
fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl
80. Pielgrzymka Stowarzyszenia Rodzin Więźniarek Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego Ravensbrück
„Nie pozwól Panie, aby Niemcy zapamiętali nas jako ofiary, bo nie jesteśmy ofiarami”, taką modlitwę zanosiły do Boga „Dziewczyny” – Więźniarki Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego Ravensbrück. Na Jasnej Górze zakończyła się ich 80. Pielgrzymka. Jej uczestnicy pragną pokazać światu, że nie konkretne czyny oprawców, lecz patriotyczna i bohaterska postawa ich mam i babć jest warta pamięci i może być „drogowskazem” dla dzisiejszej młodzieży.
Jedną z ocalałych z Ravensbrück jest Krystyna Paradysz z domu Sierakowska. W czasie powstania mieszkała na warszawskiej Woli, której mieszkańców Niemcy zaczęli rozstrzeliwać po przejęciu tej dzielnicy. Dotarł jednak rozkaz, by zaprzestać strzelania i wywozić ludzi do obozów. Pani Krystyna została przewieziona do Pruszkowa pod Warszawą. – Miałam szczęście, bo trafiłam tam z rodzicami, rodzeństwem i kuzynkami – podkreśliła Pani Krystyna. Kiedy został przewieziona do Ravensbrück zaczynała szesnasty rok życia. Przyznała, że warunki jakie tam panowały były straszne. – Do jedzenia tylko dwie kromki chleba, kosteczka margaryny, poł litra zupy i kawa na cały dzień – wspominała Pani Krystyna. Niedostatek jedzenia, niedostatek chleba nie powstrzymał jej jednak przed zrobieniem różańca chlebowego. – Pamiętam jak żarliwie się modliłyśmy. Robiłyśmy kuleczki z chleba, koleżanki miały igły i nawlekałyśmy te kuleczki. Kiedy wróciłam do Polski to miałam jeszcze ten różaniec, ale po latach obrócił się w proch – wyznała Pani Krystyna podkreślając, że wiara stanowiła i stanowi dla niej ogromną wartość. Przyznała też, że nawet w obozie czuła opiekę Matki Bożej.
>>> Bp Piotr Turzyński zaprasza na Pielgrzymkę Nauczycieli do Ravensbrück
Pani Irena Cyrankiewicz w czasie wojny mieszkała koło Częstochowy. Jako córka więźnia politycznego, który w 1920 r. brał udział w Bitwie Warszawskiej nazywanej „Cudem nad Wisłą”, także trafiła do obozu. Była to filia Oświęcimia koło Rybnika. – Miałam liczną rodzinę. Kiedy nas wywieźli, zostaliśmy rozdzieleni. Tatuś z najstarszym bratem zostali skierowani do kopalń na Śląsku. Drugi brat trafił do Oświęcimia. Mamusia, starsza siostra i ja z młodszym bratem trafiliśmy do filii. Panował tam taki sam rygor jak w Oświęcimiu. Mamusia z bratem spali na pryczy na dole, a siostra i ja u góry. Byliśmy tam do wyzwolenia – powiedziała Pani Irena. Jej brat więziony w Oświęcimiu został rozstrzelany podejmując próbę ucieczki podczas Marszu Śmierci. Pozostali członkowie najbliższej rodziny przetrwali. – Po wyzwoleniu ciągnęliśmy do naszego domu. Ja to pamiętam, jak podwieźli nas tutaj, schorowanych, wychudzonych. Pamiętam jak z mamusią i rodzeństwem szliśmy na Jasną Górę. Pierwsze kroki do św. Antoniego. Kaplicy Matki Bożej nie pamiętam… Ale z Jasną Górą związana jestem mocno – podzieliła się świadectwem Pani Irena. Podkreśliła też, że jej mama, jako kobieta wielkiej wiary, którą pamięta modlącą się z różańcem w ręku, przed śmiercią nawoływała swoje dzieci do przebaczenia.
Od zakończenia II Wojny Światowej mija w tym roku 80. lat. Maria Lorens, wiceprezes Stowarzyszenia Rodzin Więźniarek Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego Ravensbrück i organizatorka pielgrzymki podkreśla, że pamięć o tym, co Niemcy robili Więźniarkom, jaką przemoc stosowali, nie może przyćmić pamięci o nich samych. – Fascynują mnie te postacie, ich biogramy. Lubię je „ożywiać” i pokazywać, że Grażynkę spotkał taki los, a Pola była dobrą uczennicą – przyznała Maria Lorens. Jej zaangażowanie w dbałość o pamięć o Więźniarkach z Ravensbrück zostało docenione, 10 grudnia 2024 r., otrzymała nagrodę IPN „Świadek Historii”. Jest to nagroda honorowa przyznawana instytucjom, organizacjom i osobom fizycznym szczególnie zasłużonym dla upamiętniania historii polskiego narodu.
Jako więźniarki polityczne do obozu koncentracyjnego trafiały młode dziewczęta, harcerki zaangażowane w konspiracyjną walkę o przetrwanie Polski i uczestniczki Powstania Warszawskiego. Ich postawa pozostaje godną podziwu po dziś dzień, a „światło ich życia, jest drogowskazem dla dzisiejszej młodzieży”.
Jako pedagog i organizatorka konkursów (Ogólnopolski konkurs recytatorski „W kręgu poezji i prozy łagrowej więźniarek KL Ravensbrück im. Wandy Półtawskiej”) dla młodzieży, Maria Lorens czerpie także z postaw Więźniarek – nauczycielek. Jedną z nich była bł. Natalia Tułasiewicz, patronka nauczycieli polskich. – Właściwie, ona się nie różni od wielu wspaniałych nauczycielek, których biogramy tam poznałam – przyznała prezes stowarzyszenia. Dodała, że patronka nauczycieli odznaczała się poważnym podejściem do kształcenia. Cieszyło ją zdobywanie wiedzy, a w przekazywanie jej angażowała całą siebie. – Robiła to całym sercem, wiedząc, że kształtowała młodych ludzi, i że miała ogromny wpływ na ich życie – powiedziała Maria Lorens. – My dorośli nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak potężny wpływ na młodych ma nasze działanie, nasz wygląd. Oni nas „czytają” bardzo dokładnie i wychwytują każdy fałsz – dodała, przyznając jednocześnie, że nauczycielki z obozu były wzorem i „żyły tak, jak mówiły, chroniły młodych”. Wśród nich były między innymi: Urszula Wińska, Władysława Sikorowa, czy Józefa Kantor, która będąc harcmistrzynią wydała rozkaz wszystkim obozowym siostrom, aby 3 maja 1946 r. spotkały się na Jasnej Górze. Miały podziękować za ocalenie życia, za powrót do Ojczyzny i za tę Ojczyznę się modlić.
Ks. Stanisław Michałowski, kapelan Rodzin Więźniarek Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego Ravensbrück, podkreśla, że ślubowanie więźniarek zasługuje na szacunek. – Trzeba podziwiać te Panie; złożyły ślubowanie, że każdego roku będą spotykać się na Jasnej Górze jako dowód wdzięczności za to, że przeżyły obóz. One były doskonale przekonane, że przeżyły dzięki opiece Maryi, a wiara im w tym najbardziej pomagała – powiedział kapłan. Przyznał, że po rozmowach z prof. Wandą Półtawską, jedną z „Dziewczyn”, w 2012 r. powiedział byłym Więźniarkom, że ze względu na wiek i stan zdrowia nie są już zobowiązane przyjeżdżać na pielgrzymki. Przyjeżdżają do dziś.
Na Jasnej Górze pamięć o martyrologii II Wojny Światowej jest nadal żywa. Ta dotycząca konkretnie „Dziewczyn z Ravensbrück” zachowana jest między innymi w wotum złożonym w 2021 r. To urna z prochami zamordowanych kobiet.
Alabastrowe wotum ma kształt róży, bo właśnie te kwiaty wyrosły pod obozowymi murami, gdzie grzebano ciała więźniarek. Ich prochy wrzucane były też do pobliskiego jeziora. Jedyne możliwe do imiennej identyfikacji pochówki zachowały się na pobliskim cmentarzu komunalnym i właśnie stamtąd ziemia i prochy zostały złożone w urnie.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
Zobacz także |
Wasze komentarze |