O kulcie zwierząt słów kilka

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Kilka lat temu media obiegła informacja, że Hiszpania jako pierwszy kraj na świecie zagwarantuje małpom prawa równe prawom człowieka. To pomysł opracowany przez zespół naukowców i filozofów, którzy przekonują, że najbliżsi biologiczni krewni człowieka także zasługują na swoje prawa, między innymi do życia i wolności.

„Wielkie małpy to myślące, samoświadome istoty z bogatym życiem emocjonalnym” – przekonywał założyciel organizacji Great Ape Project, Peter Singer. – „Jeśli będziemy postrzegać prawa człowieka, jako coś posiadanego przez wszystkich ludzi, bez względu na ich intelektualne lub moralne kwalifikacje, to jak możemy odmówić ludzkich praw małpom?”. Szkoda, ze Hiszpanie nie pomyśleli też o prawach byków.

Nawoływania do humanitarnego (ludzkiego?) traktowania zwierząt słychać co jakiś czas z różnych stron. Przybierają one postać mniej lub bardziej realnych i szalonych postulatów. Nad jednymi można się uśmiechnąć, inne potraktować bardzo poważnie. Z roku na rok głośniejsza staje się sezonowa akcja „uratuj karpia”,  coraz częściej schroniska dla psów i kotów publicznie proszą o pomoc i takie wsparcie otrzymują, w ciągu roku mamy okazję obchodzić Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej (11.02), Dzień Kota (17.02), Dzień Niedźwiedzia Polarnego (27.02), Dzień Wróbla (20.03), Dzień Gołębia (9.04) Dzień Psa (1.07)… i tak dalej. Nawet papież Franciszek napisał „ekologiczną” encyklikę. Czyżby wrażliwość na przyrodę była w nas coraz głębsza? A może wręcz przeciwnie?

Jesteśmy z dziećmi (6 lat i 4 lata) w sklepie mięsnym, robimy zakupy. „ A z czego to się bierze?” – pyta starszy pokazując na kawał filetu z indyka. „To jest ze zwierzątka – zaczyna jedna z Pań ekspedientek – to kiedyś biegało, a potem…”. Nie zdążyła dokończyć, bo druga szybko jej przerwała z oburzeniem „no wiesz, dzieciom takie rzeczy mówić…”. Szkoda, że obie panie nie były świadkami niedawnej relacji mojej córki: „Wiesz mamo, lis zagryzł kurę. I potem trzeba ją było oskubać. A babcia pokazywała nam, co ona ma w środku. I wiesz co? Miała jeszcze jedzenie w brzuchu. I jajko. Ale takie bez skorupki. I potem, to ją ugotowaliśmy”.

Nasze dzieci mają szczęście mieć dziadków „na wsi”. Choć to niezupełnie wieś. Ale jest duży drewniany dom, trawa, drzewa, krzaki i mnóstwo zwierząt: psy, kury, kozy, pszczoły. Na otaczających dom drzewach widać karmniki, zimą pełne klientów. W dziuplach mieszkają dzięcioły, po gałęziach skaczą wiewiórki. Dzieci widzą, skąd się bierze mięso na obiad, mleko, jajka. Na własne oczy widziały łańcuch pokarmowy. Nie boją się psów (niestety), choć nie raz któryś zniecierpliwiony kłapnął pyskiem, uwielbiają koty, choć ich akurat „na wsi” nie ma, uciekły zawczasu. Ale za to można tu spotkać niejedną mysz. Ludzie i zwierzęta mieszkają obok siebie. I choć trudno odmówić temu miejscu uroku, niełatwo gospodarzom znaleźć czas na inną pracę czy chwilę dla siebie. Taki wybór. Bo zwierzęta, to nie (tylko) przyjemność, ale i obowiązek. Gdy przyjeżdża się tam, poza miasto, widać to bardzo wyraźnie.

Na portalach społecznościowych jest już praktycznie wszystko. Znajdziemy tam również grupy miłośników… kotów. I tak oto co rano możemy wejść na profil „Kot dnia”, sprawdzić, co nowego w społeczności „Kociara”, przeglądać tablicę „Życie z kotem” i/lub „Życie bez kota…”, poczytać „Kocie historie’, wrzucić zdjęcie, obejrzeć filmik (dwa, trzy…), dodać komentarz, i „zalajkować”. Nie tylko koty, rzecz jasna, mają swoich fanów w wirtualnej i realnej rzeczywistości, niemniej jednak specjalną restaurację właśnie dla miłośników tych puchatych, acz tajemniczych zwierząt otwarto jakiś czas temu w Krakowie. W kociej kawiarni – Kociarni – jak sama nazwa wskazuje, mieszkają koty. Można je podziwiać, a nawet podrapać za uchem przy kawie, herbacie czy sałace. Doskonałe rozwiązanie dla niezdecydowanych.

Dużo racji zapewne mają twierdzący, że przebywanie, a zwłaszcza mieszkanie ze zwierzętami to tylko korzyść dla domowników. Pytanie, czy zawsze działa to tak samo w drugą stronę. Warto sobie te kwestie przemyśleć zawczasu, zanim okaże się, że dziecko jest  uczulone, a wyjazdy rodzinne, służbowe, jakiekolwiek – są zbyt częste.

A jeśli chcemy uczyć (się) wrażliwości na przyrodę, można zacząć nie od nadawania praw małpom i postu od karpia, ale od regularnego podlewania kwiatów (najlepiej kaktusów) i zamontowania na balkonie własnoręcznie zrobionego karmnika. Na początek wystarczy. Czyńmy sobie ziemię poddaną rozumnie. A zwierzęta traktujmy jak zwierzęta. Po prostu.

O kulcie zwierząt słów kilka
6 (100%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze