PAP/Marek Zakrzewski

Jak orzeł. Ten Kościół jest młody! 

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Za nami XXIII Spotkanie Młodych Lednica 2000. Tym razem odbyło się pod hasłem „Wiesz, że Cię kocham”. Na Pola Lednickie przybyło 60 tys. młodych ludzi.  

Pewnie w niejednym uczestniku Lednicy jeszcze kłębią się emocje. Sam wiem, że wiele treści, znaków i gestów z tego dnia muszę przemyśleć, przemodlić i zastosować w życiu. Niemniej podejmuję się podsumowania tego czasu na gorąco. Chcę wskazać na kilka momentów, które miały szczególne znaczenie – myślę, że nie tylko dla mnie. 

Zielona spowiedź 

Tegoroczna Lednica poświęcona była spowiedzi. Ale sakrament ten od początku historii spotkań pod Bramą  Rybą był z nimi nieodłącznie związany. Uczestnicy od zawsze bardzo chwalili sobie możliwość przystąpienia do spowiedzi na zielonej łące. Nie inaczej było wczoraj – rzesza kapłanów przez dobrych kilka godzin spowiadała, a do każdego z nich ustawiały się długie kolejki. I to nie były krótkie spowiedzi, trwały czasem 20, 30 minut…  Tutaj księża mają dla nas czas – usłyszałem od jednej z dziewczyn uczestniczących w Lednicy, która stała w tej samej kolejce do spowiedzi co ja. I rzeczywiście, po lednickiej spowiedzi widać, że w ludziach Kościoła – nie tylko w młodych – jest pragnienie realnego kontaktu z księdzem, jest pragnienie rozmowy. Spowiedź na Polach Lednickich pokazuje, że trzeba dać wiernym alternatywę spowiedzi „na początku każdej mszy świętej”. Ludzie potrzebują czasu, chcą porozmawiać, a nie tylko automatycznie wyznać swoje winy. 

Zbudujmy swoje konfesjonały 

Ze spowiedzią łączy się kolejny mocny moment tegorocznej Lednicy. Chwila ogromnie wzruszająca. Było to – jak zaznaczali organizatorzy  „budowanie własnych konfesjonałów”. Świeccy uczestnicy Lednicy modlili się w tym czasie za księży – czyli za spowiedników. Księża uklękli, a wokół nich zgromadzili się pielgrzymi, wyciągnęli ręce i modlili się nad nimi o świętość dla nich. To był gest potrzebny nam wszystkim – gest odpowiedzialności świeckich za Kościół. Tak bardzo lubimy zrzucać całą odpowiedzialność za naszą wspólnotę na kapłanów. A tak się nie da. Kościół zależy od każdego z nas – i skoro księża modlą się za nas, to my jesteśmy im winni to samo. Modliłem się nad jednym z kapłanów i spoglądałem na to, co działo się wokół. Na całych Polach było mnóstwo kółeczek – w środku ksiądz, a wokół niego wierni. Było widać żarliwość i zaangażowanie tych ludzi. Jesteśmy – księża i świeccy – wspólnie nadzieją Kościoła. Niejedna osoba w tamtej chwili uroniła łzę. 

Chrystus o Ciebie walczy 

W czasie kazania głoszonego przez dwóch dominikanów mieliśmy położyć sobie rękę na sercu, poczuć jego bicie. To bijące serce oznacza przecież nasze życie. Młodzi kaznodzieje uświadomili uczestnikom spotkania bardzo ważną prawdę: nawet kiedy nie chcemy, czasem wbrew naszej woli – ale nasze życie walczy o nas, nasze serce bije. – Nawet, kiedy nie chce Ci się – serce bije dalej, ono walczy o Ciebie. I tym Twoim życiem, tym wewnętrznym życiem jest Chrystus. To On żyje w Tobie i walczy o Twoje życie, czasem nawet wbrew Tobie – usłyszeliśmy z lednickiej ambony. Myślę, że tegoroczne słowa na długo pozostaną w naszej pamięci, bo dotykają głębi naszego serca. Dominikanie przypomnieli piękną prawdę o Jezusie, który nie pozwala nam upaść, który jest siłą trzymającą nas w pionie i który działa dla nas także poprzez ludzi pojawiających się na naszej drodze. – Może jest tak, że On walczy o Ciebie przez cały świat, cały wszechświat, że całość tego stworzenia, w którym żyje Chrystus, walczy o Ciebie – usłyszeliśmy. 

 

Błogosławmy się 

Pod koniec spotkania odbyło się misterium pieczęci – modlitewna refleksja nad przynoszonymi do ołtarza reprodukcjami obrazów Caravaggia. I tu znów ogromną rolę odegrało bijące serce. W pewnym momencie kładliśmy sobie prawą rękę na sercu, a lewą na ramieniu sąsiada. Przez kilka minut modliłem, ale też wczuwałem w rytm pracującego we mnie serca. To niezwykłe uczucie. Moje serce biło bardzo szybko. A z drugiej strony ręce na ramionach naszych sąsiadów. Myślę, że warto to odczytać w kontekście kazania – za pomocą całego świata, wewnętrznego i zewnętrznego, Jezus walczy o nas. A potem był czas na to, by „opieczętować” się nawzajem. Podchodziliśmy do bliźnich i wykonywaliśmy prosty gest: błogosławieństwo. Na czole drugiej osoby robiliśmy krzyżyk i mówiliśmy w imieniu Jezusa „Wiesz, że Cię kocham”. Piękne było to, że ludzie chcieli doświadczyć tego błogosławieństwa od jak największej liczby osób. Ten prosty gest warto zastosować w życiu. Żegnając się z kimś, zróbmy mu krzyżyk na czole, powiedzmy „Wiesz, że Cię kocham”. To nas nic nie kosztuje, a drugiemu może nawet uratować życie. 

Szybują nad granią 

Od lat Lednica i jej uczestnicy kojarzą mi się z orłami. Jako katolicy mamy być wolnymi ptakami, mamy wylecieć z gniazda. Wolność to słowo mocno związane z naszą wiarą. Niestraszna ma nam być przepaść, czyli życiowe trudności. Lednica co roku pokazuje, że Kościół jest żywą, wzrastającą wspólnotą. Nie jest to wspólnota wolna od problemów – ale wspólnie możemy im podołać. Jest w nas wszystkich nadzieja. Najmocniej odczuwam to zawsze podczas nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu i wyboru Chrystusa na Pana i Zbawiciela. Kościół nad Lednicą to Kościół młody. Nie młodością wieku uczestników, ale młody przez żywe zainteresowanie wiarą. Kolejny raz na Polach Lednickich spotkamy się 6 czerwca 2020 r. A do tego czasu każdy powinien ten młody Kościół budować w swoim życiu. Każdy katolik – Ty i ja – jest odpowiedzialny za budowanie Kościoła młodego, żywego, a nie skostniałego i umierającego. Podejmiesz wyzwanie? 

 

Zobacz także
Wasze komentarze