Tybet

W Tybecie prawie nie ma katolików. Mieszkają tam natomiast wyznawcy Bon i buddyści. Dla nich śmierć jest początkiem nowego życia.

Współczesny Tybet nie jest osobnym państwem, ale regionem położnym w Himalajach na ogromnej wysokości 4–5 tysięcy metrów nad poziomem morza. Po przegranej wojnie o niepodległość z maoistycznymi Chinami, od 1951 r. jest częścią Chińskiej Republiki Ludowej i tylko nieliczne jego fragmenty należą do Indii. Od XVI w. żyją tu katolicy. Dziś funkcjonuje tylko jedna wspólnota w Yang. Mieszkańcy Tybetu są najczęściej buddystami, a część z nich jest wyznawcami pierwotnej Bon.

Modlitwa z flagami

Obecnie uznany jako jedna z pięciu szkół buddyzmu, Bon posiada swoją własną specyfikę, tradycje i rytuały. Przez wieki na terenie Tybetu konkurował z buddyzmem, by ostatecznie owa rywalizacja została zastąpiona przez koegzystencję i wzajemne przenikanie się obu religii. Do buddyzmu pierwotna tybetańska religia wniosła m.in. zwyczaj modlitwy flagami w pięciu kolorach symbolizujących równowagę poszczególnych żywiołów. Pierwotny charakter Bon, związany z kultem sił przyrody ma wyraz w praktykach pogrzebowych jego wyznawców.

Po śmierci odrodzenie

Pierwsi przy zmarłym są lamowie – dostojnicy pełniący funkcje religijne, odpowiednich katolickich księży. Oni odpowiadają za bezpieczne przeprowadzenie ducha do odrodzenia w innej rzeczywistości. Przejście duszy człowieka z ciała do stanu odrodzenia (bardo) jest najważniejszym punktem ceremonii pogrzebowych i trwa przeważnie kilka dni. Powodzenie na tej drodze ma zapewnić odczytywanie przez lamę wersetów świętej Księgi Umarłych, medytacje oraz odmawianie mantr. Dopiero po tym czasie zmarły jest bezpieczny, a jego ciało gotowe do pogrzebu.

Za mało ziemi

Tybetański pogrzeb może być bez wahania uznany za jedną z najbardziej oryginalnych tego typu praktyk na świecie. Wydaje się zresztą, że słowo „pogrzeb” jest tutaj nieodpowiednie. Kilkucentymetrowa warstwa gleby na skałach Tybetu nie nadaje się do pochówku w ziemi. Choć ostatnio coraz popularniejsza staje się kremacja, przez wieki była ona dostępna tylko dla lamów i arystokratów. Tradycją pogrzebową, która przetrwała wśród nieszlacheckiej ludności jako najbardziej powszechna, jest pogrzeb podniebny.

Pogrzebani przez sępy

Po kilku dniach obrzędów religijnych, ciało człowieka przewożone jest w miejsce odosobnienia. Zazwyczaj jest to w rankiem, w czasie chłodnego tybetańskiego świtu. Ciału zmarłego towarzyszy najwyżej kilka osób – lamowie i rodzina. Preferowane są położone wysoko płaskowyże, trudno dostępne dla człowieka, za to łatwo osiągalne dla drapieżnych ptaków, które w „pochówku” odegrają główną rolę. Ciało zostaje ułożone na łące. Po rozczłonkowaniu przez grabarzy nazywanych „Ragyapas”. Następnie ciałem zmarłego „zajmą się” padlinożerne ptaki, wśród których najwięcej jest sępów. Gromadzą się na miejscach rytuału już wcześniej. Całości obrzędu dopełnią w kilka godzin, po których szczątki zmarłego prawie zupełnie znikną. Ulotność życia w Tybecie jest dosłowna.

Komercyjny pogrzeb

Mimo ściśle prywatnego charakteru pogrzebu, coraz częściej ceremoniałowi przyglądają się turyści. Bywa, że w nieskrępowany sposób robią zdjęcia lub nawet nagrywają obrzędy. W styczniu bieżącego roku rząd chiński uchwalił prawo mające chronić tybetański rytuał pogrzebowy przed wzrokiem ciekawskich i ich sprzętem fotograficznym. Podniebny pogrzeb, dokonywany o świcie na rozległych wyżynach Tybetu, powinien pozostać cichy i intymny.

O ile dla ludzi Zachodu, podobne ceremonie mogą wydawać się wstrząsające, dla wyznawców buddyzmu są spokojną konsekwencją wyznawanej religii. Ciało zmarłego po opuszczeniu duszy jest według nich jedynie niepotrzebną skorupą, pustym naczyniem. Pochówki podniebne pozostają więc niejako soczewką skupiającą podstawy religii Bon i buddyzmu: jej pragmatyzm, wiarę w wędrówkę duszy, naturalną bliskość żywiołów.

Siedem tygodni

Po odlocie sępów obrzędy związane z pożegnaniem zmarłego będą trwały jeszcze przez siedem tygodni. Rozpocznie je pudża – rytuał modlitw przebłagalnych połączony z ucztą ofiarną. Nie zabraknie na niej samego zmarłego, którego obecność reprezentuje biała karta z jego imieniem oraz sylabami HUNG (symbol umysłu nieboszczyka) i NI (sylaba nasienna świata ludzkiego). Obrzęd gromadzi kilkunastu lamów oraz mieszkańców wiosek. Na końcu spożyją oni święte pokarmy ofiarowane bóstwom, na czele z nektarem wytwarzanym na bazie alkoholu i ziół.

Co się dzieje z duszą zmarłego? Zgodnie z prawem samsary, jeśli ma szczęście, odradza się w kolejnym ludzkim wcieleniu. Umożliwia jej to podjęcie dalszej drogi ku doskonaleniu duchowemu, którego celem w buddyzmie jest osiągnięcie nirwany – ostatecznej pełni urzeczywistnienia, wyzwolenia z cierpienia oraz uwolnienia z wędrówki dusz.

W Tybecie niemal nie ma katolików. Wspólnoty tworzą ci mieszkający w wioskach na terenach należących do Indii, ci w wioskach chińskich spotykają się w podziemiu. Żyją wśród wyznawców Bon i buddystów. Różnią się wiarą, ale żyją obok siebie w szacunku oraz przyjaźni, bo w ten sposób mają szanse na przetrwanie.

 

Oceń ten artykuł


źródło: Patryk Rzepecki

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

« ks. Adam Pawłowski
świeca »

Wasze komentarze