fot. Michał Kobyliński from http://gilling.info/ – Poetyckie Foto Niusy – File:Rozewicz Grass.JPG, CC BY-SA 2.5, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=17798664

10 lat temu zmarł Tadeusz Różewicz

„Po wojnie nad Polską przeszła kometa poezji. Głową tej komety był Różewicz, reszta to ogon” – powiedział o nim Stanisław Grochowiak. 24 kwietnia mija 10 lat od śmierci Tadeusza Różewicza.

„Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak wyglądałaby powojenna poezja polska bez wierszy Tadeusza Różewicza. Wszyscy mu coś zawdzięczamy, choć nie każdy z nas potrafi się do tego przyznać” – pisała o Różewiczu Wisława Szymborska.

Już w drugiej połowie lat siedemdziesiątych łączny nakład jego wydanych w kraju książek przekroczył milion egzemplarzy. Za granicą ukazało się do dziś, w przekładach na wszystkie ważniejsze języki świata, około sześćdziesięciu wyborów jego liryki. Wymieniano go jako kandydata do literackiego Nobla.

Tadeusz Różewicz urodził się 9 października 1921 r, w Radomsku jako czwarty z pięciu synów Stefanii Marii z domu Gelbard i Władysława Różewicza. Wybuch wojny przerwał jego starania o przyjęcie do Liceum Leśnego w Żyrowicach i szkoły Marynarki Handlowej w Gdyni. Młody Różewicz zaczął pracować jako goniec i magazynier w Kreishauptmannschafcie w Radomsku, potem jako pracownik magistracki w kwaterunku, w końcu został uczniem stolarskim w Fabryce Mebli Giętych Thonet.

Dziadek poety ze strony matki Różewicza, Stefanii, nazywał się Aron Lejb Gelbard. Rodzice mieli ślub katolicki, ale pod okupacją niemiecką groziło im nieustanne niebezpieczeństwo. Jak wspominał poeta w autobiograficznym opowiadaniu „Drewniany karabin”, pewnego dnia pracujący w magistracie, volksdeutsch Łukaszczyk, Ślązak, ostrzegł go: „ta rudo dziwa opowiado (…), że jej brat to cie zno ze szkół i że z tobą nie całkiem w porzundku, albo z twoją babcią albo matką (…) mi ktoś mówił, że matka to prawdziwa dobra katoliczka… to wychodzi na babcie. (…) Serce przestało mi bić, a potem podeszło ze strachu aż do gardła i tam utkwiło… strach o Mamę, o Braci, o Ojca… o cały nasz dom strach walnął mnie w głowę…” – pisał poeta. W połowie wojny Różewiczowie przenieśli się z Radomska na peryferie Częstochowy. Synowie – Tadeusz i Janusz – poszli do partyzantki.

W 1942 r. Różewicz został zaprzysiężony w AK pod pseudonimem Satyr. Trafił do oddziałów leśnych, walczył z bronią w ręku od czerwca 1943 do początków listopada 1944 r. na terenie powiatów radomszczańskiego, koneckiego, włoszczowskiego, opoczyńskiego i częstochowskiego. Równocześnie tworzył – pisał wiersze i prowadził pismo „Czyn Zbrojny”. Jego starszy brat Janusz został zamordowany przez Niemców pod koniec wojny.

EPA/NATIONAL DIGITAL ARCHIVE POLAND / HANDOUT ATTENTION: This Image is part of a PHOTO SET MANDATORY CREDIT HANDOUT EDITORIAL USE ONLY/NO SALES Dostawca: PAP/EPA.

Tuż po wojnie Tadeusz Różewicz mieszkał w Częstochowie, tam też poznał Juliana Przybosia, który ściągnął go do Krakowa, gdzie młody poeta zdał maturę i został studentem historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiów nie ukończył, zaprzyjaźnił się jednak z reprezentantami neoawangardy krakowskiej: Tadeuszem Kantorem, Jerzym Nowosielskim, Andrzejem Wróblewskim, Andrzejem Wajdą.

Lata czterdzieste i pięćdziesiąte to czas formowania się poetyki Różewicza. „Moja forma poetycka była częściowo od Czechowicza. Mój starszy brat wymienił z nim kilka listów. Czechowicz napisał mu, jak tworzy wiersz, jak nasłuchuje tej muzyki, kiedy wiersz powstaje” – opowiadał Różewicz w jednym z wywiadów. Pisał też, jak to określił, „pod Iwaszkiewicza”, jednak do jego najważniejszych poetyckich patronów należał Julian Przyboś. „Pięć wierszy napisałem prawie takich, że Przyboś by nie odróżnił ich od swoich. Wiedziałem o tym, dlatego miałem świadomość, że muszę od tego odejść, bo zostanę epigonem” – podkreślał Różewicz.

Po doświadczeniach wojny, według Różewicza, niemożliwe było uprawianie poezji takiej jak dawniej. Był jednym z pierwszych poetów, którzy zareagowali na okrucieństwa wojny nie tylko treścią poezji, ale zmianą jej formy, odrzuceniem romantycznego sztafażu, surowym obrazowaniem. Różewicz pisał bez patosu, jego poezja stała się rzeczowa i konkretna, nazywano ją „poezją ściśniętego gardła”. W grudniu 1990 r. na wykładzie na University of Warwick poeta mówił: „Pokolenie żołnierzy i partyzantów II wojny światowej wymiera, odchodzi oszukane i rozczarowane. Jestem poetą – tak się o mnie mówi, tak się o mnie pisze. Ale jestem przede wszystkim poetą swojej generacji. Generacji oszukanej przez rządy, przez ideologie i wiary, i przez samą siebie”. Poeta naznaczony dramatem wojny pisał o niej często bez patosu i patriotycznego zadęcia, łamał konwencje, niekiedy urażał uczucia odbiorców. Protesty środowisk związanych z Armią Krajową wzbudził dramat „Do piachu”, w którym autor pokazał wojnę i życie partyzanckie od zupełnie innej strony: brudu, krwi, chłopców marzących o powrocie z wojny do swoich ukochanych kobiet.

Odpowiadając na tezę filozofa Theodora Adorno, że po Auschwitz nie można już pisać wierszy, uprawiać poezji, postanowił jednak pisać, lecz pod jednym warunkiem: dla tego wstrząsającego doświadczenia, jakim była wojna i Holocaust, znajdzie nową dykcję, wypracuje nowy model poetyckiej ekspresji. W zakończeniu wiersza „Widziałem cudowne monstrum” kwestię tę ujął wprost: „w domu czeka na mnie / zadanie: / Stworzyć poezję po Oświęcimiu”.

Już debiutancki tomik „Niepokój” został entuzjastycznie przyjęty przez czytelników i krytyków, godząc skłócone orientacje i autorytety – Julian Przyboś i Czesław Miłosz, broniący biegunowo sprzecznych koncepcji liryki – wyrażali jednakowy podziw dla tej poezji. Czesław Miłosz w „Odzie do Tadeusza Różewicza, poety” pisał: „Szczęśliwy naród, który ma poetę/ I w trudach swoich nie kroczy w milczeniu”. Powodzenie nie trwało jednak długo – w 1949 r. odbył się zjazd literatów w Szczecinie, na którym została ogłoszona stalinizacja literatury – Różewicz nie wziął w nim udziału, ale na oficjalne wprowadzenie poetyki socrealizmu zareagował wycofaniem się z życia publicznego. Latem 1949 r. zamieszkał w Gliwicach. Wydał kolejne tomy wierszy: „Pięć poematów” (1950), „Czas który idzie” (1951), „Wiersze i obrazy” (1952), „Równina” (1954) – nie spotkały się one jednak z entuzjazmem, dopiero śmierć Stalina w 1953 r., a następnie odwilż gomułkowska zmieniły stosunek krytyki literackiej do twórczości Różewicza.

Poeta miał też wielkie zasługi formalne w dziedzinie systemu wersyfikacyjnego. Pisała o tym Maria Dłuska w „Próbie teorii wiersza polskiego”: „Emocyjny bezrozmiarowy system spokrewniony z tonicznym reprezentowany nie tylko przez Różewicza, i inaczej zwany jest po prostu wierszem różewiczowskim. Dysponuje własnym, samodzielnie uformowanym i wymyślonym warsztatem prozatorskim, dramaturgicznym i poetyckim, rozpoznawalnym i charakterystycznym. Niektóre jego utwory, gdyby nie charakterystyczny zapis, przypominałyby urywki prozy”. „Początek i koniec poezji w poecie, jaka to długa i splątana droga” – pisał w wierszu „Rocznica” Tadeusz Różewicz. W utworze padają również inne, często cytowane słowa: „Poeta śmietników jest bliższy prawdy, niż poeta chmur”. Mówił, że „moim celem, nie jest pisanie wierszy. Ja reaguję na świat za pomocą ich pisania. Moim celem nie jest dawanie przyjemności ani zabawa”.

Dla Różewicza literatura nie była grą ani zabawą, tylko jedną z najważniejszych, śmiertelnie poważnych spraw, w życiu. Nie miał zaufania do wierszy zamkniętych, idealnych. W tekście „Na powierzchni poematu i w środku” opowiedział się po stronie wierszy „płynnych sennych ciemnych”, o otwartej formie. Badacze nie są jednomyślni co do miejsca Tadeusza Różewicza we współczesnej sztuce polskiej. Niektórzy krytycy lokują go po stronie neoklasycyzmu (Jan Błoński, Ryszard Przybylski), ale każdy krytyk teatralny powie, że Różewicz to przedstawiciel awangardy.

Inskrypcja wiersza „Pisałem” na elewacji budynku przy Oude Vest 79 w Lejdzie, fot. CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4684098

„Moje utwory teatralne są utworami literackimi, one mogłyby istnieć bez teatru” – mówił Tadeusz Różewicz o swoich dramatach, w których realizm przenika się z teatrem absurdu, jak „Kartoteka”, „Stara kobieta wysiaduje”, „Białe małżeństwo”, „Do piachu” i „Na czworakach”. Sztuki te były wystawiane na scenach całego świata. Różewicz wprowadził do polskiego dramatu nowy typ bohatera – często bez wyraźnie określonej tożsamości, biernego, nieuporządkowanego wewnętrznie – zbliżonego trochę do bohatera średniowiecznych moralitetów przez to, że jest każdym, a zarazem nikim konkretnym.

O Noblu dla Tadeusza Różewicza mówiło się od drugiej połowy lat sześćdziesiątych do pierwszej lat siedemdziesiątych. O tym, że zgłoszono Różewicza do nagrody, pisał w kwietniu 1968 r, do poety Stanisław Skoneczny. W maju 1969 r. Różewicz pisał do Kornela Filipowicza: „W drodze do Finlandii zatrzymałem się kilka dni w Szokholmie na zaproszenie Instytutu Szwedzkiego. (…) jutro idę złożyć wizytę Sekretarzowi (Instytutu) Nagrody Nobla w Akademii Szwedzkiej… może zresztą ta instytucja nie tak się nazywa. (Ale niech +koledzy po piórze+ śpią spokojnie – idę tam tylko tak sobie – w celach towarzyskich)”. W 1976 r. w Królewskim Teatrze Dramatycznym w Sztokholmie wystawiono „Białe małżeństwo” Różewicza. Na premierę przyjechał autor oraz Artur Lundkvist, członek Szwedzkiej Akademii, któremu sztuka zdała się nazbyt erotyczna, a Różewicz nie starał się objaśnić swoich racji.

Tadeusz Dąbrowski pisał: „Nie jestem nawet pewien, czy Różewicz do końca spełnia noblowskie kryteria. Jego projekt poetycki zakłada ciągłą ucieczkę od uświęconych przez tradycję form uprawiania literatury, jest jednym wielkim antynurtem. Poezja zwrócona przeciwko sobie może być dla szwedzkich akademików propozycją zbyt radykalną. Z drugiej strony, cele etyczne, jakie Różewiczowski wiersz przed sobą stawia, okazują się tak konserwatywne, że aż niegodne człowieka ponowoczesności–mistrza transgresji, żonglującego tożsamościami. Nie przyda się on także jako działacz, jego wiersze i dramaty stronią od polityki, od kolektywnie pojętej ideowości”.

Tadeusz Różewicz sam wybrał dla siebie rolę samotnika. Nie zależało mu na rozgłosie, programowo nie uczestniczył w bieżącym życiu literackim, rzadko wypowiadał się na tematy publiczne. Wyjątkowo niechętnie udzielał wywiadów, nieczęsto zgadzał się na spotkania autorskie. Był wielkim samotnikiem polskiej literatury. „Z zasady – nie gorączkuję się. Na problemy i pytania z 1948 roku zamierzam odpowiedzieć w 1968 roku, a na te z 1964 w 1974” – deklarował poeta w jednym z wywiadów już w latach siedemdziesiątych.

EPA/NATIONAL DIGITAL ARCHIVE POLAND / HANDOUT ATTENTION: This Image is part of a PHOTO SET MANDATORY CREDIT HANDOUT EDITORIAL USE ONLY/NO SALES Dostawca: PAP/EPA.

W 1968 r. przeniósł się do Wrocławia, gdzie mieszkał kolejne 46 lat – aż do śmierci. W latach dziewięćdziesiątych ogłosił dramaty „Kartoteka rozrzucona” i „Palacz” (oba w 1997 r.), zbiory wierszy „Płaskorzeźba” (1991), „Zawsze fragment. Recycling” (1998) i „Matka odchodzi” (1999) – za który otrzymał Literacką Nagrodę Nike w 2000 r. W ostatnim dziesięcioleciu życia poety ukazały się m.in. poemat „Nożyk profesora” (2001), „Szara strefa” (2002) i „Wyjście” (2004).

„Uważam, że świat nie skończy się razem ze mną. Trzeba długo, długo dochodzić do tej prawdy i jest to taka prawda, która godzi z tym, co będzie” – powiedział Różewicz w jednym z ostatnich wywiadów. Poeta zmarł 24 kwietnia 2014 r. we Wrocławiu, ale nie spoczął w tym mieście. Zgodnie z ostatnią wolą poety – miłośnika Karkonoszy – jego prochy zostały złożone na maleńkim cmentarzu tuż przy kościele Wang, sprowadzonym do Karpacza w 1842 r. z norweskiej miejscowości Vang.

„Żyjemy w epoce Różewicza. To on stworzył polską poezję współczesną. Nie tylko dlatego, że znawcy systemów wersyfikacyjnych od niego wywodzą właśnie współczesną szkołę polskiego wiersza. Różewicz to przede wszystkim człowiek, który jako jeden z nielicznych sprostał wyzwaniu, które sam zresztą przed poezją postawił: jak pisać wiersze po Oświęcimiu. Tak, jak kiedyś mówiło się o Mickiewiczu, że +my z niego wszyscy+, tak współcześni polscy poeci mogą mówić o Różewiczu. Kolejne pokolenia pisarzy od tej twórczości uciec nie mogą, muszą się określić wobec niej” – podsumował prezes PEN Clubu Adam Pomorski.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze