fot. PAP/EPA/FADEL DAWOD
Dlaczego tak wielu ludzi decyduje się na migrację?
Migracja towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Współcześnie mamy do czynienia z kryzysem migracyjnym, ponieważ migracje wpływają teraz bardzo mocno na życie niemal wszystkich społeczeństw świata. Często jednak fakty prezentują się nieco inaczej niż wybrzmiewa to w mediach.
Większość historii naszego gatunku homo sapiens to koczowniczy tryb życia – ciągła migracja. W ten sposób ludzie zasiedlili niemal całą kulę ziemską. Rozwój rolnictwa i możliwość produkcji nadwyżek pożywienia umożliwiły życie osiadłe, powstanie miast, a w końcu także zorganizowanych państw. Migracje jednak całkowicie nie ustały. Wbrew temu co może nam się wydawać, mobilność dawnych ludzi wcale nie była tak mała, choć oczywiście dużo bardziej uciążliwa i narażona na niebezpieczeństwa niż dzisiaj. Grecy zakładali swoje kolonie w całym basenie Morza Śródziemnego, nacisk plemion spoza rzymskiego imperium przyczynił się do jego upadku, Europejczycy szukali nowych szans i możliwości w wyprawach za ocean. Na całym świecie nowe organizmy polityczne tworzyli ludzie, którzy przybyli z zewnątrz – jak Aztekowie, którzy napłynęli do Doliny Meksyku z północy. Religie szerzyły się również w wyniku migracji – na przykład w ten sposób buddyzm czy hinduizm rozprzestrzeniał się po niektórych rejonach Azji Wschodniej. Do tego wielu zwykłych ludzi przenosiło się w nowe miejsca za pracą, niekoniecznie przemierzając tysiące kilometrów. Współczesne migracje mają wciąż wiele podobnych przyczyn, choć – jak zawsze – są one bardzo złożone. Ostatecznie decyzja konkretnej osoby o zmianie miejsca zamieszkania zazwyczaj nie wynika z jednego czynnika. Dlatego z przymusu trzeba nieco tę kwestię upraszczać.

Migracje, o których mniej się mówi
Zacznę od migracji, które mogą zaskoczyć wielu czytelników – a mianowicie z krajów bogatszych do tych uboższych. Chociaż w skali globalnej przeważa oczywiście odwrotny trend, to nie jest to jakiś malutki procent, który nie miałby większego wpływu na życie poszczególnych społeczeństw. Przeciwnie, tego typu migracje również są już mocno zauważalne i generują problemy oraz konflikty, które należy wziąć pod uwagę w dyskusji na temat migracji.
Jest to „migracja jako styl życia”, jak to określiła w jednym ze swoich wykładów dr Agnieszka Radziwinowiczówna. Socjolożka podała przykład Brytyjczyków czy Skandynawów migrujących „za słońcem” do Hiszpanii. Z mojej perspektywy mogę podać przykład Kanadyjczyków czy obywateli Stanów Zjednoczonych, którzy osiedlają się – już w dużej liczbie – na przykład w Meksyku. Są miejsca na mapie tego kraju, gdzie podobno słyszy się już głównie angielski, jak choćby w Ajijic na jeziorem Chapala czy w niektórych ekskluzywnych dzielnicach Miasta Meksyk. W tym pierwszym przypadku mogę stwierdzić, że jest to nieco przesadzone, choć widać mocno skutki obecności ludzi „z pieniędzmi”. Miejscowości te zrobiły się koszmarnie drogie i widzi się tam wielu obcokrajowców. Dla wielu Meksykanów koszty życia w takich miejscach stały się za wysokie, w wyniku czego zostają oni niekiedy wypchnięci do gorszych dzielnic. Od jakiegoś czasu w Mieście Meksyk odbywają się przeciwko temu protesty. Jak zwykle, obwinianie jedynie migracji o tę sytuację to znaczne uproszczenie. To jedynie część większego problemu.

Kolejnym kierunkiem migracji z krajów bogatszych są również takie kraje jak Tajlandia. Do ich przyczyn należą nie tylko kwestie lepszej pogody, kuchni czy życzliwego otoczenia, lecz także znacznie niższych kosztów utrzymania. Wśród migrantów są oczywiście emeryci, lecz również osoby planujące założyć swój biznes na miejscu (jak Chińczycy w Afryce) czy tzw. digital nomadzi (osoby pracujące zdalnie i mogące podróżować), dla których wprowadzano ułatwienia wizowe w różnych krajach (np. w Kolumbii).
Na studia i za rodziną
Znika też w debacie publicznej fakt migracji edukacyjnych, które w ostatnich dziesięcioleciach nabrały na znaczeniu. Wystarczy tylko wspomnieć, że w latach 2008–2015 w Polsce ich odsetek wzrósł aż o 521 procent (!). Dokładnie taki sam wzrost zaobserwowano na przykład w Słowenii. Przodują jednak kraje takie jak Kanada, Australia, USA czy Niemcy. Bardzo dużo takich migracji przyjmują również Chiny. Jeszcze przed pandemią zdobycie wizy studenckiej do Państwa Środka wcale nie było takie trudne. Europejczycy (tacy jak ja – studiowałem w Chinach) czy Amerykanie również tam przyjeżdżali, ale zdecydowanie dominowali Azjaci. Część z nich, których poznałem podczas mojej przygody na uniwersytecie Xi’an, osiedliło się tam na dłużej, być może i na stałe.

Olbrzymi procent migracji wiąże się z jednoczeniem się rodzin. Jeśli jednej osobie udało się osiedlić legalnie w danym kraju, to nierzadko chce potem sprowadzić członków swojej familii. Dotyczy to przede wszystkim migrantów z globalnego Południa, gdzie więzi rodzinne wciąż są bardzo silne. Wbrew pozorom łączenie rodzin może być korzystne dla państw przyjmujących – rodziny częściej się integrują i włączają aktywnie w życie wspólnoty lokalnej niż pojedynczy migranci (z drugiej strony w Europie powstały całe niemal izolowane osiedla migranckie, które w każdej sytuacji tę integrację utrudniają). W 2019 r. migracje rodzinne odpowiadały za 42 proc. migracji do państw należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD – w jej skład wchodzą przede wszystkim kraje tzw. globalnej Północy, dawniej nazywane krajami pierwszego świata).
Migracja przymusowa to nie tylko uchodźstwo wojenne
Skupmy się jednak na problemach, które wywołują masowe przemieszczenia ludności, często wbrew ich woli. Niejednokrotnie poprzedzają wspomniane powyżej migracje rodzinne. W ciągu ostatnich dekad na całym świecie liczba migrantów wzrosła o 80 proc. Jednak nadal migranci stanowią niewielki odsetek globalnej populacji, nawet jeśli uwzględnimy nie tylko migracje, które możemy mierzyć, lecz także migracje nieudokumentowane (czyli jak to się często nazywa – nielegalne).
Można powiedzieć, że nieporządek w krajach migrantów jest ogólną przyczyną nierzadko przecież niełatwej decyzji o zostawieniu swojej ojczyzny. W dyskusji na temat migracji, zwłaszcza przez środowiska mocno jej przeciwne, dość niezręcznie usiłuje się dzielić migrantów na „prawdziwych uchodźców” oraz całą resztę. A przecież uchodźstwo wojenne to tylko jeden z rodzajów migracji przymusowej. Zagrożenie przemocą, prześladowaniem, złymi warunkami klimatycznymi również wpływa na to, że ludzie są zmuszeni opuścić swoje miejsce zamieszkania. Zdecydowana większość zresztą migruje wewnątrz własnego kraju lub trafia do państw sąsiadujących. Mniejsza część decyduje się na podjęcie dalszej wędrówki. Niektórzy niestety są zmuszeni i do tego.

Miałem okazję rozmawiać z byłym urzędnikiem z Wenezueli, który na początku mieszkał i pracował w sąsiednich krajach Ameryki Południowej. Nie zamierzał jechać nigdzie dalej. Jednak mafie powiązane z rządem Wenezueli wyszukiwały i zabijały opozycjonistów chroniących się w tym regionie. Wspomniany człowiek, który prosił usilnie, by nie podawać jego danych oraz miejsca jego obecnego przebywania, musiał zatem uciekać dużo dalej na północ, by zadbać o swoje bezpieczeństwo. Inni z kolei znajdują schronienie i nowe życie bardzo blisko – jak pewna rodzina z Hondurasu, której bandyci spalili dom i grozili. W sąsiedniej Gwatemali nie czuli się wystarczająco bezpiecznie, ale osiedlili się na stałe w Meksyku. Oba przypadki są przykładami migracji przymusowej, mimo że nie mamy wszakże do czynienia z uchodźcami wojennymi.
Chińczycy w Afryce
Coraz więcej przypadków wiążę się migracją ze względu na zmiany klimatyczne. Szacuje się, że ten problem będzie się gwałtownie zwiększał (wg prognoz Banku Światowego nawet 216 mln ludzi ma porzucić z tego powodu swoje domy do 2050 r.). Dotyczy on obecnie w dużej mierze Afryki, która cierpi na susze i katastrofy klimatyczne. Nie zmienia to faktu, że zmiany klimatu zmuszają do migracji wiele innych regionów na całym świecie. W Bangladeszu powtarzające się katastrofy naturalne sprawiają, że każdego dnia do stolicy tego kraju, Dhaki, przybywają tysiące migrantów wewnętrznych. Miasto to już teraz boryka się z poważnym przeludnieniem. A przeludnienie to przecież kolejny czynnik, który zwiększa presję migracyjną.

Nie będę tutaj rozpisywał się nad oczywistym szlakiem z Afryki do Europy. Dotknę tematu, który jest raczej nie poruszany w przestrzeni publicznej, ale bardzo ciekawy – wspomniany przeze mnie wcześniej – temat migracji do… Afryki. Nie chodzi tylko o Afrykanów, którzy migrują do innych krajów afrykańskich. Nie chodzi też jedynie o Europejczyków pochodzenia afrykańskiego, którzy wysyłają swoje dzieci np. do Kenii, którą uważają za bezpieczniejszą niż niektóre dzielnice dużych europejskich miast opanowanych przez gangi. Z przeludnionych części Chin oraz Indii setki tysięcy migrantów udały się do Afryki, by otwierać tam swoje biznesy. Łączy się to oczywiście w jakiś sposób z polityką Chin, która prowadzi na tym kontynencie szeroko zakrojone inwestycje. Migracje z Państwa Środka mogą się zmniejszać, ponieważ kraj ten boryka się obecnie z poważnym kryzysem demograficznym spowodowanym wprowadzoną kilka dekad temu polityką jednego dziecka (obecnie ona już nie funkcjonuje, ale trendu nie udaje się póki co zahamować).
Dość zaskakujący może być fakt masowych migracji ekonomicznych Europejczyków do Afryki. Po wielkim kryzysie ekonomicznym 2008 r. ok. 150 tys. Portugalczyków, walczących z bezrobociem i kłopotami finansowymi, zdecydowało się na emigrację do byłej kolonii portugalskiej – Angoli.
Wielka ułuda
Najbardziej dla mnie smutnym przykładem migrantów, jakich spotkałem na swojej drodze w Ameryce Łacińskiej, nie był żaden z tych, które podałem powyżej. W Gwatemali, podróżując autobusem z Puerto Barrios do stolicy, siedziałem obok pary młodych Hondurasów. Chłopak miał 18 lat, a dziewczyna 16, byli nieletni. Nie mam pojęcia, czy ich rodzice wiedzieli o tej brawurowej podróży bez dokumentów do „kraju marzeń”, czyli USA. Byli bardzo podekscytowani swoją wyprawą, po rzekomo lepszą przyszłość. Czułem duży ból, widząc, jak bez żadnego planu, przygotowania i wiedzy o tym, jak dotrzeć do punktu przesiadkowego wysiadają nocą w Guatemala City, które po zmroku jest ogarnięte przemocą.

Prawdopodobnie byli to migranci ekonomiczni, którzy ulegli złudzeniu lepszego życia w kraju bardziej rozwiniętym. Kiedyś takie marzenia miały rzeczywiście ręce i nogi. Dzisiaj to raczej proszenie się o kłopoty. Dlatego jestem wrogo nastawiony do środowisk, które bez opamiętania zapraszają do swoich ojczyzn migrantów. Mam wrażenie, że są współodpowiedzialni za tysiące ludzi, którzy umarli w drodze po lepsze życie, czy to w łodzi, która utonęła, czy przemierzając niebezpieczną dżunglę. Dlatego w przykatedralnym centrum dla migrantów w Medellín w Kolumbii pracownicy oraz wolontariusze tłumaczyli mi, że starają się ich zachęcać, by nie podążali dalej, by zostali albo wrócili do swoich krajów, jeśli to możliwe.
Autor kanału Jak to daleko na YouTubie, przemierzając Afrykę, rozmawia z wieloma młodymi ludźmi marzącymi o migracji do Europy. Uderza ich brak wiedzy na temat miejsca, do którego chcą się udać, drogi, jaką muszą przemierzyć, oraz ryzyka, które się z tym wiąże. Uważają Europę za raj, w którym szybko staną się bogaczami. Nie zdają sobie sprawy z tego, że jeśli przeżyją w ogóle podróż, to w najlepszym wypadku staną się nisko opłacanymi pracownikami z nikłymi szansami na awans społeczny – sfrustrowanymi i zagubionymi. Kolejną ciekawostką jest to, że duża część migrantów ekonomicznych należy wbrew pozorom do miejscowej klasy średniej – jeśli nie są zmuszeni do migracji przemocą czy katastrofami klimatycznymi, to prawdopodobnie lepsza przyszłość czeka ich w ich własnej ojczyźnie, nawet jeśli słabość państwa, brak inwestycji oraz zabezpieczeń socjalnych czyni życie w tych krajach trudniejszym niż to c0 znamy chociażby w Polsce.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
O. Wiesław Dawidowski OSA: stosunek do uchodźców i migrantów jest próbą z chrześcijaństwa
„Migranci i uchodźcy stają się zwiastunami nadziei”. Orędzie Leona XIV na Światowy Dzień Migranta i Uc …
Wskazania Rady KEP ds. Migrantów i Uchodźców przed 111. Światowym Dniem Migranta i Uchodźcy





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny