cathopic

fot. cathopic

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, czyli czego możemy się dziś uczyć od św. Franciszka

Kiedy Franciszek był młodzieńcem, niewiele zdawało się wskazywać, że zostanie jednym z najbardziej znanych świętych w historii chrześcijaństwa. Jako syn zamożnego kupca, Piotra Bernardone, korzystał ze swojego bogactwa, lubił beztroskę i hulaszcze zabawy, a jego największym marzeniem była sława rycerska. Ideał życia rycerskiego, który tak go pociągał, kojarzony był z bogactwem, awansem społecznym, a przede wszystkim uznaniem i chwałą.

Szansa nadarzyła się, gdy doszło do wojny pomiędzy Asyżem a Perugią. Piotr Bernardone nie szczędził pieniędzy, żeby wyposażyć syna w odpowiedni rynsztunek. Franciszek ruszył konno i w bogatej zbroi, aby walczyć na „polu chwały”. Bitwa jednak skończyła się porażką, śmiercią wielu asyskich rycerzy, a dla młodego Bernardone rocznym pobytem w niewoli. Przekonał się że wojna to nie chwała, ale okrucieństwo, śmierć i trauma. Po wykupieniu przez ojca potrzebował wiele czasu, by wyjść z ciężkiej choroby i załamania psychicznego. Ten trudny czas zmusił go do refleksji nad sensem życia i wartościami, w które dotąd wierzył. Był to początek jego drogi nawrócenia.

Przesłanie Ewangelii w cieniu wojny

Kilkanaście lat później Franciszek z Asyżu – otoczony sławą świętości, znany i podziwiany jako wędrowny kaznodzieja i reformator religijny – po raz kolejny znalazł się na linii frontu. Jednak jego zamiary były zupełnie inne niż walczących rycerzy. Toczyła się wojna, która przeszła do historii jako piąta krucjata. Chrześcijańscy rycerze z różnych krajów Europy oblegali port Damietta w północnym Egipcie, gdzie zatrzymał się sułtan Malik al-Kamil z arabskim wojskiem. Krucjaty uznawane zostały za świętą wojnę w obronie wiary, a rycerze ruszali do walki z okrzykiem: „Bóg tak chce!”.

Franciszek pojawił się w Damietcie nie po to, by wspierać krzyżowców – pragnął udać się do samego sułtana, by głosić mu Ewangelię. Oczywisty i aktualny był dla niego nakaz Jezusa: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. Dowódcy wyprawy uznali te plany za szaleństwo, jednak widząc upór Franciszka, pozwolili mu pójść do obozu wroga. Franciszek razem z bratem Illuminatem zostali pojmani przez muzułmańskie straże i po wyjaśnieniu swego celu, stanęli przed sułtanem.

Wszystkie relacje podkreślają, że spotkanie z sułtanem przebiegało w przyjaznej i pełnej szacunku atmosferze. Franciszek wyjaśnił, że nie pragnie przyjąć religii muzułmańskiej, ale został przysłany przez samego Boga, aby sułtanowi i jego ludowi „ukazać drogę zbawienia i głosić Ewangelię prawdy”. Wyraził chęć wyjaśnienia chrześcijańskich prawd i zapowiedział, że jest gotowy oddać życie za wiarę. Sułtan al-Kamil musiał być pod wrażeniem zakonnika, bo sprowadził swoich teologów i zwołał debatę religijną. Rozmowy toczyły się przez kilka dni. Dwaj franciszkanie z odwagą i entuzjazmem dawali świadectwo swoim przekonaniom religijnym. Muzułmańscy uczeni próbowali z kolei przekonać ich do prawd islamu, jednak najwyraźniej czuli, że przewaga nie jest po ich stronie. Radzili sułtanowi, by kazał odprawić, a nawet stracić śmiałków.

Malik al-Kamil postanowił zakończyć debatę i przedstawił braciom ostateczną propozycję przejścia na islam i pozostania w jego obozie. Kiedy ci odmówili, muzułmanin nie tylko pozwolił im bezpiecznie odejść, ale próbował obdarzyć obu drogocennymi podarunkami, zgodnie z tradycją bliskowschodniej gościnności. Franciszek odmówił, tłumacząc, że religia nie pozwala im na posiadanie bogactw. Legendą jest, że sułtan wyznał na pożegnanie: „Bracie Franciszku, bardzo chętnie nawróciłbym się na wiarę Chrystusa, ale nie chcę tego czynić teraz; gdyby tutejsi ludzie dowiedzieli się o tym, zabiliby mnie razem z tobą”.

Zapewne owocem tego spotkania są późniejsze przemyślenia Franciszka, w których zawarł wskazówki dla misjonarzy posłanych między wyznawców innych religii:

„Bracia, którzy udają się do muzułmanów i innych nie-chrześcijan, mogą pojmować swoją duchową rolę w dwojaki sposób: mogą nie wszczynać żadnych dysput ani kłótni, poddając się wszelkim boskim stworzeniom za sprawą Boga i podkreślając jedynie, że są chrześcijanami; mogą też, jeżeli uznają, że taka jest wola Boga, głosić słowo Boże, by nie-chrześcijanie uwierzyli w Boga Wszechmocnego, Ojca, Syna i Ducha Świętego, Stworzyciela wszystkich rzeczy, jego Syna Odkupiciela i Zbawiciela, postanowili dać się ochrzcić i stali się chrześcijanami”.

To zaskakująca refleksja, czyniąca z Franciszka prekursora dialogu międzyreligijnego w czasach, gdy powszechnie przyjętą postawą była konfrontacja, nie dialog. Święty z Asyżu uznał, że formą chrześcijańskiej misji może być świadectwo życia oparte na braterskim i pokornym spotkaniu z wyznawcami innych religii. Wolał przekazywać miłość Boga niż narzucać doktrynę.

św. Franciszek, Giotto di Bondone, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=93766
św. Franciszek, Giotto di Bondone, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=93766

Droga do Asyżu 800 lat później

W 1965 r., jako owoc Soboru Watykańskiego II, ukazała się Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate. Ojcowie soborowi stwierdzili w niej, że Kościół „nie odrzuca nic z tego, co w owych religiach prawdziwe jest i święte”. Wskazali na elementy, które łączą wierzących różnych tradycji religijnych i stanowią płaszczyznę porozumienia i dialogu.

Wspólną płaszczyzną dla chrześcijaństwa i religii Dalekiego Wschodu – mimo dzielących je różnic doktrynalnych i kulturowych – są zbliżone wartości moralne oraz nadrzędna rola życia duchowego nad materialnym. Z islamem i judaizmem łączy nas jeszcze więcej. Deklaracja Nostra aetate podkreśla, że muzułmanie czczą jedynego i miłosiernego Boga, naśladując Abrahama w całkowitym poddaniu się Jego woli. Choć nie uznają Jezusa za Boga, oddają Mu cześć jako prorokowi i otaczają głębokim szacunkiem Jego Matkę, Maryję. Oczekują również dnia sądu, w którym Bóg wymierzy sprawiedliwość wszystkim ludziom. Więź Kościoła z judaizmem jest wyjątkowa w sposób szczególny – to tam znajdują się początki jego wiary i wybrania. Z narodu żydowskiego wywodzi się Chrystus, jak również Maryja i apostołowie. Za pośrednictwem tego narodu chrześcijanie otrzymali objawienie Starego Testamentu. Dlatego kolejni papieże podkreślali tak mocno relację łączącą chrześcijan z Żydami. Jan Paweł II nazwał ich naszymi starszymi braćmi, a Benedykt XVI – ojcami w wierze.

40 lat temu – 27 października 1986 r. – papież Jan Paweł II zaprosił przedstawicieli innych Kościołów i religii, aby wspólnie modlić się o pokój. Miejsce, które wybrał, nie było przypadkowe – spotkanie odbyło się w Asyżu. Reprezentanci 13 wyznań modlili się najpierw w różnych zakątkach Asyżu, każdy zgodnie ze swoją tradycją. Wydarzenie osiągnęło swój punkt kulminacyjny podczas wspólnej modlitwy na placu przed Bazyliką św. Franciszka. To modlitewne spotkanie miało historyczny charakter i stało się prawdziwym punktem zwrotnym w relacjach międzyreligijnych, a zapoczątkowaną w 1986 roku tradycję kontynuowali kolejni papieże: Benedykt XVI, Franciszek oraz Leon XIV. Spotkania w duchu Asyżu są wyrazem postawy dialogu, wzajemnego szacunku oraz wspólnego szukania pokoju przez przedstawicieli różnych religii. Święty Franciszek, jako ikona pokoju, pojednania i braterstwa, stał się ich oczywistym patronem.

Już od dziesięcioleci dialog międzyreligijny stanowi podstawę relacji Kościoła katolickiego z wyznawcami innych religii. Nie zmieniła się doktryna ani nie rozmyto żadnej prawdy wiary, tylko my, chrześcijanie, posunęliśmy się krok bliżej do nawrócenia, widząc w innych braci i siostry, a nie „niewiernych”. Pogłębiło się też nasze rozumienie tajemnicy Chrystusa, który nie jest bożkiem plemiennym chrześcijan, tylko Bogiem i Zbawicielem całego Świata. To Jego ukryte działanie sprawia wszystko, co „prawdziwe i święte” w innych tradycjach religijnych. Katolicy, którzy atakują ideę dialogu, nie bronią Boga ani wiary katolickiej – bronią jedynie swojego poczucia wyjątkowości i roszczeń do posiadania na wyłączną własność prawdy.

Wszyscy współcześni papieże podkreślają wartość i nieodzowność dialogu między wierzącymi różnych tradycji religijnych, co należy odczytać jako znak czasu i świadectwo, że Duch Święty prowadzi Kościół tą drogą. Ten aspekt jest szczególnie istotny dla budowania pokoju w czasach, gdy jest on zagrożony.

wikipedia
Fot. Gunnar Bach Pedersen, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1076231

„Dość tego!” – papieskie wołanie o pokój

Rok temu, podczas międzyreligijnego spotkania w Asyżu, papież Leon apelował:

„Świat pragnie pokoju: potrzebuje prawdziwej i trwałej epoki pojednania, która położyłaby kres nadużyciom, pokazom siły i obojętności wobec prawa. Dość wojen, z ich bolesnymi stosami trupów, zniszczeniami, wygnańcami!

Dość tego! To krzyk ubogich i krzyk ziemi. Wystarczy! Panie, wysłuchaj naszego wołania!

Od tych, którzy nie dążyli do pokoju lub podsycali napięcia i konflikty, Bóg będzie domagał się zdania sprawy z każdego dnia, każdego miesiąca, z lat wojny, które minęły i które dotknęły narody!

Jest to apel, który my, przywódcy religijni, kierujemy z całego serca do rządzących. Jesteśmy głosem tych, którzy nie są słuchani i nie mają głosu. Trzeba odważyć się na pokój!”.

Leon XIV jest papieżem, który od chwili wyboru woła i modli się o pokój. To słowo stało się motywem przewodnim pontyfikatu. Papież w odważnych i stanowczych słowach zwraca się do przywódców, którzy dla własnych celów i korzyści wywołują wojny. W sposób bezkompromisowy ukazuje, że powoływanie się w tej sytuacji na Boga jest bluźnierstwem! Chrystus „to Bóg, który odrzuca wojnę, którego nikt nie może wykorzystać do usprawiedliwienia wojny, który nie słucha modlitwy tych, którzy wojnę prowadzą, i odrzuca ją, mówiąc: «Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi»” (z homilii w Niedzielę Palmową). Podczas swej pielgrzymki do Kamerunu wołał w jeszcze mocniejszych słowach: „Biada tym, którzy naginają religię i nawet samo imię Boga do własnych celów wojskowych, ekonomicznych i politycznych, wciągając to, co święte, w to, co jest najbardziej brudne i mroczne”.

Nie wystarczy jednak potępić przywódców politycznych bezpośrednio odpowiedzialnych za wywoływanie konfliktów – musimy również uwierzyć we własną sprawczość.  W tegorocznym orędziu na Światowy Dzień Pokoju Leon XIV napisał: „Niestety, coraz częściej we współczesnym świecie słowa wiary są wciągane do walki politycznej, błogosławienia nacjonalizmu i religijnego usprawiedliwiania przemocy i walki zbrojnej. Ludzie wierzący muszą aktywnie, przede wszystkim poprzez swoje życie, zaprzeczać tym formom bluźnierstwa, które przysłaniają Święte Imię Boga”.

Jak wielu ludzi w Polsce utożsamia dziś patriotyzm z nacjonalizmem, antysemityzmem oraz postawami antyukraińskimi i antyimigranckimi, odwołując się przy tym do wiary i tradycji katolickiej. A przecież św. Jan Paweł II – papież Polak, będący dla wielu z nich autorytetem – stanowczo potępiał nacjonalizm rodzący pogardę dla innych kultur, nazywając go szaleństwem i całkowitym zaprzeczeniem prawdziwego patriotyzmu. Kiedy nienawiść i lęk przed „obcym” zdominowały debatę publiczną, tym bardziej musimy dawać świadectwo, że nie mają one nic wspólnego z chrześcijaństwem, na które tak wielu mówców się powołuje.

Baner patronite

Stać się narzędziem pokoju

Być narzędziem Bożego pokoju – to powołanie każdego chrześcijanina. Gdy ogarnia nas bezradność wobec przytłaczających wydarzeń o skali globalnej, warto uświadomić sobie, że prawdziwy pokój rodzi się w sercu. Każdy może wnosić go w relacje z rodziną, sąsiadami czy napotkanymi cudzoziemcami. Za przykładem św. Franciszka dbajmy o pokój także w naszej relacji z naturą, która tak bardzo cierpi dziś z powodu bezwzględnej eksploatacji i degradacji. Wreszcie – nie zapominajmy o modlitwie o pokój! Choć rzeczywistość zdaje się temu przeczyć, Bóg obiecuje, że ostatnim słowem historii będzie Pokój, nie wojna.

O, Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju.

Abym niósł miłość tam, gdzie panuje nienawiść;

wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;

jedność tam, gdzie panuje zwątpienie;

nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz;

światło tam, gdzie panuje mrok;

radość tam, gdzie panuje smutek.

(z „Modlitwy franciszkańskiej”)

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze