Dwie Nawy

Fot. misyjne.pl

#DwieNawy: czy piątkowy post ma sens?

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wydawałoby się, że na swój widok powinniśmy rzucać się sobie do gardeł, jednak po kilku latach wspólnej pracy i dziesiątkach dyskusji odkryliśmy z niemałym zdziwieniem, że więcej nas łączy niż dzieli.

Jesteśmy właściwie na kościelnych antypodach: jeden z nas czyta „Tygodnik Powszechny”, drugi „Christianitas”. Jeden inspiruje się Tischnerem, drugi Ratzingerem. Jeden chodzi na Msze św. do parafii, drugi na trydenckie. Wydawałoby się, że na swój widok powinniśmy rzucać się sobie do gardeł, jednak po ponad dwóch latach wspólnej pracy i dziesiątkach dyskusji odkryliśmy z niemałym zdziwieniem, że więcej nas łączy niż dzieli. Jesteśmy jak dwie nawy jednego kościoła. Właśnie to doświadczenie wspólnoty pomimo dzielących nas różnic zainspirowało nas do rozpoczęcia nowej serii felietonów #DwieNawy, w których pokazywać będziemy, jak w całej kościelnej różnorodności można odnaleźć jedność.

Michał Jóźwiak

Przyznam, że nie rozumiem piątkowej wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych. Rozumiem, że jest to dzień umartwienia i szczególnego rozważania cierpienia Chrystusa. Trzeba jednak wspomnieć, że tradycja piątkowego poszczenia zachowała się jedynie w Polsce. Przykazania kościelne, które przecież obowiązują w całym Kościele, mówią nam co prawda o zachowywaniu postu, ale nie wskazują, jak dokładnie powinien on wyglądać. Kanony Kodeksu Prawa Kanonicznego (KPK) od 1249 do 1253 uściślają, że dniami pokuty są piątki całego roku i czas Wielkiego Postu. O tym, jaka powinna być to forma postu, KPK mówi jasno:

„Konferencja Episkopatu może dokładniej określić sposób zachowania postu i wstrzemięźliwości, jak również w całości lub części zastąpić post i wstrzemięźliwość innymi formami pokuty, zwłaszcza uczynkami miłości i pobożności”.

W Polsce przyjęto formę piątkowej wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, która właściwie jest już pewną tradycją. No właśnie. Tylko że kiedy pościmy z przyzwyczajenia, może się okazać, że jest to religijność pozbawiona głębi i ogranicza się do tego, że na piątkowej liście zakupów po prostu nie zapisujemy mięsa.

Czasy się zmieniają i mięso nie jest już dzisiaj wielkim rarytasem, którego z bólem sobie odmawiamy. Wielu z nas już dawno przeszło na dietę wegetariańską, co powoduje, że wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych nie jest żadnym wyrzeczeniem. Może więc czas na to, aby zwrócić uwagę i położyć mocniejszy nacisk na inne formy pokuty oraz uczynki miłosierdzia. Chodzi przecież o to, aby piątek rzeczywiście coś znaczył i przekładał się na nasze życie duchowe. Mam wątpliwości, czy w przypadku odmówienia sobie schabowego na piątkowy obiad osiągamy ten cel.

Nie tak dawno temu, w oktawie Bożego Narodzenia, w mediach społecznościowych trwała dyskusja o tym, czy post powinien obowiązywać, czy nie. Katolicy byli nieco zdezorientowani. Rzecznik Episkopatu tłumaczył, że post znosi oktawa po uroczystości, a Boże Narodzenie ma rangę święta. – Oktawa Narodzenia Pańskiego – mając rangę święta, a nie uroczystości – nie znosi zatem obowiązku wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych w piątek. W związku z tym w piątek w oktawie Narodzenia Pańskiego obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, chyba że została udzielona dyspensa – podkreślał rzecznik Episkopatu Polski. Z dyspensami również bywa jednak problem. Dla wiernych jest to enigmatyczne, bo trudno przecież wytłumaczyć fakt racjonalnie, że członkowie jednej diecezji są zobowiązani do postu, a ich sąsiedzi już nie.

Piątkowa wstrzemięźliwość od mięsa ma sens tylko wtedy, kiedy rzeczywiście nadajemy jej religijny wyraz. Warto się jednak zastanowić, czy do Boga i innych ludzi bardziej nie zbliżają nas inne praktyki. Może oprócz rezygnacji ze schabowego, powinniśmy również zatroszczyć się o inne praktyki kształtujące nasze życie duchowe?

Aleksander Barszczewski|

Praktyki postne znane są w Kościele właściwie od początku. Pościli pierwsi chrześcijanie, pościli chrześcijanie w średniowieczu, pościmy i my. Jednak dziś, żeby posłużyć się znaną Benedyktową metaforą, praktyka postna wydaje się być pięknym freskiem, który z czasem został pokryty warstwami tynku. Odnoszę silne wrażenie, że potrzebna jest nam odnowa tej dziedziny życia Kościoła.

Choć pościć można na wiele różnych sposobów, Kościół nakazywał zasadniczo trzy rodzaje. Można ograniczyć ilość spożywanych w ciągu dnia pokarmów do jednego sytego posiłku – wtedy pościmy ilościowo. W ten sposób pościło się niegdyś w większość dni powszednich Wielkiego Postu. W piątki polscy katolicy zobowiązani są do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, czyli do postu jakościowego. Dodatkowo w Środę Popielcową i w Wielki Piątek obowiązuje post ścisły, czyli połączenie postu ilościowego z jakościowym. Kiedy pościmy, powstrzymujemy się od hucznych zabaw, a skupiamy na modlitwie i naszej relacji z Bogiem. To ostatnie jest szczególnie istotne, gdyż coraz częściej wydaje się, że katolicy nie rozumiejąc sensu wstrzemięźliwości, traktują post jako formę diety: w piątki nie jem mięsa, bo zdrowo i w ogóle. A to nie tak – czas wrócić do źródeł.

Przede wszystkim nieustannie zastanawia mnie sens ograniczania dzisiaj postu jakościowego do niejedzenia mięsa. Ja wiem, to tradycja, ale poza względami historycznymi nie przemawia za tym już absolutnie nic. Kiedy mięso było trudniejsze do zdobycia i dużo droższe, wyrzeczenie się go miało sens. Dziś, kiedy to np. ryby bywają znacznie droższe, odmówienie sobie schabowego na rzecz sushi jest po prostu karykaturą postu. Kardynał Luis Tagle w jednym z wywiadów powiedział tak:

Ciągle będzie miało miejsce to „odnawianie”, bo świat się zmienia.(…) Przecież w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku nie było mowy o sztucznej inteligencji, a teraz jest ona bardzo realna. Nie możemy zamykać oczu na nowe zjawiska i powtarzać w kółko tego samego. Kościół powinien na te wyzwania odpowiadać. I jest to w zasadzie oczywista oczywistość, którą jednak ciągle musimy sobie uświadamiać. Podtrzymywanie tradycji wyłącznie ze względów historycznych, gdy staje się karykaturą samej siebie, nie ma sensu. Potrzebne jest jego ponowne przemyślenie i dostosowanie do realiów w których żyjemy.

Trzeba też pamiętać, że post ma nam pomóc zbliżyć się do Boga i nie stanowi celu samego w sobie. Warto zwrócić tu uwagę na myśli Ojców Pustyni i innych pustelników, bo bije z nich autentyczność. Barsanufiusz pisze np. tak:

Jeżeli pilnie postrzegacie postów, nie nadymajcie się z tego powodu; a gdybyście się mieli pysznić, to raczej jedzcie mięso. Bo pożyteczniej człowiekowi jeść mięso niż pysznić się i nadymać.

Warto wracać do starych praktyk postnych, w tym np. do Dni Kwartalnych i innych, nade wszystko jednak chyba musimy znaleźć w sobie tę autentyczność.

Przeczytaj pozostałe felietony z cyklu „#Dwie Nawy”!

#DwieNawy: czy piątkowy post ma sens?
5.6 (93.33%) 3 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze