Fot. Ri_Ya/pixabay

Chwalcie Boga muzyką, czyli kilka słów o „Mesjaszu” Händla [FELIETON]

Już w Biblii można znaleźć fragmenty zachęcające do chwalenia Boga poprzez muzykę. Do oddawania mu czci przez taniec, grę na instrumentach. Dopiero w minioną niedzielę uświadomiłem sobie jednak w pełni, jak bardzo za pomocą muzyki można chwalić Pana.

Najpierw zajrzyjmy do Księgi Psalmów, a dokładnie do Psalmu 150, w którym czytamy:

„Alleluja.
Chwalcie Boga w Jego świątyni,
chwalcie Go na wyniosłym Jego nieboskłonie!
Chwalcie Go za potężne Jego czyny,
chwalcie Go za wielką Jego potęgę!
Chwalcie Go dźwiękiem rogu,
chwalcie Go na harfie i cytrze!
Chwalcie Go bębnem i tańcem,
chwalcie Go na strunach i flecie,
Chwalcie Go na cymbałach dźwięcznych,
chwalcie Go na cymbałach brzęczących:
Wszystko, co żyje, niech chwali Pana!
Alleluja”.

Róg, harfa, cytra, flet, cymbały, bęben, struny. Te wszystkie pojęcia związane są ze światem kultury i sztuki – a konkretnie muzyki. Autor psalm zachęca, by chwalić Boga muzyką, grą instrumentów, tańcem – tym, co kojarzy się z radością. I owszem, miałem już okazję wielokrotnie uczestniczyć w liturgiach, w których muzyka miała zasadnicze znaczenie dla modlitwy. Ot, choćby pełne radości wigilie paschalne u poznańskich dominikanów. Podobnie jest i podczas wydarzeń uwielbieniowych, spotkań lednickich itd. Muzyka jest tam integralną częścią liturgii, modlitwy i spotkania – i służy chwaleniu Boga. A jednak dopiero w minioną Niedzielę Miłosierdzia zrozumiałem w pełni moc wspomnianego wezwania psalmisty: „Chwalcie Go!”.

Fot. pixabay/kaboompics

Chłonąć muzykę całym sobą

Niedziela Miłosierdzia Bożego. A w poznańskiej Auli Nova, należącej do Akademii Muzycznej w Poznaniu, wyjątkowe wydarzenie. Pozornie – wydarzenie kulturalne, a nie stricte religijne. Niemniej, jak rzadko kiedy pokazywało, że muzyką można chwalić Pana i głosić Jego potęgę. W mającej ok. 20 lat Auli Nova po raz pierwszy od jej otwarcia można było usłyszeć oratorium „Mesjasz” (HWV 56) Georga Frieidricha Händla. Pewnie słynne „Alleluja” z tego utworu w okresie wielkanocnym zabrzmiało w niejednym kościele. Ale „Mesjasz” to nie tylko ten fragment, to znacznie dłuższy i bardzo bogaty treściowo i muzycznie utwór. Nie słyszałem go wcześniej, oczywiście poza „Alleluja”. Nie znam się też na muzyce klasycznej, więc idąc na koncert, organizowany w ramach Baroque Project 2026, nie wiedziałem, czego się spodziewać. No, może trochę spodziewałem się, że… będzie nudno. Ale nie było! Byłem pod ogromnym wrażeniem majestatu „Mesjasza” Händla. Nawet nie zauważyłem, kiedy minęły te 3 godziny i 20 minut (z półgodzinną przerwą). Myślałem, że koncert potrwa z godzinę, może z półtorej. Tymczasem utwór Händla to trzy godziny muzyki. To monumentalne dzieło, które zachwyciło mnie na każdym poziomie. Był wspaniały chór, który śpiewał fragmenty Pisma Świętego przypisane do poszczególnych części utworu. Były też śpiewane partie solowe. Do tego też liczna, kilkudziesięcioosobowa orkiestra. Można było usłyszeć skrzypce, altówki, wiolonczele, kontrabas, oboje, fagoty, kontrafagoty, trąbki, kotły, lutnię, klawesyny i organy. Przyznam, że nie wszystkie instrumenty rozpoznałem. Co nie przeszkodziło mi w tym, by zachwycić się ich wspólnym brzmieniem, zintegrowanym ze śpiewem chóru i solistów. Nie doceniałem dotąd muzyki klasycznej – niedzielny koncert pozwolił mi spojrzeć na nią inaczej. Byłem zaskoczony, jak jednolitą całością potrafią być takie prawie trzy godziny muzyki. Niezwykłe, jak za pomocą sztuki można opowiedzieć o paschalnej tajemnicy. Tutaj wszystko ze sobą współgrało – było harmonią. Dostaliśmy jakby spektakl, opowieść o zbawieniu – choć nie było aktorów i akcji scenicznej. Całym sobą chłonąłem muzykę i zgłębiałem się w treść mesjańskich proroctw śpiewanych w języku staroangielskim (pomocne było wyświetlane na bieżąco tłumaczenie tekstów).

>>>> Dziewczynka podbiegła na lotnisku, by uściskać papieża Leona XIV na pożegnanie [WIDEO]

Wybitne barokowe dzieło

Teraz słów kilka o utworze, którego poznańskie wykonanie tak mnie zachwyciło. Ale który też zachwyca od wielu lat melomanów z całego świata. Oratorium „Mesjasz”  Händla powstało w baroku i uznawane jest za jedno z największych dzieł muzycznych tamtego okresu. W roku 1712 Händel opuszcza swój rodzimy kraj, Niemcy, i kieruje się do Anglii. Kompozytor urodził się w 1685 r., więc w chwili emigracji ma 27 lat. W tamtym czasie skupiał się głównie na tworzeniu oper – po włosku. Popularność tego gatunku muzycznego zaczęła jednak słabnąć – przede wszystkim przez niezrozumiały dla Anglików język. Händel zaczyna więc tworzyć w języku zrozumiałym dla mieszkańców Wysp Brytyjskich i skupia się też na innym gatunku – oratorium. Klasycznie były to wielkie utwory wokalno-instrumentalne, bardzo często związane tematycznie z religią, stąd wykonywano je w kościołach. Händel napisał ich sporo. Estera, Debora, Saul, Samson – to tylko niektórzy bohaterowie (tytułowi) jego oratoriów. Tym, które uchodzi za największe oratorium Händla – a nawet za jego największe dzieło w ogóle – jest właśnie „Mesjasz”, którego mogliśmy usłyszeć w Poznaniu. Autor skomponował je w niecały miesiąc. Dzieło zostało zaprezentowane światu 13 kwietnia 1742 r. w Dublinie, rok później – 23 marca 1743 r. – mogli usłyszeć je Londyńczycy. Od początku budziło zachwyt odbiorców, co nie zmieniło się do dzisiaj.

Koncert i modlitwa

O czym opowiada dzieło Händla? Utwór jest trzyczęściowy. W każdej z nich zgłębiamy tekst Biblii, zwłaszcza fragmenty ksiąg prorockich mówiące o Mesjaszu oraz fragmenty Ewangelii (tekst ułożył Charles Jennens). W pierwszej części przyglądamy się biblijnemu przekazowi o nadejściu Zbawiciela. Druga część przybliża nam życie, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. A trzecia jest najbardziej „o nas” – zapowiada bowiem zbawienie ludzkości. Można słuchać „Mesjasza”, nie będąc człowiekiem religijnym, czerpiąc zeń po prostu wrażenia artystyczne. Ale jeśli się wierzy – to utwór ten nabiera jeszcze większej mocy i znaczenia. Zwłaszcza, gdy słucha się go w czasie paschalnym, w 2. Niedzielę Wielkanocną. Przecież te wszystkie osoby na scenie – śpiewacy i instrumentaliści – opowiadali nam o tym, co jest największym przesłaniem Wielkanocy! Że Jezus umarł, zmartwychwstał i żyje – i do tego życia zaprasza nas wszystkich. Monumentalna, orkiestrowa muzyka pomagała nam zgłębić tę prawdę. W pewien sposób ten koncert stał się modlitwą – oczywiście dla tych, którzy chcieli, by tak było. Zabrzmiało oczywiście także to najbardziej znane „Alleluja”. Wbrew pozorom nie stanowi ono zwieńczenia całego „Mesjasza”. Ten chóralny fragment pojawia się pod koniec drugiej części utworu, gdy mowa jest o triumfie Jezusa, o Jego zmartwychwstaniu. Gdy publiczność usłyszała pierwsze, tak charakterystyczne nuty tego fragmentu – to wstała. Okazuje się, że to długa tradycja. To Anglicy zapoczątkowali słuchanie „Alleluja” na stojąco – zwyczaj ten miał zapoczątkować sam król Jerzy II. Taka pozycja podkreśla oczywiście wyjątkowy, podniosły nastrój tego fragmentu. Ale myślę, że jest też czymś głębszym – podkreśleniem majestatu Boga i znaczenie, jakie miały wydarzenia paschalne. To był kulminacyjny moment wielbienia Boga śpiewem, grą instrumentów i reakcją publiczności. Przynajmniej ja tak to odebrałem, mając w głowie słowa psalmisty: „Chwalcie Go!”.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze