Wyspy Zielonego Przylądka. Życie jest tylko jedno [MISYJNE DROGI]

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W 150. rocznicę urodzin bł. Marii Teresy Ledóchowskiej – kobiety wielkiego serca, która umiłowała Afrykę do tego stopnia, że jej mieszkańcy nazwali ją Matką Afryki – pięcioosobowa grupa wolontariuszy z Misyjnej Wspólnoty Furaha, przygotowana przez siostry klawerianki z Krosna, pojechała na Wyspy Zielonego Przylądka. Dla mnie jednym z poważniejszych wyzwań są spotkania
z ludźmi cierpiącymi fizycznie, przebywającymi w szpitalu. Opieka zdrowotna na Cabo Verde jest słabo rozwinięta i w niczym nie można jej porównać z polskimi warunkami. Szpitale znajdują
się tylko na trzech wyspach: São Vincente, Santiago i Fogo. Dziś najważniejszym szpitalem jest ten w Prai – stolicy Republiki Wysp Zielonego Przylądka, posiadający 350 łóżek, ale cóż to jest dla tak wielkiej liczby potrzebujących. Wyspy Santo Antão oraz Brava nie posiadają funkcjonalnych lotnisk, więc nie ma tam możliwości szybkiej pomocy osobom chorym. Kiedy odwiedzaliśmy
domy różnych chorych osób, trafiliśmy do 28-letniego Nuño. Jest to chłopak, który od 10 miesięcy na wpół sparaliżowany leży w łóżku w swoim maleńkim domku, w pokoju bez okna.
Jak do tego doszło? Kilka miesięcy temu Nuño stanął w obronie zaatakowanego mężczyzny. Kiedy wydawało się, że wszystko zakończyło się dobrze, mężczyzna, który atakował, podszedł od tyłu
i wbił mu w plecy duży nóż, który poważnie uszkodził mu kręgosłup. Lekarze z wielkim trudem zdołali wyjąć ten nóż z jego ciała.

Obecnie, po licznych operacjach, nie dają mu szans na odzyskanie sprawności w nogach. Co jakiś czas Nuño spędza kilka dni w szpitalu w celu zaleczenia ran odleżynowych, na które nie pomaga nawet materac otrzymany od sióstr klawerianek. Aby Nuño mógł chociaż usiąść na wózek inwalidzki, potrzebna jest mu rehabilitacja. Jeśli nie będzie wykonywał odpowiednich ćwiczeń fizycznych, z każdym dniem będzie tracił siły przez zanik mięśni i z czasem nie będzie mógł sam wypić kubka wody. Dzięki programowi pomocy przynajmniej raz w tygodniu będzie miał możliwość ćwiczeń fizycznych z rehabilitantem. Kiedy po raz drugi odwiedziłam Nuño w szpitalu, powiedziałam mu, że jest dla mnie bohaterem i że będę o nim mówić w Polsce, gdyż w imieniu dobra poświęcił swoje zdrowie i nie zawahał się zareagować na zło. Odpowiedział mi, abym raczej mówiła, że życie jest tylko jedno, że każda chwila może być chwilą ostatnią i abyśmy żyli dobrze. Zapytaliśmy jego rodziców, jak przeżywają to tak bolesne doświadczenie. Odpowiedzieli, że skoro Pan Bóg dał im ten krzyż, to oni będą go nieść. A sam Nuño nigdy nie powiedział złego słowa o mężczyźnie, który go zaatakował i tak strasznie zranił.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze