Fot. Karolina Binek/Misyjne Drogi

Czy każdy musi być liderem wspólnoty lub formować innych? [KOMENTARZ]

Jakie wymagania powinna przed sobą stawiać osoba, która jest w Kościele przynajmniej dziesięć lat? Czy ksiądz ma prawo mieć wątpliwości w wierze i nie odnajdywać się jako duszpasterz wspólnoty? Choć prosta – odpowiedź na te pytania wcale nie jest taka oczywista. 

„Osoby wierzące, jeśli są dziesięć lat wierzące, powinny być liderami dla innych, formować, być ojcami i matkami duchowymi dla innych. Dziesięć lat bycia z Jezusem… powinny być z tego owoce […]. Po co jesteśmy z Jezusem? Aby służyć innym ludziom, a nie siedzieć w zamknięciu, w pokoju i się samemu modlić”. To słowa Klaudii Domańskiej, które można usłyszeć w podkaście Trzy Światy prowadzonym przez Monikę Hoffman-Piszorę i Tomasza Maniure OMI. Słowa, z którymi mi jako osobie będącej w Kościele znacznie ponad dziesięć lat trudno się zgodzić. Bo nie dość, że nie jestem dla nikogo matką duchową, to jeszcze często modlę się sama w pokoju. A nawet znam księży i zakonników, którzy robią podobnie. I aż ciśnie mi się tutaj na usta pytanie: czy zdaniem Klaudii nadal możemy być w Kościele?

>>> Kiekrz – tutaj nad jeziorem Jezus objawił się świętej Faustynie Kowalskiej [REPORTAŻ]

Kto mnie słyszy?

Biorąc pod uwagę wspomniane „wytyczne” – łatwo stwierdzić, że odpowiedź na pytanie kończące poprzedni akapit brzmiałaby „nie”. Ale to samo słowo miałam w głowie podczas wypowiedzi tej gościni. Bo – po pierwsze – nie jesteśmy tacy sami. I o ile się nie mylę, nigdzie nie zostało zapisane, i nie jest to jakaś zasada Kościoła katolickiego, by każdy będący w nim powyżej dziecięciu lat, był dla kogoś matką czy też ojcem duchowym.

A po drugie – owoce naszej wiary mogą przybierać też inną formę – nie tylko tę wspomnianą przez Klaudię. I nawet jeśli modlę się w ciszy, w swoim pokoju i nikt o tym nie wie i nikt mnie modlącej się w tym momencie nie widzi, to najważniejsze jest dla mnie wtedy, że słyszy mnie Bóg. To On też ukształtował mnie w taki, a nie inny sposób. I tak – wiem, że wpływ na mój charakter ma wiele różnych czynników. Ale nie znaczy to, że nagle mam go zmieniać. Bo właśnie z takim charakterem i ze swoim modleniem się „w zamknięciu” – też mam swoje miejsce w Kościele.

>>> Mnie też zabrakło sił [RECENZJA]

Nasuwa mi się tutaj przykład różnych wspólnot. Nie każdy z nas odnajdzie się we wspólnocie charyzmatycznej. I nie każdemu blisko do neokatechumenatu. A innym dobrze jest, gdy są tylko lub aż zwykłymi, parafialnymi katolikami. Sama zresztą jestem właśnie w tej grupie. I nie uważam, że każdy powinien być taki jak ja. I nie wymagam od innych, by przestali chodzić na wielbienia, bo ja się nie odnajduję w tej formie modlitwy. Mamy wolną wolę. I wydaje mi się, że jej też trochę brakuje w założeniach Klaudii.

Nic w tym złego

Podobnie jest z księżmi czy też z zakonnikami. I ich temat również został poruszony w podkaście. Nie każdy z nich – choć odkrył swoje powołanie – dobrze czuje się, będąc opiekunem czy też moderatorem jakiejś wspólnoty. Nie znaczy to jednak, że nie może służyć ludziom. Bo może przecież być doskonałym spowiednikiem, mieć jakiś niesamowity dar słuchania, a niekoniecznie sprawdzać się w formowaniu innych. I nic w tym złego!

Co więcej – nic w tym złego, że osoba duchowna ma jakieś wątpliwości związane z wiarą albo zwykłe, codzienne problemy, z którymi sobie nie radzi. Każdego z nas może coś przerastać. I księdza też. W jego życiu jak najbardziej jest miejsce na to, by nie był idealny. Bo idealny jest tylko Bóg. A ksiądz, zakonnik, zakonnica – oni są po prostu ludźmi. Takimi samymi jak my.

>>> Jak ktoś ma cię pokochać, skoro sama siebie nie kochasz? [FELIETON] 

Gdy o tym teraz myślę i gdy słuchałam wypowiedzi Klaudii – przypomina mi się zdanie, które podczas wywiadu ze mną powiedział ks. Krzysztof Freitag SAC: „W koloratce się nie urodziłem”. To słowa, o których warto, by pamiętali nie tylko księża, ale też świeccy.

Nie chodzi mi tutaj o to, by nagle popadać w jakieś skrajności. Mam raczej na myśli to, by nikogo nie oceniać zbyt surowo. By nie wymagać od kogoś zbyt wiele. I by nie skreślać po jednej porażce.

„Jeśli Duch Święty prowadzi nas, obfitość czy różnorodność nigdy nie powodują konfliktu”. To cytat z papieża Franciszka. Myślę, że jest bardzo trafny – nie tylko ze względu na fakt, że zostało wspomniane w nim o różnorodności. Warty odnotowania – szczególnie w kontekście podkastu, do którego się odwoływałam – jest początek dotyczący Ducha Świętego. Nie wiem, czy to On mi podpowiedział, by napisać ten tekst. Ale mam przyjaciół księży, zakonników i świeckich, którzy są z Jezusem znacznie więcej niż dziesięć lat, a mimo to nie zawsze widać tego owoce. Jestem jednak pewna, że w tym wszystkim nie tylko o to chodzi. Bo przecież może być tak, że owoców naszej działalności związanej z wiarą czy też innej – nie zobaczymy wcale. Ale one będą. Może nawet dopiero po naszej śmierci. I to też jest okej.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze