Bp Bolesław Kominek. Fot. NAC

50 lat temu zmarł autor słynnego orędzia do biskupów niemieckich, kard. Bolesław Kominek [ROZMOWA]

Orędzie do biskupów niemieckich było wyraźną krytyką pojałtańskiego porządku w Europie – mówi dr hab. Wojciech Kucharski. 50 lat temu, 10 marca 1974 roku zmarł kardynał Bolesław Kominek, autor tego dokumentu.

50 lat temu zmarł kardynał Bolesław Kominek. Został zapamiętany głównie z powodu wystosowanego w 1965 roku orędzia do biskupów niemieckich, ale czy to on wpadł na pomysł jego napisania?

Wojciech Kucharski: W sprawie samego dokumentu było dwóch kluczowych aktorów. Oprócz Kominka był nim prymas Stefan Wyszyński. To on z okazji tysiąclecia chrztu Polski wysunął ideę wysłania listów do episkopatów na całym świecie. Listy takie otrzymać również mieli papież Paweł VI, patriarcha Atanazy w Konstantynopolu oraz Światowa Rada Kościołów w Genewie. W sumie wysłano 57 takich dokumentów, a według niektórych źródeł o osiem więcej, ale ten adresowany do biskupów niemieckich jest wyjątkowy ze względu na swoje przesłanie.

Czy mamy pewność, że napisał go Kominek?

Tak, bo udało się znaleźć rękopis tego dokumentu. Z naniesionych tam zmian wynika, że Bolesław Kominek był autorem 95 procent wszystkich treści tego pisma. Pozostałe pochodziły od prymasa Wyszyńskiego oraz kilku biskupów, z którymi Kominek się skonsultował. Nieliczne zmiany były efektem drobnych korekt stylistycznych i językowych. Jednak to najważniejsze zdanie, zaczynające się od zwrotu „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” jest bez wątpienia autorstwa Kominka.

Kardynał Kominek już wcześniej użył tej frazy…

Tak, kilka miesięcy przed powstaniem orędzia Kominek wypowiedział te słowa mówiąc o powojennych relacjach i napięciach, jakie na ziemiach zachodnich zaszły pomiędzy autochtonami a przyjezdnymi Polakami. Między innymi na tej podstawie mamy dziś pewność, że to Kominek był nie tylko autorem orędzia, ale również jego zasadniczej myśli. Ta myśl sprowadzała się do tego, żeby przy okazji obchodów tysiąclecia chrztu Polski wykonać gest pojednania w stosunku do Niemców.

Od lewej: metropolita krakowski ks. arcybiskup Karol Wojtyła, administrator apostolski diecezji wrocławskiej ks. arcybiskup Bolesław Kominek, metropolita poznański ks. arcybiskup Antoni Baraniak. Fot. NAC

Dla władz PRL orędzie było pretekstem do ataku na Kościół za „postawę antynarodową i sprzyjającą niemieckiemu rewizjonizmowi”. Skąd wynikała taka gwałtowna reakcja?

Po pierwsze rządzący wtedy Polską Władysław Gomułka nastawiony był na konfrontację z Kościołem. Widział w nim, a szczególnie w prymasie Wyszyńskim zagrożenie dla swojej pozycji. Szykowane przez Kościół obchody tysiąclecia chrztu Polski władze traktowały jako element wojny o rząd dusz, bo rząd szykował się do obchodów tysiąclecia państwa. Orędzie, a szczególnie zawarty w nim zwrot „prosimy o przebaczenie” uznano więc jako dogodną okazję do zaatakowania Kościoła. Przecież od wojny minęło zaledwie dwadzieścia lat i mało kto był gotowy uznać, że Polacy mają za co przepraszać Niemców. Postrzegano ich jako odpowiedzialnych za doznane cierpienie i śmierć oraz zniszczenia. Takie nastroje podsycała rządowa propaganda, kreśląc obraz Niemiec i Niemców jako odwiecznych wrogów Polski i skrzętnie przy tym przemilczając fakt, że w II wojnie światowej Polska padła ofiarą agresji z dwóch stron.

Sprytnie wykorzystywała to, że niemal każda rodzina kogoś w trakcie niemieckiej okupacji straciła. Wielu Polaków pewnie w jakimś stopniu zgodziłoby się na zawarcie w orędziu słowa „przebaczamy”, bo z jego użyciem by się wiązało pokazanie własnej wyższości moralnej nad tymi, którzy mordowali naszych ojców, nasze matki i dzieci. Czym innym jednak był zwrot „prosimy o przebaczenie”, bo kryje się za nim komunikat, że sami też jesteśmy winni i przenosił całe przesłanie na inny poziom moralny. Gomułka dostrzegł te nastroje i oskarżył wręcz biskupów o atakowanie polskiej racji stanu, kapitulację przed Niemcami, a nawet chęć oddania ziem zachodnich. Uznał także, że biskupi wtrącają się do jego polityki zagranicznej i łamią monopol państwa w tym obszarze. Dodatkowo warto zauważyć, że orędzie skierowane było do wszystkich Niemców, jakby nie istniały przedzielone „Żelazną kurtyną” dwa państwa niemieckie. Było też krytyką pojałtańskiego porządku w Europie.

Czy w ślad za ostrą antykościelną retoryką poszły jakieś inne działania wywołane orędziem?

Tak, biskupom, w tym także prymasowi Wyszyńskiemu, uniemożliwiono wyjazd na obchody milenijne za granicę. Zablokowano również planowaną z tej samej okazji wizytę w Polsce Pawła VI. Nie doszedł do skutku nawet projekt, w myśl którego papież miał przylecieć tylko na jeden dzień, by w wigilię Bożego Narodzenia odprawić pasterkę na Jasnej Górze. O zaostrzeniu kursu wobec Kościoła po orędziu mogą też świadczyć inne fakty, takie jak powoływanie kleryków seminariów duchownych do zasadniczej służby wojskowej. Formą represji ze strony władz były również nakładane na parafie obciążenia podatkowe. Apogeum nastąpiło w trakcie uroczystości milenijnych, gdy władze organizowały alternatywne wydarzenia kulturalne.

Fot. Flickr/EpiskopatNews

A jak na orędzie zareagowało polskie społeczeństwo?

Nie mamy żadnego takiego badania czy sondażu, które by pokazało reakcję całego społeczeństwa, ale dysponujemy pewnym bardzo ciekawym źródłem jakim są materiały Urzędu do spraw Wyznań. Otóż pracownicy tego urzędu i przewodniczący wojewódzkich rad narodowych wzywali do siebie na rozmowy duchownych różnych szczebli: biskupów, dziekanów, proboszczów i szeregowych księży, żeby ich wypytać o stosunek do orędzia. Okazało się, że wśród kościelnych hierarchów poparcie dla orędzia było najwyższe, przekraczało 90 procent, ale wśród szeregowego kleru poparcie było znacznie niższe. Akceptację dla orędzia zadeklarowało 60 procent dziekanów i tylko 35 procent duchownych niższego szczebla.

Co kierowało biskupami przy podejmowaniu decyzji o napisaniu orędzia?

Z perspektywy prymasa Wyszyńskiego i polskiego Episkopatu ten dokument wpisywał się w wielką nowennę, czyli ideę odnowy narodowej. Wyszyński uważał, że tysiąclecie chrztu Polski to dobra okazja do dokonania dużego rachunku sumienia i uznania, że my też mamy coś sobie do zarzucenia i powinniśmy się zmienić. Był jednak również pewien wymiar polityczny tego orędzia. Otóż dwadzieścia lat po wojnie status Kościoła katolickiego na ziemiach odzyskanych wciąż był tymczasowy. Od strony formalnej Kominek był jedynie wikariuszem generalnym, a następnie administratorem, a nie biskupem diecezji wrocławskiej. Nie chciał tego zmienić nawet sam papież, bo Stolicę Apostolską wciąż wiązał konkordat z Niemcami, a to oznaczało, że bez ich zgody na ziemiach przyłączonych do Polski nie można było ustanowić nowych, polskich diecezji. Orędzie napisane przez Kominka było kamieniem milowym, dzięki któremu w 1972 roku Paweł VI wydał Konstytucję Apostolską Episcoporum Poloniae Coetus, gdzie wreszcie udało się ten stan tymczasowości znieść.

PAP: Jakie jest dziś znaczenie tego kamienia milowego?

W tym dokumencie złamano schemat myślenia o stosunkach polsko-niemieckich i polski oraz niemiecki Kościół o tym pamiętają. Zaproponowano w nim także uniwersalny model pojednania oparty na takich wartościach jak: prawda, dialog, przebaczenie i gotowość do dostrzeżenia własnych win. Kilka miesięcy temu abp Józef Kupny, kardynał Kazimierz Nycz oraz kardynał Rainer Maria Woelki, metropolita koloński, wystąpili do międzynarodowego komitetu UNESCO o wpisanie orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich (rękopisu i wersji oficjalnej) i odpowiedzi episkopatu Niemiec na Międzynarodową listę „Pamięć Świata” UNESCO.

Dr hab. Wojciech Kucharski, historyk i archeolog, zastępca dyrektora ds. naukowych we wrocławskim Ośrodku „Pamięć i Przyszłość, wykładowca w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Autor m.in. monografii: Komuniści i Watykan. Polityka komunistycznej Polski wobec Stolicy Apostolskiej 1945 – 1974 oraz Listy milenijne. Mieszka we Wrocławiu. (PAP)

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze