Obraz MB Płaczącej, fot. Maciej Kluczka

Cud zatwierdzony sercem Polaków. Dziś rocznica „cudu lubelskiego”

Niedziela 3 lipca 1949 roku była dniem ingresu nowego biskupa lubelskiego, Piotra Kałwy. Był to dzień gorący i duszny. Lubelska katedra wypełniona była licznie przybyłymi wiernymi, którzy przyszli przywitać swojego nowego pasterza. Po południu doszło do wydarzenia, które do historii przeszło pod nazwą „Cud lubelski”.

Około godziny 15.00 wierni modlący się przy kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej zauważyli nietypowe zmiany na twarzy Maryi. Ciecz, która spływała z obrazu miała kolor wiśni, sprawiając wrażenie, jakby Matka Boża płakała krwawymi łzami. Racjonalnie można było to wytłumaczyć tym, że był to efekt gorąca i potu, który skroplił się na ścianach świątyni.

Szarytka siostra Stanisława Barbara Sadowska o czerwonych kroplach przypominających łzy powiadomiła zakrystianina Józefa Wójtowicza. On początkowo nie uwierzył zakonnicy. Zmienił zdanie, gdy zobaczył obraz. Także ludzie modlący się w kościele byli przekonani, że obserwują nadzwyczajne zjawisko. Wkrótce wierni coraz liczniej przybywali pod obraz – mówi kapucyn prof. dr hab. Andrzej Derdziuk, kierownik Katedry Bioetyki Teologicznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.

Obraz Matki Bożej Płaczącej, fot. Scotch Mist – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=53411472

Już 4 lipca, biskup lubelski Piotr Kałwa powołał specjalną komisję, w której skład weszli lekarz, chemik, prawnik i historycy sztuki: – Po zdjęciu obrazu ze ściany okazało się, że obraz jest suchy, a łzy na policzku Matki Bożej, nie miały nic wspólnego z wilgocią czy mokrym płótnem. Wyglądały jak prawdziwe, naturalne zjawisko – mówi teolog o. Derdziuk.

Członkowie komisji nie mieli jednak specjalistycznych narzędzi do badań, aby ustalić czy ciecz na obrazie to łzy czy krew: – 6 lipca biskup Kałwa wydał komunikat, w którym nie stwierdził nadprzyrodzoności zjawiska. Ale to, co stało się potem, potwierdzało, że doszło do interwencji z nieba – uważa ojciec Andrzej Derdziuk.

Blokada Lublina

Informacja o „cudzie” szybko obiegła miasto, a wkrótce całą Lubelszczyznę i Polskę. Do Lublina ciągnęły olbrzymie tłumy ludzi, szacuje się, że mogło to być nawet 40 tysięcy wiernych.

Komuniści zdecydowali o blokadzie Lublina. Na niewiele się to zdało. Wobec tego władza nasiliła represje, a przyczynkiem było stratowanie przez tłum 21-letniej studentki Heleny Rabczuk. Winą za jej śmierć komuniści obarczyli księży z lubelskiej katedry, choć świadkowie mówią o prowokacji UB lub MO. Aresztowano ponad 600 osób. Więźniów umieszczano na Zamku Lubelskim, gdzie nazywano ich „cudakami” ze względu na powiązanie z Cudem lubelskim. Kilkadziesiąt osób zostało skazanych na wieloletnie więzienie.

Stare Miasto w Lublinie, fot. Maciej Kluczka

W kontrze do religijnego uniesienia, na Placu Litewskim komuniści zorganizowali „wiec robotników” . W tym czasie w klasztorze kapucynów przy Krakowskim Przedmieściu odprawiana była Msza święta. Pod koniec wybrzmiała pieśń „Boże, coś Polskę”, która została zaśpiewana także przez „antykościelny aktyw” z Placu Litewskiego.

Za to UB aresztowało gwardiana klasztoru lubelskiego, ojca Archanioła Mariana Brzezińskiego, a obraz Matki Bożej z Katedry na lata trafił do „aresztu”. Ze świątyni na zewnątrz wyniesiono go dopiero w 1981 roku. Towarzyszyła temu ogromna procesja wiernych.

Dobro zwyciężyło

Mimo tych represji i działań władz, cud z katedry zbierał swoje dobre owce. Dochodziło do uzdrowień, a także nawróceń i przemiany serc. Do spowiedzi świętej przystępowali ludzie, którzy od lat nie byli w konfesjonale: – I chociaż kościół na początku nie uznał nadprzyrodzoności zjawiska „Cudu lubelskiego” to doszło do sekwencji zdarzeń, które sprawiły, że zostało ono uznane trochę pośrednio za cud – mówi kapucyn.

W 1993 roku w sanktuarium Matki Bożej Płaczącej w Syrakuzach papież Jan Paweł II wspomniał o wydarzeniach w Lublinie. W czasie pielgrzymki do Polski, 9 czerwca 1987 roku, Jan Paweł II nawiedził Katedrę Lubelską, gdzie modlił się przed obrazem Matki Bożej Płaczącej: – Bullą papieską z czerwca 1988 roku Ojciec święty zezwolił na ukoronowanie obrazu Matki Bożej w Katedrze Lubelskiej koronami papieskimi, co jest pośrednim dowodem na uznanie tego cudu. Stało się to 26 czerwca 1988 roku. Podczas Mszy św. na Majdanku kardynał Józef Glemp w obecności około 350 tys. wiernych dokonał koronacji cudownego obrazu – mówi ojciec Derdziuk.

Wnętrze archikatedry lubelskiej, fot. YouTube

15 maja 2014 roku Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wydała dekret, na mocy którego 3 lipca w Archikatedrze Lubelskiej ustanowiono święto Najświętszej Maryi Panny Płaczącej. To lokalne święto, które gromadzi tysiące ludzi w uroczystej procesji: – To dowód, że ten kult „Cudu lubelskiego” potwierdzony znakami, pobożnością ludową oraz obrzędami liturgicznymi jest uznany przez Kościół – podkreśla teolog.

To co stało się w gorącą lipcową niedzielę 1949 roku było znakiem z nieba skierowanym do Polaków dotkniętych tragedią II wojny światowej. Do ludzi których czekały lata komunistycznego zniewolenia i próby wyrugowania Boga z życia narodu.

– Był to znak, że Maria jest z nami i płacze nad losem narodu i ludzi. Ten znak z nieba był potwierdzeniem wiary, ale też był w jakiś sposób ostrzeżeniem: odstępstwo od wiary, współpraca z nowym reżimem, jest czymś, co zasmuca niebo – mówi  kapucyn prof. dr hab. Andrzej Derdziuk.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze