Pieśni legionowych uczyła nas Babcia. Odkąd pamiętam, śpiewaliśmy je często, zwłaszcza podczas wizyt u dziadków. W ich domu  nie brakowało patriotycznych akcentów obrazów, symboli narodowych. Nic dziwnego, skoro większość życia spędzili na szeroko rozumianej służbie ojczyźnie.  

Przeżyli dwie wojny, w jednej czynnie brali udział. Babcia i jej siostry bardzo wcześnie wstąpiły do harcerstwa i harcerkami były do końca życia. Zostawiły po sobie nie tylko wspomnienia, ale też teksty wierszy i piosenek, które są śpiewane przy ogniskach do dziś. Podczas wojny działały w konspiracji, przenosiły meldunki, zajmowały się tajnym nauczaniem. Ich starsi bracia walczyli na frontach I i II wojny.  

Po całej Polsce o tej godzinie  

Palą się watry i sypią skry.  

Z tysiąca piersi jedna pieśń płynie  

Harcerskie myśli harcerskie sny.  

Mienią się złotem krwawe płomienie, 

Myśl z nimi leci, hen w nieba próg, 

Palą się serca, snują marzenia 

I błogosławi harcerzom Bóg. 

Babcia poznała Dziadka podczas okupacji. Oboje pracowali w zakładzie dla trudnej młodzieży. Po wojnie oprócz pracy zawodowej zajmowali się przekazywaniem młodym ludziom swoich życiowych doświadczeń. Babcia działała w harcerstwie, Dziadek zajmował się odrestaurowywaniem i budowaniem pomników pamięci na sądeckiej ziemi. Nieraz chodziliśmy z nim po cmentarzach w poszukiwaniu zapomnianych grobów mniej i bardziej anonimowych bohaterów.  

Kiedy tylko nadarzyła się okazja, opowiadali o swoich (po)wojennych doświadczeniach, o tym, co dla nich było ważne, o rodzinie, niewoli i wolności. Często wyjmowaliśmy z szafy ich odznaczenia państwowe –  dla nich miały wartość sentymentalną, nas, dzieci, ciekawiły kolorowymi wzorami i wstążeczkami. 

Oboje dożyli późnej starości, mięliśmy więc szansę poznawać ich historię – a więc historię naszej rodziny – przez wiele lat. A wszystko to było naturalne, autentyczne, prawdziwe. 

Pieśnią i gwarą serdeczną, bratnią 

Zwiążemy serca na wieczny czas  

Niechaj w radości i znojnej pracy  

Wspomnienie watry połączy nas. 

Wśród ciemnej nocy gdzieś na polanie 

Płyną w świat pieśni miedzami dal. 

Któraż z nich, któraż zawsze zostanie  

Wśród tych potoków, lasów i hal. 

/sł. B. Szczepańcówna, mel. S. Bugajski/ 

Czasem myślę, że – paradoksalnie – w tych trudnych czasach było łatwiej opowiedzieć się po właściwej stronie. Wiadomo było, kto jest „dobry”, a kto „zły”. Ale przecież rzeczywistość nigdy nie jest tak czarno-biała, jak byśmy chcieli. Często można usłyszeć, że pierwsi chrześcijanie mieli łatwiej, bo więcej wiedzieli, żyli bliżej czasów Chrystusa. Ale – choćby z Listów Apostolskich – wiadomo przecież, że borykali się z podobnymi jak my problemami, mieli podobne rozterki.  

Wygląda zatem na to, że w każdych czasach, czy to wojny, czy pokoju, prześladowań czy religijnej wolności, o pewne rzeczy trzeba się szczególnie troszczyć, przekazywać z pokolenia na pokolenie. Tylko jak? 

Mądrzy mówią, że wszystko zaczyna się w rodzinie, i trudno nie przyznać im racji. To tam uczymy się odpowiedzialności za siebie nawzajem i wrażliwości, zaczynamy poznawać kulturę i historię rodziny, regionu, kraju. U nas w domu zawsze dużo się czytało: legendy, baśnie, wiersze i wierszyki. Najpierw czytali nam rodzice, potem naturalnie – my sami. Wiele wspomnień z tamtego czasu we mnie zostało. Pamiętam, że bardzo wcześnie rodzice podsunęli mi „Quo Vadis”, podczas wakacji dziadek czytał „Krzyżaków”. Przez „Lalkę” przebrnęłam dopiero w liceum, bez entuzjazmu, ale za to III cześć „Dziadów”, zwłaszcza jej adaptację z udziałem Gustawa Holoubka, uwielbiam do dziś. Często chodziliśmy do muzeów. I choć tę „atrakcję” wspominam raczej jako nudną, do dziś mam przed oczami ogromny „Hołd Pruski” Matejki. Tego się nie zapomina.  

A teraz mamy swoje rodziny i swoje zwyczaje. Często śpiewamy hymn wraz z reprezentacją „przed meczami”, czy podczas dekoracji medalami, wieszamy flagę w święta narodowe, obserwujemy okolicznościowe uroczystości, dużo czytamy z dziećmi, przywołujemy rodzinne wspomnienia i opowieści z miejsc, które odwiedzamy… Może kiedyś dzieci same będą chciały tam wracać, a swoje doświadczenia przekażą kolejnym pokoleniom.  

Takie są nasze początki. Dzieci są jeszcze małe. Ale szybko dorosną. Nawet jeśli ich zainteresowania pójdą w innym kierunku, pewnie będą pamiętały opowieści o św. Kindze, Królowej Jadwidze, o Wawelu, Warszawie, o królach Polski, walkach i wojnach…  

Czy tak się zaczyna patriotyzm? Czy w razie konieczności chwycilibyśmy za broń, walczyli, umierali w obronie ojczyzny? Nie wiem. Obyśmy nigdy nie musieli się o tym przekonać. 

Oceń ten artykuł


źródło: Beata Legutko

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.