Jacek Hajnos przez pięć lat mieszkał z bezdomnymi, rozmawiał z nimi, rysował ich portrety. Teraz powstał album "Różnica"

Zdjęcie: brat Jacek Hajnos, autor albumu „Różnica”, fot. Maciej Kluczka, misyjne.pl

Brat Jacek w bezdomnych zobaczył Jezusa. I wstąpił do zakonu

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Przez pięć lat mieszkał z bezdomnymi, rozmawiał z nimi, rysował ich portrety. Wpatrywał się w nich i w ich spojrzeniu ujrzał Chrystusa. Zdecydował się wstąpić do zakonu. Dziś jest bratem i przechodzi formację zakonną. Niedawno wystawił 77 swoich prac: 77 portretów bezdomnych. Jak mówi: „pięknych, bogatych ludzi”.  

Prace zostały zaprezentowane na wystawie „Różnica” i tę samą nazwę nosi książka – album. Jacek Hajnosw 2011 r. postanowił, że większość czasu będzie spędzać z bezdomnymi. Mówi, że to przyszło z zewnątrz. „Adorowałem Pana Jezusa i wtedy przyszło pragnienie. Zawsze poruszało mnie piękno osób bezdomnych, ale nie umiałem tego nazwać. Mój tata na co dzień pomagał ubogim, niejako więc wyniosłem to z domu, ale nigdy nie myślałem o czymś konkretnym… Pan Bóg, w tamtym momencie, kierując mnie w tę stronę, doprecyzował to pragnienie. Ukonkretnił je” – mówi w rozmowie z misyjne.pl brat Jacek. 

Jacek Hajnos przez pięć lat mieszkał z bezdomnymi, rozmawiał z nimi, rysował ich portrety. Teraz powstał album "Różnica"

Zdjęcie: jedna z prac brata Jacka Hajnosa w ramach projektu „Różnica”, fot. misyjne.pl

Przy bigosie o powołaniu  

Widać, że jest szczęśliwym i bardzo ubogaconym człowiekiem. Ubogaconym właśnie przez tych najbiedniejszych. W czasie wernisażu od razu dopytuję, kiedy w czasie pracy i budowaniu relacji z bezdomnymi przyszedł moment, gdy pomyślał o życiu zakonnym. „To był proces, bardzo złożony. Były szczególne momenty, na przykład czas Świąt. Tych moich przyjaciół brałem do siebie na Wigilię. Jednego roku zdecydowałem, że zorganizuję Wigilię z nimi, u nich. Uczyłem się robić bigos, byłem z nimi i czułem, że chciałbym tak całe życie. Chciałem wychowywać swoje serce do tego, by być dla ludzi, być z ubogimi, głosić im Słowo. To pragnienie się we mnie wtedy konkretyzowało”. 

 

Rysowanie jak walka. Z sobą samym  

W ciągu pięciu lat dwie osoby odmówiły pozowania. Jednak także z tymi, których portretował, nie zawsze było łatwo. Wśród 77 portretów więcej jest mężczyzn, bo też statystycznie jest ich więcej wśród bezdomnych. Oprócz rysowania były rozmowy. To było potrzebne, by lepiej poznać bohaterów portretów. Niekiedy taka rozmowa trwała nawet sześć godzin, niekiedy krócej. Brat Jacek (wówczas Jacek) wybierał najważniejsze fragmenty, które oddawały charakter jego rozmówców. „Czasami ten tekst z nimi konfrontowałem. Sprawdzałem, czy są z niego zadowoleni. Szukałem formy do wyrażenia prawdy o nich, by najlepiej ją pokazać” – wspomina pracę nad albumem. A najbardziej odkrywał ją wtedy, gdy z nimi mieszkał. Nie ze wszystkich portretów brat Jacek jest w pełni zadowolony. Mówi, że są takie, nad którymi przerywał pracę, nawet niszczył, zmieniał ich wygląd, niektóre zamalowywał, niektóre zaczynał od nowa. „Tak było z Włodkiem, przychodził często pijany. Nie było łatwo” – przyznaje.  

Dla Jacka Hajnosa praca artystyczna nie była celem samym w sobie. Rysował portrety nie tylko po to, by uwiecznić tych, z którymi przebywał. Był cel ważniejszy – próba zapisu piękna tych osób. „Za niektóre prace mogę Bogu podziękować. Udały się, są super. Wtedy, ich ukończenie traktowałem jako łaskę. Bywały portrety i osoby, które jednak mnie przerastały. To była walka. Nie z nimi, ale ze mną. Ze swoimi słabościami, niedoskonałościami. Tak było przy rysowaniu jednego mężczyzny” – dominikanin wskazuje na jeden z rysunków na wystawie i opowiada o człowieku, który jest znawcą twórczości Wysockiego, który zna kilka języków, zna na pamięć Nowy Testament, jest też schizofrenikiem. „Jego osobowość była tak bogata, że nie dałem rady stworzyć jego portretu. Nie dałem rady. To pokazuje moją niemoc, słabość w tym zakresie”.

Jacek Hajnos przez pięć lat mieszkał z bezdomnymi, rozmawiał z nimi, rysował ich portrety. Teraz powstał album "Różnica"

Zdjęcie: jedna z prac brata Jacka, fot. misyjne.pl

Różnice, których mogłoby nie być  

Ukazanie piękna to jedna sprawa. Drugą ambicją tego dzieła, tej wystawy, było to, by pokonać różnice, które nieustannie człowiek tworzy w relacji z drugim człowiekiem. 77 to ważna liczba w Piśmie Świętym. Pojawia się jako miara odwetu. Pan Jezus odwraca miarę tej pomsty. „Nie ma różnicy między nami. W Chrystusie jest jedność. To niesamowita moc, która jest nam dana w Jezusie Chrystusie. Nawet jeśli brat zawini a przyjdzie, to masz mu przebaczyć. Nawet 77 razy. Świadectwo tej mocy odnajdziemy w tych obrazach” – mówi autor wystawy. Dlaczego wybrał rysunek, grafikę? „Taka technika, taka interpretacja oddaje godność tych osób i oddaje im sprawiedliwość” – mówi dominikanin – artysta.

Odrzucone narzędzia   

Znaczenie mają też materiały, którymi pracował. Artyści, także studenci Akademii Sztuk Pięknych, nazywają je „brudnymi”. To na przykład długopis „bic” – bardzo niewdzięczny i nielubiany przez rysowników. A w tej pracy właśnie o to chodziło. „Z tego wynika cała moc tej przemiany, gdy rysunek jest wykonany z materiału nieszlachetnego a uszlachetnia człowieka” – mówi brat, a jego współbracia podkreślają, że dzięki jego pracy można dobitnie przekonać się o tym, że „życie faceta spod budki piwem jest epickie, epickie w swojej istocie, także w swojej tajemnicy. Ono jest godne takiego dzieła, takiego stworzeni” – a sam brat Jacek dodaje: „Pracowałem na materiałach odrzuconych, znalezionych na śmietniskach, strychach, magazynach. Używałem resztek ołówków, końcówek, którymi rysuje się bardzo niewygodnie. To mnie jeszcze bardziej zainteresowało i zmotykowało do tego, by tym brzydkim narzędziem narysować tych pięknych, ale odrzuconych ludzi”. 

Ludzie, od których inni odwracają wzrok  

„Projekt zrodził się wtedy, kiedy oddawałem Panu Bogu swój talent. Wcześniej budowałem swoją wartość na nagrodach, a wtedy postanowiłem powiedzieć Bogu: To jest Twoje, Tobie przez to chcę oddać chwałę”. Jak podkreśla brat Jacek – to było pragnienie, by portretować tych, od których ludzie odwracają wzrok. „To było tak mocne! Dwa dni później, gdy poczułem to w czasie adoracji, na rekolekcje przyjechał ksiądz z osobami bezdomnymi. To było jakby potwierdzenie, że mój pomysł podoba się Bogu. Poprosiłem ich o to, czy mogę z nimi zamieszkać. Miałem ogromne pragnienie poznania ich, zamieszkania w pustostanach, noclegowniach, domach pomocy. Zacząłem funkcjonować wśród osób, które wychodzą z bezdomności” – mówi rozmowie z misyjne.pl brat Jacek. Wtedy powstały pierwsze portrety. I tak to trwało 5 lat. Około 20 portretów to ludzie, z którymi mieszkał w domu studenckim w Krakowie. Z niektórymi do dzisiaj ma kontakt, przychodzą do klasztoru w Krakowie, widują się na wspólnej modlitwie albo spacerach.  

Jacek Hajnos przez pięć lat mieszkał z bezdomnymi, rozmawiał z nimi, rysował ich portrety. Teraz powstał album "Różnica"

Zdjęcie: wystawa „Różnica” u warszawskich dominikanów, fot. misyjne.pl

Gdy po stworzeniu swojego albumu był na spotkaniu biznesmenów, stanął przed milionerami, prezesami firm, powiedział im prosto w oczy: „Też jestem milionerem. Poznałem tylu ludzi, tyle historii, tyle doświadczyłem”. Trzy tygodnie później wstąpił do zakonu. Czuł, że jest bardzo szczęśliwy, że ta historia go stworzyła jako człowieka. „Nie przez wartość, jaką ja noszę, ale wartość ludzi, których poznałem, przez których poznałem Chrystusa” – mówi w rozmowie z misyjne.pl. 

Jacek Hajnos przez pięć lat mieszkał z bezdomnymi, rozmawiał z nimi, rysował ich portrety. Teraz powstał album "Różnica"

Zdjęcie: wystawa „Różnica” – prace br. Jacka Hajnosa, fot. misyjne.pl

Bezdomność w domu  

W czasie wernisażu podkreślał, że tak naprawdę status „bezdomnego” nie konstytuuje się li tylko przez brak domu rozumianego jako cztery ściany. Dom to przede wszystkim relacje rodzinne, przyjacielskie, po prostu ludzkie. Choć niektórzy uznają to za banał – dom to nie ściany, tylko ludzie. Jednak taka jest prawda, taka jest nawet etymologia tego słowa. Ludzie, których poznał, niekiedy nawet mieli dach nad głową, ale przez dojmującą samotność czuli się właśnie bezdomni. Artysta odkrywał ich przemianę, widział ich, gdy z tej bezdomności wychodzili. „Przy bezdomności – tej rozumianej dosłownie i nieco w przenośni – największą formą pomocy (czasami jedyną) jesteś ty, twoja obecność, bezinteresowna obecność. Być, nie pouczać” – podkreśla brat Jacek i dodaje: „Spotkanie z nimi to moja przygoda życia, która teraz trwa dalej, w zakonie, w formacji zakonnej. Wpatrywanie się w tych ludzi to wpatrywanie się w Chrystusa” – mówi z błyskiem w oku. Błyskiem szczęśliwego zakonnika i spełnionego artysty.  

***  

Wystawa prezentowana była w krużgankach klasztoru dominikanów na warszawskim Służewiu. Teraz okazją do zapoznania się z bohaterami praca brata Jacka jest książka – album „Różnica”. Dochód ze sprzedaży zostanie przeznaczy na Wspólnotę Betlejem, która pomaga bezdomnym i w noclegowni, w której mieszkał brat Jacek. (Zdjęcia: wybrane portrety z wystawa „Różnica” autorstwa br. Jacka Hajnosa, fot. misyjne.pl):

 

Galeria (3 zdjęcia)
Zobacz także
Wasze komentarze