Ostatnio natknęłam się na artykuł o tym, że małżeństwa, pary, które z wyboru nie mają dzieci, są szczęśliwsze, rzadziej się rozstają, mają więcej pieniędzy i w ogóle czują się spełnione. Co ciekawe, tekst ukazał się na dość znanym portalu parentingowym – co za absurd!  

Oczywiście uważam, że jest to kompletna bzdura połączoną z propagandą, bo w chrześcijańskim małżeństwie dzieci powinny być obecne, a w rolę żony wpisuje się także bycie mamą. 

Chrześcijańskie małżeństwa powinny mieć dzieci – nieważne ile, nieważne, czy zrodzone czy adoptowane bądź przysposobione – ważne, żeby były i były własne. Jak czytam Biblię, to mam wrażenie, że dzieci są tam zawsze przedstawiane jako błogosławieństwo, a ich brak jako wielka rodzinna tragedia. Sam Bóg oddał swojego Syna do adopcji, bo św. Józef stał się dla Jezusa adopcyjnym ojcem. 

Zdjęcie: Święta Rodzina, fot: Jacek Turczyk, PAP

 

Bóg mówi do Adama i Ewy wprost: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Ale nie jest to jedyny fragment mówiący o tym, żeby mieć dzieci. Pamiętacie, że często odwołuje się do Pawłowego porównania małżeństwa z relacją Chrystus-Kościół? Otóż Kościół ze swej natury jest misyjny, czyli otwarty na przyjmowanie na nowych członków do wspólnoty, zgodnie zresztą z przykazaniem Jezusa. Nie może być tak, że któregoś dnia Kościół zamknie drzwi na kłódkę i powie: „dobra, jest już nas wystarczająco dużo, nikogo nowego nie przyjmujemy, nie chrzcimy, skupmy się teraz na naszej relacji z Jezusem. Będziemy mieć dla siebie więcej czasu i pieniędzy”. To już nie byłby Kościół przez duże K, ale jakieś wypaczenie, herezja. Jeżeli zatem małżeństwo ma być obrazem relacji Chrystus-Kościół, to także nie może zamykać się nowe życie.

Dla mnie bardzo przekonującym argumentem za posiadaniem dzieci jest nakaz naśladowania Boga. A Bóg, którego poznajemy w Biblii, to Bóg Ojciec. Nie wiem, czy wy też tak miałyście, ale ja, dopóki nie miałam dziecka, nie rozumiałam, na czym polega rodzicielska miłość. Dopiero kiedy na świecie pojawił się mój synek, zrozumiałam, jak ogromna jest miłość rodzica do dziecka i dopiero wówczas zrozumiałam, jak bardzo Bóg kocha nas, swoje dzieci. A rodzicielstwo uczy nie tylko miłości, ale też cierpliwości, pokory, odpowiedzialności. 


A czy rzeczywiście związki świadomie rezygnujące z posiadania dzieci są szczęśliwsze? Być może tak: na pewno mają więcej pieniędzy, więcej czasu dla siebie itd. W chrześcijańskim życiu takie „ziemskie” szczęście nie jest jednak celem: dla chrześcijan najważniejsza jest miłość, a im jej więcej, tym lepiej. Z mojej prostej matematyki wynika, że dzieci w małżeństwie dodają miłości, bo jest więcej osób do kochania. A piszę to do Was akurat w momencie, kiedy – patrząc z boku – na szczęśliwą nie wyglądam. Spodziewam się kolejnego dziecka i generalnie raczej źle znoszę ciążę, dlatego też ostatnio się nie odzywałam. Jestem jednak świadoma, że po pierwsze to stan przejściowy, a po drugie, że moje obecne cierpienia zaowocują tym, że świat zyska kolejnego pięknego człowieka.:) 

Tematu nie wyczerpałam, ale sama już jestem wyczerpana. Mam nadzieję, że już częściej będę się odzywać! 

Zobacz:
Szkoła Dobrych Żon

 

 

Oceń ten artykuł


źródło: Gosia Madej

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.