Zdjęcie poglądowe, fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Zdjęcie poglądowe, fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Czy rodzic z dzieckiem przeszkadza innym? [FELIETON] 

Do meksykańskiej Guadalajary, w której mieszkam, z odwiedzinami przyjechał mój tata. Zdziwił się, że tak wiele małych dzieci jest w restauracjach. Moja żona karmi też piersią w miejscach publicznych (oczywiście zakryta). I nikomu to nie przeszkadza. 

Gdyby za rzeczywistą miarę polskiego spojrzenia na dzieci wziąć to, co można przeczytać w internecie, to powyższe rzeczy należałoby uznać za poważne przekroczenie granic komfortu ludzi przebywających w miejscach publicznych. Oczywiście, rzeczywistość jest bardziej złożona i ludzie są bardzo różni. A internetowa rzeczywistość nie zawsze jeden do jednego odpowiada temu, jak świat wygląda naprawdę. Natomiast z pewnością tolerancja dla dzieci oraz ich rodziców jest większa w naszej Guadalajarze niż w wielu polskich miastach. Może to być jedna z wielu przyczyn niskiej dzietności. Dzieci okazują się być przeszkodą i dyskomfortem nie tylko dla rodziców, ale i dla otoczenia. 

Gromki płacz w restauracji 

Po narodzinach naszej córki pediatra powiedział, że mamy żyć normalnie – w tym wychodzić do knajp, na spacery itd. Życie podobne jak dawniej, tylko że z nowym członkiem rodziny. Tak zrobiliśmy. Odwiedzamy kawiarnie, restauracje, lodziarnie, galerie handlowe i wiele innych miejsc publicznych. Podczas naszych wizyt dziecko – co przecież nie dziwne – często płacze czy wymaga zmiany pieluszki oraz karmienia. Szybko zauważyliśmy, że oprócz nas jest w tych miejscach wielu innych rodziców, których dzieci płaczą czy robią harmider. Nikt nie zwraca na to uwagi. Gromki płacz dzieci w restauracji zdaje się nie przeszkadzać pozostałym osobom. 

fot. Amy Humphries/unsplash
fot. Amy Humphries/unsplash

Podobnie karmienie piersią w miejscach publicznych nie wywołuje szczególnych reakcji. Pomagam żonie zakryć się kocem, a ona może nakarmić małą. Oczywiście, normalnie szukamy miejsc bardziej prywatnych, ale zdarzyło się to już w restauracji czy lodziarni. W jednej z knajp szybko musieliśmy zmienić pieluszkę, więc obsługa w damskiej toalecie podstawiła nam dwa krzesła, byśmy mogli to zrobić. Nie czuliśmy, że robimy komuś „kłopot”. 

Członkowie społeczeństwa 

Chciałbym zapytać, czy w Polsce byłoby to możliwe? Czy może wywołałoby dyskomfort? Na własnej skórze jeszcze tego nie doświadczyłem, ale relacje różnych rodziców każą sądzić, że byłby to problem. Nie dziwmy się zatem, że Polacy coraz rzadziej chcą mieć dzieci, jeśli stanowią one dla innych tak wielki „kłopot”. W Meksyku, w tym w stanie Jalisco, gdzie mieszkam, również coraz większą popularność zdobywają np. wesela bez dzieci. Czy i tutaj dziecko stanie się „niewygodne” w miejscu publicznym?

fot. PAP/EPA/Alexandr Podvalny
fot. PAP/EPA/Alexandr Podvalny

A przecież dzieci to normalni członkowie społeczeństwa. Jeszcze nie potrafią regulować emocji, uczą się dobrego zachowania, wciąż rozwijają kompetencje społeczne. To naturalne, że ich zachowanie jest czasami głośne czy niezgodne z pewną etykietą. Normalne jest też, że płaczą. Dlaczego nie możemy uznać tego za normę i przejść z tym do porządku dziennego? Czy naprawdę w każdej restauracji musi być grobowa cisza? Czy naprawdę karmienie piersią w miejscu publicznym – rzecz najbardziej naturalna na świecie – musi być widziane jako coś nieprzyzwoitego czy gorszącego? 

Pozwólmy dzieciom być dziećmi. Nie odrzucajmy ich w miejscach publicznych tylko dlatego, że zachowują się inaczej niż my, dorośli. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze