Święto Pracy we Francji EPA/IAN LANGSDON

Francja: zajścia podczas manifestacji pierwszomajowych

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Pierwszomajowy pochód związkowy w Paryżu jeszcze przed wyruszeniem został zakłócony przez wichrzycieli, co spowodowało interwencję policji, która użyła gazów łzawiących. Jak poinformowało wieczorem MSW, w demonstracjach w stolicy wzięło udział 28 tys. osób, a w całym kraju – 164,5 tys.

W manifestacji zorganizowanej w Paryżu przez związki zawodowe uczestniczyły, nie mieszając się ze związkowcami, „żółte kamizelki” – członkowie ruchu od ponad pięciu miesięcy protestującego co sobota przeciw polityce władz.

Na portalach społecznościowych zadymiarze od kilku dni zapowiadali, że Paryż będzie „stolicą zamieszek”, co powodowało wyraźną nerwowość wśród sił porządkowych. Na tę okazję zmobilizowano w Paryżu prawie 7 i pół tysiąca funkcjonariuszy – CRS (oddziałów prewencji), policjantów i żandarmów.

Już na godzinę przed wyruszeniem pierwszomajowego pochodu związkowego w Paryżu doszło do pierwszych zajść i użycia gazów łzawiących przez policję.

Następnie “czarnym blokom” (anarchistom i innym skrajnie lewicowym radykałom) udało się ustawić na czele pochodu, co spowodowało szarże policji i użycie przez nią gazów łzawiących. Celem sił porządkowych było oddzielenie mącicieli od związkowców, ale sekretarz wielkiej centrali CGT Philippe Martinez oskarżył policjantów o szarżowanie na legalny pochód.

Prefektura policji paryskiej zdecydowanie odrzuciła to oskarżenie, ale na scenie wydarzeń niepokój, napięcie i bałagan były tak wielkie, że ludzie biegli we wszystkie strony, czerwone kamizelki (związkowcy) mieszały się z żółtymi i z czernią wichrzycieli, a policjanci napierali na wszystkich.

Święto Pracy we Francji EPA/YOAN VALAT

Pochód szedł wyznaczoną trasą we względnym spokoju. Jednak przed jego zakończeniem kilkudziesięcioosobowym grupom „czarnych bloków” udało się kolejny raz sprowokować policjantów i przez długie godziny na sąsiednich ulicach dochodziło do starć. Wichrzyciele rzucali w stróżów porządku różnymi przedmiotami, wśród nich blokami betonu, który potrafili wyrwać z nawierzchni. Policja odpowiadała szarżując z pałkami, rzucając granaty z gazem łzawiącym i – jak się wydaje – użyła miotaczy pocisków gumowych.

Komentatorzy podkreślają, że zajścia spowodowały odsunięcie w cień związków zawodowych i ich haseł. Jest to również odbiciem tego, że we Francji wielkie centrale nie dostosowały się do ewolucji społecznej i gospodarczej – twierdzili politycy i dziennikarze omawiający zdarzenia w studiach radiowych i telewizyjnych.

Związki bronią głównie interesów pracowników budżetówki i nie troszczą się o bezrobotnych. „Żółte kamizelki” nie czują się przez nie reprezentowane, gdyż są to często bezrobotni właśnie, pracownicy tymczasowi czy rzemieślnicy – mówiła deputowana prezydenckiej partii Republika w Marszu (LREM) Claire O’Petit.

Przywódca skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej (LFI) Jean-Luc Melenchon zarzucił władzom, że „robią co mogą, żeby skończyło się źle”. Inni przedstawiciele tej partii uznali, że rząd „wzniecał psychozę lęku”, gdyż chodziło mu o zdezawuowanie „żółtych kamizelek”.

Przewodnicząca skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen oskarżyła rząd, że nic nie zrobił, by uniemożliwić działalność „czarnym blokom” i innym skrajnym grupom lewicowym, do których, jak utrzymywała, „można dotrzeć i je zneutralizować”. Jej zdaniem przemoc na ulicach urządza władze, gdyż rzuca cień na „żółte kamizelki”. „Dziś tym, który sieje nieporządek, jest Emmanuel Macron” – osądziła.

Claire O’Petit odrzucając te zarzuty tłumaczyła w BFMTV, że od pewnego czasu na ulice wychodzą jedynie najbardziej zradykalizowane elementy „żółtych kamizelek”, ludzie szukający wyładowania dla swej potrzeby przemocy, i „można im wszystko obiecać, wszystko dać, ale im nic nie wystarczy”.

Obserwatorzy podkreślają, że mimo napięć i incydentów na ulicach Paryża było spokojniej i bezpieczniej niż rok temu, co uznać można za sukces MSW. Świadczy to jednak o zadomowieniu się przemocy i jest złą wróżbą na przyszłość – powiedział prezenter BFMTV.

Zobacz także
Wasze komentarze