nas jest Jego cząstka i obraz.  

Realizować marzenie Pana Boga
6 (100%) 1 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze