Bogu niech będą dźwięki

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wszyscy, którzy angażują się w jakakolwiek działalność, prędzej czy później doświadczą tego, że kusi ich (tak, to dobre słowo!), by stać się celebrytami. Choćby w skali mikro, choćby dla stu osób. Nie omija to także tych, którzy śpiewają w chórze, scholi, zespole czy organistów. 

Papież Paweł VI powiedział, że śpiew ma być pomocą do zjednoczenia z Bogiem. Dlatego nie można dopuścić do tego, by stał się  przyczyną niesmaku, roztargnień, desakralizacji, a nawet rozłamów we wspólnocie wiernych. Muzyka w czasie liturgii powinna tworzyć pewną harmonijną całość piękna i religijności. Tak, by wyrażała wiarę. Ale także, by uczestnicy liturgii chwalili Boga (a nie śpiewających).  

Dobry warsztat jest ważny. Ale czasami zdarza się, że śpiew na Mszy św. zamienia się w koncert. I przeciętny Kowalski mało, że nie zna słów, to nie jest w stanie wysłyszeć tych wszystkich dźwięków. No i zgoda: jest pięknie. Ale nie ma wspólnoty. Nie ma wspólnego wychwalania Boga. Zdarzyło mi się słyszeć od członków jednego z zespołów śpiewających w kościele, że ludzie fałszują, więc nie warto wybierać takich pieśni, żeby całe zgromadzenie liturgiczne mogło śpiewać. Ale przecież fałszować można nie tylko głosem czy instrumentem, ale także postawą, czyli skrzywionym podejściem. 

Któregoś razu, kiedy byłam w Krakowie, poszłam na niedzielną Mszę św. do dominikanów. Jak ja byłam urzeczona tym śpiewem! I nie chodzi mi o czystość dźwięku, partię solisty czy preludium organowe. Ale o to, że tam w kościele śpiewali wszyscy. Dosłownie wszyscy! Jakie to było piękne. Z tym wszystkim co mam: fałszowaniem, niedociągnięciami, czy przekręconym słowem w tekście stworzyliśmy coś tak pięknego. Pomyślałam sobie wtedy, że naprawdę poczułam się częścią Kościoła.  

Wszyscy katolicy, a już zwłaszcza ci, którzy angażują się w różne zadania w przygotowaniu Eucharystii, powinni kształtować w sobie duchowość eucharystyczną. To oznacza przede wszystkim stawanie się ubogim, pełnym prostoty jak Hostia. Bycie gotowym do oddania za innych swojego życia, ambicji, czasu, podziwu po to, by prowadzić ludzi do oddawania chwały Bogu. Bycie gotowym do ofiary z siebie na rzecz innych, na wzór doskonałej Ofiary Paschalnej Baranka Bożego, którą uobecniamy na ołtarzu.  

A to oznacza jedno, z czym pewnie niektórym może być trudno się pogodzić. Grupa śpiewająca nie jest grupą uprzywilejowaną. I nie powinna się stać pomiędzy Bogiem a uczestnikami nabożeństwa. I to zarówno w sensie duchowym, jak i dosłownym. Trzeba zgodzić się na to, że celem śpiewającego jest stawanie się przezroczystym. Nie jest to oczywiście łatwe, bo wymaga dużej pokory. 

Wiola prowadzi śpiew na Mszy św. u karmelitów. Przyszłam, bo chciałam pośpiewać. Nie było żadnego castingu, a mimo to „dawaliśmy radę”. I to dla mnie jest mistrzostwo. Stworzyć coś z niczego. Zaryzykować, że nie wszystko będzie doskonałe. Zgodzić się, że czasami coś nie wyjdzie. Bo przecież nie o to w tym wszystkim chodzi… Ale Wiola to „dominikańska” szkoła śpiewu. W którym chodzi o to, by śpiew był czymś więcej. By był modlitwą. I Bogu niech będą dźwięki! 

Środowisko muzyków i śpiewających związanych z dominikanami prowadzi co jakiś czas warsztaty muzyczne. I nie polegają one tylko na ćwiczeniach technicznych (chociaż to też ważna część), ale na nauce tego, w jaki sposób w muzyce odkryć, przeżyć i przekazywać duchowość. Posłuchajmy więc ekspertów. 

Fot. spiew.dominikanie.pl

Bogu niech będą dźwięki
6 (100%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze