Od czasu, kiedy polscy misjonarze dołączyli do swoich kolegów w różnych zakątkach świata, ich liczba sięgnęła około trzech tysięcy i rośnie.

Rzeczywiście nie jesteśmy potęgą misyjną. Trudno Polsce porównywać się z takimi potęgami misyjnymi, jakimi – co zrozumiałe, jeśli spojrzymy na historię – są Włochy, Hiszpania czy Portugalia. Kościoły w tych państwach mogły wysyłać misjonarzy, podczas gdy Polska, kraj leżący za żelazną kurtyną, w zasadzie nie mógł tego robić. Obecnie około 20 tysięcy misjonarzy to Włosi, około 18 tysięcy – Hiszpanie, około 15 tysięcy – Portugalczycy. Większość z nich to przedstawiciele starszego pokolenia. Natomiast misjonarzy polskich pracuje na świecie około dwóch tysięcy. Ta liczba dotyczy tych pracujących na terenach uznanych za misyjne przez Kongregację Ewangelizacji Narodów. Odrębna grupa to około tysiąca osób pracujących na Wschodzie – w Rosji i byłych republikach radzieckich. W sumie jest ich trzy tysiące.

Nasza specyfika

Wyjazdy polskich misjonarzy na szerszą skalę zaczęły się właściwie dopiero w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Ówczesne władze w ogóle na to nie zezwalały. Zgromadzenia o charyzmacie misyjnym czekały całe pokolenia i gdy pojawiła się możliwość, to w 1964 r. od razu 20 werbistów wyjechało do Indonezji. Byli to pierwsi powojenni misjonarze.

W tamtych czasach bardzo trudno było pomagać misjonarzom. Złoty nic nie był wart i mimo że ofiarność Polaków była duża, po przeliczeniu na inną walutę niewiele można było zdziałać. Teraz jest już inaczej, bo nasz pieniądz jest wymienialny. Możemy wspierać i wspieramy misjonarzy i misjonarki w ich dziele. Trzeba pamiętać, że nie chodzi tylko o to, aby wysłać misjonarza, ale też o to, żeby się nim opiekować.

Duży postęp

Kiedy przyjrzymy się liczbom, widać wyraźnie, jak olbrzymią pracę już wykonano od czasu, kiedy polski Kościół ma swobodę pracy misyjnej w świecie. Nieznacznie rośnie lub maleje liczba misjonarzy pracujących na poszczególnych kontynentach, ponieważ jedni wracają, a inni wyjeżdżają na ich miejsce. Ogółem liczba ta nie spada poniżej dwóch tysięcy. Nie uwzględniamy tu osób pracujących w byłych republikach radzieckich.

W 2014 r. na misje wyjechało lub wyjedzie 52 misjonarzy i misjonarek: 25 do Afryki, 18 do Ameryki Południowej i Środkowej, czworo do Azji, dwoje do Europy, troje do Oceanii.

Polska szkoła misjonarzy

Problemy pozostałe z czasów komunizmu nie były jedynymi, które należało rozwiązać. Kiedy pojawiła się swoboda wysyłania misjonarzy, Kościół musiał przygotować się do tego organizacyjnie. Misyjne zgromadzenia zakonne, jak werbiści, oblaci, misjonarki miłości i inne, we własnym zakresie przygotowywały kandydatów zarówno poprzez formację duchową, jak i na przykład ucząc ich języków obcych. Tak jest zresztą do dzisiaj. Ale chęć wyjazdu na misje zaczęło zgłaszać coraz więcej księży diecezjalnych, tak zwanych fideidonistów, którzy na początku wyjeżdżali bez żadnego przygotowania i bez zaplecza. Im też należało zapewnić pomoc i wsparcie w pracy misyjnej.

Z tą myślą w 1984 r. powołano Centrum Formacji Misyjnej (CFM) w Warszawie, które do 2014 r. przygotowało do pracy misyjnej blisko tysiąc osób – nie tylko kapłanów Fidei Donum (księży diecezjalnych wyjeżdżających na jakiś czas na misję, w celu pomocy tamtejszemu Kościołowi), których było najwięcej (432), ale też braci i księży zakonnych (136), sióstr zakonnych (270) i osób świeckich (89). Początkowo nauka w Centrum trwała zaledwie kilka tygodni. Obecnie trwa dziewięć miesięcy, w czasie których kandydaci na misjonarzy, przechodząc formację duchową, mogą potwierdzić powołanie misyjne i nauczyć się rzeczy praktycznych – języków obcych, historii kontynentów i krajów w których przyjdzie im pracować, specyfiki tamtejszej obyczajowości czy podstaw medycyny tropikalnej. Na misje jadą ludzie młodzi, średnio trzydziestolatkowie, co daje nadzieję, że przez wiele lat będą mogli znosić trudy posługi misyjnej.

oblaci-na-magagaskarze

Fot. Misyjne Drogi

Świeckich więcej

Odrębne zagadnienie to misjonarze świeccy, których liczba w ostatnich latach prawie się podwoiła, a pewnie mogłoby ich być jeszcze więcej. Jednakże nie ma jeszcze wypracowanego sposobu na ich formację. Jeśli decydują się podpisać kontrakt przynajmniej na dwa lata, przygotowują się w Centrum Formacji Misyjnej.

Potrzeby misyjne są znacznie większe niż możliwości. Do Komisji Episkopatu Polski ds. Misji nieustannie wpływają prośby o kolejnych misjonarzy od biskupów z krajów misyjnych, a Komisja stara się na nie odpowiadać. Oczywiście ten wysiłek Kościoła będzie kontynuowany i rozwijany, gdyż niesienie Dobrej Nowiny jest istotą Kościoła. Jest wypełnieniem ewangelicznego nakazu Jezusa: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” (Mt 28,19-20).

Nowa definicja misji

Problemy i wyzwania współczesności wymagają nowego spojrzenia na posługę misyjną Kościoła. W swojej nauce Kościół coraz wyraźniej podkreśla, że dzisiaj mówienie o misyjności ma znacznie szerszy kontekst, ponieważ odnosi się już nie tylko do tzw. misji ad gentes, czyli skierowanych do tych, którzy jeszcze nie słyszeli o Chrystusie. Mówi się także o potrzebie nowej ewangelizacji nakierowanej na tych, którzy powoli zapominają o swoich chrześcijańskich korzeniach. W opublikowanej niedawno adhortacji apostolskiej „Evangelii Gaudium” (Radość Ewangelii) pisze o tym papież Franciszek: „Wielkim niebezpieczeństwem współczesnego świata, z jego wieloraką i przygniatającą ofertą konsumpcji, jest smutek rodzący się w przyzwyczajonym do wygody i chciwym sercu, towarzyszący chorobliwemu poszukiwaniu powierzchownych przyjemności oraz wyizolowanemu sumieniu. Kiedy życie wewnętrzne zamyka się we własnych interesach, nie ma już miejsca dla innych. Nie liczą się ubodzy, nie słucha się już więcej głosu Bożego, nie doświadcza się słodkiej radości z Jego miłości, zanika entuzjazm czynienia dobra. To niebezpieczeństwo nieuchronnie i stale zagraża również wierzącym. Ulega mu wielu ludzi i stają się osobami urażonymi, zniechęconymi, bez chęci do życia”.

Ojciec Święty przypomina i podpowiada, że przezwyciężenie pesymizmu, zwątpienia i pustki jest możliwe dla każdego chrześcijanina, poprzez odnowienie „niezależnie od miejsca i sytuacji, w jakiej się znajduje, (…) swojego osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem” i bycia w „permanentnym stanie misji”.

„Stajemy się w pełni ludzcy, gdy przekraczamy nasze ograniczenia, gdy pozwalamy Bogu poprowadzić się poza nas samych, aby dotrzeć do naszej prawdziwej istoty. W tym tkwi źródło działalności ewangelizacyjnej. Jeśli bowiem ktoś przyjął tę (Bożą) miłość przywracającą mu sens życia, czyż może powstrzymać pragnienie przekazania jej innym?” – spostrzega.

To dlatego co roku grupa młodych ludzi jest gotowa porzucić wygodne, dostatnie życie i jechać w nieznane do tych, którzy często nie mają nic. W dodatku jechać z entuzjazmem i radością. Trwać przez lata, dzieląc trudy życia z najbiedniejszymi z biednych – chorymi, odrzuconymi, dotkniętymi i poranionymi przez los. To tacy mali szaleńcy, którzy zmieniają świat.

Fot. Jacek Ziomek

Oceń ten artykuł


źródło: ks. Kazimierz Szymczycha SVD

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze