Ikona: okno na to, co niewidzialne [GALERIA]

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Niektórzy myślą, że w weekend nauczą się techniki, że będą potem pisać (bo ikony się pisze, nie maluje) na zamówienie i zarabiać. Inni od razu jednak przychodzą z pewną misją, misją nauczenia się: techniki, cierpliwości i rozmowy z Bogiem. Bo pisanie ikon to rozmowa, to droga, która zaczyna się modlitwą i modlitwą się kończy.

Wystawa ikon Studium Chrześcijańskiego Wschodu to efekt roku ciężkiej pracy: kursu z pisania ikon. Kurs jest trzyletni, na wystawie prezentują się więc zarówno „uczniowie”, którzy uczą się tego od roku, jak i ci już prawie wykształceni. Wystawa została otworzona tydzień temu, w tę niedzielę to niestety już ostatnia okazja, by ją zobaczyć w kościele Świętego Dominika przy Dominikańskiej 2 w Warszawie.

fot: Maciej Kluczka, misyjne.pl

Warsztaty ikonograficzne prowadzi Mateusz Środoń. Jest grafikiem po krakowskiej ASP i absolwentem słynnej greckiej Szkoły Malarstwa Bizantyjskiego Świętej Metropolii Pireusu. Jeszcze na studiach w Polsce szukał łączności pomiędzy swoją religijnością a tym, czego się uczył w pracowni. I dotarł do ikony. „Na wystawie prezentuje prace osób, które zaczynają naukę i tych, które już ją skończyły. Ci, którzy przeszli rok kursu, można powiedzieć, że dotknęli świata ikony. Tu prezentujemy ich rysunki i tak zwane wprawki” – mówi w rozmowie z misyjne.pl Mateusz Środoń.

Zdjęcia (ikony z wystawy Mateusza Środonia i jego uczniów fot: Maciej Kluczka, misyjne.pl)

 

Te po pierwszym roku to najczęściej rysunki. Po drugim – ikony przedstawiające jedną osobę (świętego, Jezusa, Matkę Bożą), te po trzecim – to już najwyższy stopień trudności – obraz bardziej złożony, przedstawiający jakąś scenę. W tym roku studenci pana Mateusza pracowali nad ikonami Zwiastowania Pańskiego. „To ich pierwsze ikony w życiu” – mówi z dumą.

Nad jedną ikoną pracują się około roku, choć to oczywiście zmienia się w zależności od stopnia złożoności ikony i od umiejętności ikonopisa. Wystawy na zakończenie roku to zarówno radość, jak i docenienie. Szkoła działa już 14 lat. Klasztor dominikanów na warszawskim Służewcu przeznaczył jedną salę na te zajęcia. W środku duże stoły z głębokimi szufladami, w których można schować duże arkusze papieru. Zajęcia odbywają się dwa razy w tygodniu po trzy godziny, raz w miesiąca kursantów czeka jeszcze teoria. Jet więc sporo do zrobienia. Studenci to ludzie różnych profesji i różnego wieku. Od młodzieży po dziewięćdziesięciolatków! Niektórzy się po jakimś czasie zniechęcają, jak to w życiu bywa. Co roku kurs zaczyna dwadzieścia kilka osób, kończy około dziesięciu.

Jakimi narzędziami pracujemy? Serce, oczy i mózg
Je właśnie w pierwszej kolejności wymienia Mateusz Środoń. Później dodaje: „pędzel, pigment, spoiwo”. Najpierw trzeba przejść przez technologiczne elementy pracy – to przygotowanie deski, gruntowanie, prace nad rysunkiem. „Dla niektórych to trudność. Praca nad ikoną trwa tygodnie, miesiące, końca nie widać, a mija pierwszy entuzjazm. Trzeba się wykazać wielką cierpliwością” – opowiada prowadzący kurs. Na koniec jednak są i umiejętności i radość i oczywiście świadectwo trzyletniego kursu podstawowego warsztatu pisania ikon.

Droga, która zmienia
Pisanie ikon to droga, która przemienia. Każdy przychodzi tam z jakimś nastawieniem, które potem może się zmienić. Pytanie jest taki, ile jest gotów poświęcić ze swojego życia właśnie na to. Czy to bardzo mały ułamek, czy stanie się coraz większą częścią życia? Czy wystarczy mu etap dotknięcia, ciekawego doświadczenia, czy będzie chciał więcej? Niektórzy mówią, że przez prace nad ikoną pogłębili swoją religijność.

Zdjęcie: Otwarcie wystawy, w centralnej części bp Michał Janocha, obok prowadzący kursy pisania ikon Mateusz Środoń, fot: Maciej Kluczka, misyjne.pl


Ikony mówią do nas, my do nich

Organizatorzy wystawy zachęcali zwiedzających, by oglądając ikony odnaleźli tę, która ich dotknie, zatrzyma, które otworzy na modlitwę i bliskość Boga. Boga, który chce do nas mówić i nas kochać! „Niech te ikony do nas przemówią” – mówił obecny na otwarciu wystawy bp Michał Janocha. „Ciesze się, że kolejny rok – dzięki łasce Bożej – dobiegł do końca i że możemy zobaczyć efekty tej pracy i nasz wysiłek. Zawsze patrzę na to, jak na cud! Z tej pracy wielu osób tworzy się przestrzeń wspólna. Całość jest czymś więcej niż sumą poszczególnych części. Jest w tym wartość dodana, jakieś szczególne piękno” – mówił w czasie wernisażu Mateusz Środoń, malarz ikon, prowadzący kurs.

To miejsce, do którego lubię przyjeżdżać. Bez dominikanów by go nie było. Ikona jest miejscem szczególnym, oknem na rzeczywistość niewidzialną, dziełem sztuki, który jest też miejscem modlitwy. To bardzo ważne w świecie, w którym wszystko jest na chwilę. Ikony mają szansę przetrwać tych, którzy je tworzyli. Większość jest malowana na konkretne zamówienia – przy okazji chrztu, bierzmowania, ślubu i później będą przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu są znakiem trwałości (bp Michał Janocha podczas otwarcia wystawy).

Podstawową rolą, służebną rolą, ikon – od wieków – było to, że miała tworzyć i wzmacniać relacje człowieka ze świętymi i z Bogiem. Skorzystajmy z tego. Wystawa czynna jeszcze jutro. A może od nowego roku ktoś postanowi zacząć kurs? Już teraz życzymy powodzenia!

Ikona: okno na to, co niewidzialne [GALERIA]
Oceń ten artykuł

Wasze komentarze