Św. Brat Albert był człowiekiem mocnym, z krwi i kości, ale też człowiekiem wielkiej wrażliwości na miłosierdzie Boga, na które sam odpowiadał, niosąc je potrzebującym – powiedział kard. Kazimierz Nycz, przewodnicząc w niedzielę Mszy św. radiowej.

W Eucharystii sprawowanej w kościele św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie wzięli udział przedstawiciele albertyńskich zgromadzeń zakonnych. Msza św. celebrowana była w intencji upamiętnienia zbliżającej się 100. rocznicy śmierci św. Brata Alberta.

„Chcemy, rozpoczynając Rok Albertyński, dziękować Panu Bogu za dar tego wielkiego świętego, a równocześnie za wszystkie albertyńskie dzieła, które ubogacają współczesny Kościół i świat” – powiedział we wstępie do liturgii kard. Kazimierz Nycz.

W homilii metropolita warszawski przypomniał, że św. Brat Albert zmarł w południe w dzień Bożego Narodzenia, i że nie był to czas przypadkowy. – Całym swoim życiem, całym swoim rozumieniem solidarności Boga z człowiekiem, jakie się wyraziło w świętach Bożego Narodzenia zasłużył na ten wyjątkowy dar śmierci wtedy, gdy Kościół uobecnia tajemnicę Bożego Narodzenia – mówił hierarcha.

Św. Brat Albert był „człowiekiem mocnym, chciałoby się powiedzieć: z krwi i kości. Wielki Polak, wielki patriota, powstaniec styczniowy, ale równocześnie będąc człowiekiem Polski, był człowiekiem świata” – podkreślił kard. Nycz.

Był to także humanista, człowiek wielu talentów, u którego nastąpiło zderzenie dwóch powołań, a zarazem „człowiek wielkiej wrażliwości na miłosierdzie Boga”, na które sam odpowiadał, niosąc to miłosierdzie ludziom potrzebującym pomocy.

Kardynał zaznaczył, że Brat Albert był także wzorem duchowym dla ks. Karola Wojtyły. U pierwszego nastąpił dylemat między kontynuacją drogi artysty malarza a pójściem do ubogich, u drugiego – „dylemat aktora, poety i księdza”. U obydwu chodziło jednak o to, które z powołań uczynić nadrzędnym, a które służebnym wobec pierwszego. – Obydwaj wybrali podobnie: potrafili iść drogą świętości i stworzyć wielkie dzieła, nie na pokaz, ale aby się objawiło wielkie miłosierdzie Boga – dodał metropolita.

Jak podkreślił kard. Nycz, dzieło św. Brata Alberta trwa w Kościele od ponad 130 lat, trwa także dzieło św. Jana Pawła II, czy św. Matki Teresy. – Dlatego, że tacy święci, bogaci ubóstwem, potrafią zrobić ogromnie dużo sami, ale przede wszystkim potrafią zainspirować innych – powiedział kaznodzieja.

Zdaniem kard. Nycza, św. Brat Albert powinien być inspiracją dla nas samych dzisiaj. Jest bowiem wokół nas wielki dylemat biedy, której często nie chcemy widzieć lub się jej boimy. Brat Albert mówi jednak, by się nie bać, zabrać do siebie potrzebujących, uchodźców, ludzi pogardzanych z lęku czy własnej wygody.

Przypomniał na zakończenie, że w odczytywanym dziś liście Episkopatu Polski w związku z Rokiem św. Brata Alberta biskupi zaznaczają, że przyjmował on w Krakowie do przytuliska wszystkich potrzebujących: nie patrzył na metrykę urodzenia, metrykę chrztu, paszport czy dowód osobisty. – Ciekawe, co zrobiłby dziś on, tak niezwykle zawzięty jeśli chodzi o obronę godności każdego człowieka? – zapytał kard. Nycz.

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze