Zdjęcie: ks. Roman Kotlarz, fot. diecezja radomska

Komunistów się nie bał, kochał Boga i ludzi. Rozmowa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Kotlarza

11 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Niedługo do kin wejdzie film „Klecha” o księdzu Romanie Kotlarzu. Nazywany jest kapłanem niezłomnym, był męczennikiem czasów komunizmu. W grudniu Watykan dał „zielone światło” rozpoczęciu drogi, na której końcu ksiądz Kotlarz może być uznanym świętym Kościoła katolickiego. Czy są już świadkowie jego świętości? Jakie są ich świadectwa? Jak długo potrwa proces? Rozmawiamy z postulatorem procesu beatyfikacyjnego. 

Rozmawa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza, Klecha, ks. Edmund Poniewierski, kuria Radom

Zdjęcie: jedna z publikacji nt. księdza Kotlarza, fot. misyjne.pl

Maciej Kluczka (misyjne.pl): To historia podobna do dziejów ks. Popiełuszki, ksiądz Kotlarz nie jest jednak tak znany jak on. Działał mimo długich i uciążliwych represji. Mógł odpuścić, schować się, być cicho ale nie. Można powiedzieć, że prześladowania jeszcze bardziej go motywowały do pracy duszpasterskiej, do działania.  

Ks. prał. Edward Poniewierski (kanclerz kurii radomskiej, postulator w procesie beatyfikacyjnym ks. Romana Kotlarza): Istnieje pewne podobieństwo do ks. Popiełuszki, jednak warto spojrzeć na całą działalność ks. Kotlarza. Kapłanem został w 1954 r. To czasy stalinowskie, kiedy władza postawiła sobie za cel niszczenie życia religijnego, wiary, usuwano religię ze szkół, zdejmowano krzyże w salach. Ksiądz Roman wspierał ludzi w obronie krzyża, tym się dał najpierw poznać. Tak działo się już w pierwszej parafii, w której posługiwał, czyli w Szydłowcu (południe Mazowsza). Później była Koprzywnica koło Sandomierza (tam jest stare opactwo cysterskie), wreszcie w 1961 r. trafił do Pelagowa, małej parafii pod Radomiem.  

Jego rodzina podczas wojny musiała opuścić swój dom. 

Te przenosiny to była konieczność emigracji – bo przez Koniemłoty, gdzie mieszali, przechodził front wojenny. Po wojnie zgłosił się do seminarium częstochowskiego w Krakowie. Trafił tam, ponieważ nie przyjęto go do seminarium we własnej diecezji sandomierskiej. To dlatego, że nie miał matury. Częstochowskie seminarium miało seminarium niższe, czyli po prostu liceum. Tam mógł przystąpić do matury, po kilku latach nauki w seminarium zdecydował się przenieść do Sandomierza, do rodzinnej diecezji.  

Rozmawa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza, Klecha, ks. Edmund Poniewierski, kuria Radom

Zdjęcie: ks. Poniewierski – postulator procesu – podczas pierwszej sesji procesu w radomskiej katedrze, fot. Radio Plus Radom

Podkreśla się jego talent kaznodziejski i oratorski. Był znany z kazań i przyciągał tłumy, dał się z tego poznać już w pierwszej parafii. 

To był talent człowieka, który mówił o sprawach wiary w bardzo prosty sposób. Ludzi to fascynowało, dzięki niemu otwierali oczy na prostotę wiary, angażowali się w życie parafii, tym bardziej że czasy były trudne. Potrzeba było kogoś, kto podtrzyma wiarę, zapał, zmobilizuje. 

Rozmawa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza, Klecha, ks. Edmund Poniewierski, kuria Radom

Zdjęcie: ks. Kotlarz w parafii w Pelagowie z nowożeńcami, fot. archiwum Kurii radomskiej

On wręcz wystawiał się na ataki władzy. Nie tylko wzmacniał wiarę, ale mówił też wprost o tym, co mu się nie podoba w działaniach władz. Mówił: „jeśli w szkole mówią Wam, że Boga nie ma – nie wierzcie w to”. Mówił, że władza, która podnosi rękę na Boga, długo nie przetrwa. W porównaniach szedł bardzo daleko, bo przypominał dyktatorów z historii. Władzy – to nie dziwne – to się nie podobało. Był niepokornym kapłanem…   

Były protesty władz do kurii biskupiej w Sandomierzu. To były trudne czasy, toczyły się już procesy przeciwko duchownym. W kurii krakowskiej, kieleckiej, aresztowano biskupów, było więc poważne zagrożenie także dla jego bezpieczeństwa. Biskup chciał mu pomóc, trzeba było zmieniać mu parafię, bo władza nie pozwoliłaby mu duszpasterzować. Władze państwowe zadekretowały, że będą zatwierdzać wszystkich proboszczów i wikariuszy.

To był talent człowieka, który mówił o sprawach wiary w bardzo prosty sposób. Ludzi to fascynowało

Rozmawa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza, Klecha, ks. Edmund Poniewierski, kuria Radom

Zdjęcie: postulator procesu ks. Kotlarza – ks. Edward Poniewierski, fot. misyjne.pl

To sytuacja podobna do obecnej, gdy opisujemy prace misjonarzy. W niektórych rejonach świata księża, misjonarze muszą co jakiś czas starać się o przedłużenie pozwolenia na pobyt. Decyduje o tym administracja, władza danego kraju.  

Polscy księża, którzy pracują na Białorusi są w podobnej sytuacji.  

W przypadku księdza Kotlarza można by pomyśleć, że kuria po części umywała ręce i przenosiła „problem”, a tym „problemem” był ksiądz Kotlarz. 

Wniosek może być taki, że kuria ulegała naciskom władzy, ale też nie miała wyjścia. Biskupowi sandomierskiemu postawiono swoiste ultimatum – nie zatwierdzano kilkunastu proboszczów, których biskup mianował na parafie. To uniemożliwiało sporą część pracy Kościoła. To mogło w ogóle sparaliżować misję duszpasterską. 

Rozmawa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza, Klecha, ks. Edmund Poniewierski, kuria Radom

Zdjęcie: Katedra Opieki Najświętszej Maryi Panny w Radomiu, fot. misyjne.pl

W historii księdza Kotlarza, oprócz pomocy opozycji, istotny był też sam moment śmierci. Do dzisiaj żyjemy w wątpliwościach co do tego, co było przyczyną śmierci – pobicie, choroba, nerwica. Instytut Pamięci Narodowej próbował się tego dowiedzieć. 

Śmierć jego trzeba widzieć w kontekście wydarzeń radomskich z 1976 roku. 25 czerwca tamtego roku ks. Kotlarz całkiem przypadkiem znalazł się na ulicach Radomia. Wtedy zaczął się strajk w zakładach pracy w związku z podwyżkami cen żywności. Ksiądz dał się wciągnąć w tłum robotników, szedł z nimi, gdy doszedł do kościoła św. Trójcy (gdzie rozmawiamy – przyp. red., zdjęcie poniżej), ze stopni kościoła pobłogosławił robotników. Na tym jego udział w strajku się skończył. Robotnicy poszli strajkować przed siedzibą komitetu PZPR. On wrócił do parafii pod Radomiem, ale cały czas był zbulwersowany tą sytuacją. To był bardzo żywiołowy, emocjonalny ksiądz. To było widać, koło niego zawsze musiało się coś dziać. Taki typ, który nie usiedział w spokoju. To nie było jednak efekciarskie, na pokaz, to wypływało z głębi jego przekonań. 

Rozmawa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza, Klecha, ks. Edmund Poniewierski, kuria Radom

Zdjęcie: schody kościoła św. Trójcy w Radomiu, z których ks. Kotlarz, w 1976r., błogosławił protestujących, fot. misyjne.pl

Żył tym, czym żyją ludzie. 

Wydaliśmy w 2007 r. książkę, która jest jego naukową biografią. Jej tytuł to „Byłem z tymi ludźmi”. To słowa pochodzące z jednego z jego kazań, w którym bronił ludzi przechodzących na komisariatach mordercze ścieżki zdrowia. On też je przechodził, wracał z komendy pobity. Inną sprawą były pobicia na plebanii. Potwierdzono minimum dwa przypadki nocnego najazdu na plebanię. Od wydarzeń radomskich do śmierci nie minęło dużo czasu. Ksiądz Roman zmarł w sierpniu 1976 r. Ważnym śladem, który dużo mówi, jest to, że 13 lipca lokalne władze milicji wydają raport na temat działalności księdza Kotlarza. W tej notatce, w górnym lewym rogu, jest dopisek, który bardzo wiele wyjaśnia. Brzmiała ona: „z prośbą o zapoznanie się do pułkownika Zenona Płatka”. Był on wtedy szefem grupy „D” w SB. O istnieniu tej komórki nie wiedzieli nawet funkcjonariusze SB, to była komórka bardzo zakonspirowana. Po około miesiącu od tej notatki ks. Kotlarz już nie żył. Ta sama grupa i ten sam człowiek doprowadzili później do śmierci ks. Popiełuszki.  

Taki typ, który nie usiedział w spokoju

 

Rozmawa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza, Klecha, ks. Edmund Poniewierski, kuria Radom

fot. misyjne.pl

O czym mówiła ta notatka? 

To była urzędowa notatka, tajna notatka Prokuratury Wojewódzkiej w Radomiu. Funkcjonariusze SB relacjonowali w niej działania księdza Kotlarza, które uznano za wywrotowe. Informowano też o przeprowadzeniu rozmowy ostrzegawczej z księdzem. 

Czy tak jak w sprawie ks. Popiełuszki był w tej sprawie proces? Czy ci ludzie zostali przynajmniej oskarżeni? Już w wolnej Polsce? 

Były dwa dochodzenia prokuratorskie w sprawie śmierci ks. Kotlarza: w 1981 i 1990 r. Otrzymaliśmy z IPN-u wszystkie możliwe materiały dotyczące księdza. Badacze z komisji historycznej dotarli już do nich wcześniej i na ich podstawie już niedługo będzie opublikowana kolejna książka. Przygotował ją IPN, oparta jest na dokumentach, do których dotarto po raz pierwszy. One udowadniają proceder znęcania się nad księdzem. W tych aktach jest szereg zeznań świadków opisujących stan księdza po pobiciach. 

Rozmawa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza, Klecha, ks. Edmund Poniewierski, kuria Radom

Zdjęcie: kościół św. Trójcy w Radomiu, miejsce wydarzeń z 1976 roku, fot. misyjne.pl

Porozmawiajmy jeszcze o procesie beatyfikacyjnym. W grudniu Stolica Apostolska wydała zgodę na jego rozpoczęcie. Jeśli dobrze zrozumiałem komunikat, Watykan wstępnie ukierunkował ten proces. Są dwa „tryby” procesu beatyfikacyjnego: albo udowodnienie heroiczności cnót albo udowodnienie męczeństwa. W sprawie księdza Kotlarza idziemy tym drugim trybem, prawda?  

Kongregacja ds. Beatyfikacji i Kanonizacji wydała dokument, w którym wprost podpowiada, żeby dochodzenie w diecezji poprowadzić w kierunku wykazania, że motywem śmierci zadanej ks. Kotlarzowi była nienawiść do wiary.  


To była komórka bardzo zakonspirowana. Po około miesiącu od tej notatki ks. Kotlarz już nie żył. Ta sama grupa i ten sam człowiek doprowadzili później do śmierci ks. Popiełuszki.  

Rozumiem, że duszpasterska posługa ks. Kotlarza, działalność, która porywała tłumy, to wszystko, co działo się przed tą męczeńską śmiercią, też będzie miało znaczenie? 

Oczywiście! To pokazuje, jakim był człowiekiem. Wykazanie męczeństwa nie powinno być zbyt trudne, ale chcemy pokazać całość postaci, dlatego szukamy świadków ze wszystkich etapów jego życia. To około stu osób.  

A trzeba się spieszyć, bo to często ludzie wiekowi.  

Wielu z nich nie żyje, ale są spisane ich wcześniejsze świadectwa. 

Rozmawa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza, Klecha, ks. Edmund Poniewierski, kuria Radom

Zdjęcie: jedna z publikacji nt. ks. Kotlarza, fot. misyjne.pl

Jakie są najbliższe etapy procesu? Najwięcej pracy ma teraz komisja historyczna? 

Ona już w zasadzie zakończyła pracę, sporządziła raport. Jeśli się pojawią jakieś nowe dokumenty, dowody, to oczywiście opracują je w sposób kompetentny. Teraz, na bieżąco, działa tylko Trybunał Beatyfikacyjny*, który przesłuchuje świadków.  

To będzie najdłuższy etap? 

Tak, ale jak długo potrwa? Nie potrafimy powiedzieć. 

A co nas czeka później? 

Wtedy będzie opracowane tzw. „Positio”, czyli streszczenie całego materiału dowodowego, wskazanie ewidentnych dowodów ukazujących męczeństwo. Materiał ten oddaje się później do Kongregacji i ona prowadzi swój etap prac.  

Czy przy takich kandydatach do beatyfikacji, jak ks. Kotlarz nazwijmy ich „regionalnymi, lokalnymi” proces beatyfikacyjny przebiega dłużej? Może taki kandydat na ołtarze sprawdzany jest dłużej, dokładniej, skrupulatniej niż ktoś, kto jest znany w wielu krajach na świecie?  

Są postaci, które były znane na całym świecie, a tu mamy do czynienia z postacią lokalną. Dopiero sam proces pomoże pokazać tę postać szerszemu społeczeństwu. Gdy rozmawiamy o ks. Romanie, to chciałbym pokazać coś, co obrazuje tajemnicę jego wnętrza. On bardzo dbał o własne sumienie. Trafiłem już na trzech jego spowiedników – ich oczywiście nie można przesłuchiwać – ale dzięki nim wiemy, jak często i regularnie się spowiadał, jak bardzo dbał o swoje życie duchowe.  

Zdjęcie: plac św. Piotra w Watykanie, fot. misyjne.pl

Przywołany jest fragment jego testamentu, w którym pisał: „Proszę o pamięć w modlitwach i we Mszy św. za moje winy i upadki. Zawsze natychmiast oczyszczałem się bardzo często w Sakramencie Pokuty – Proszę o Komunię św. w mej intencji. Z nikim się nie gniewam, wszystkich przepraszam za doznane ode mnie przykrości – i sam wszystkim daruję, niczego nie chcę pamiętać…” 

Spotkania ze świadkami pokazują go jako duszpasterza, który miał charyzmatyczne podejście do człowieka. Był kapelanem w szpitalu psychiatrycznym. W tamtych czasach takie miejsca spełniały często rolę „przytuliska”. Trafiali tam ludzie opuszczeni przez swoje rodziny i to właśnie ci pacjenci, ci chorzy znajdowali w nim oparcie, traktowali go jak ojca. To było szpitalne duszpasterstwo. Także w jego parafii są dwa tomy księgi chorych, które prowadził. Notował w nich każdą wizytę u chorego. Na marginesach są notatki o stanie ich zdrowia. Często ich odwiedzał, interesował się nimi, można powiedzieć, że ich kochał. Trzeba wspomnieć, że sam zmagał się ze problemami zdrowotnymi. Przez swój żywiołowy i emocjonalny temperament, ale i przeżycia, którymi był doświadczany, stan zagrożenia, szantaże… To wszystko wpływało na rozwój nerwicy. Miał resekcję większej części żołądka, przeszedł operacje. Ktoś taki lepiej rozumie chorych. To widać w nim bardzo wyraźnie. Był też bardzo zainteresowany i zatroskany sytuacją młodzieży. 


…w kierunku wykazania, że motywem śmierci zadanej ks. Kotlarzowi była nienawiść do wiary.

Rozmawa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza, Klecha, ks. Edmund Poniewierski, kuria Radom

fot. misyjne.pl

Działa Trybunał, a Ksiądz jest postulatorem. Zadaniem Księdza jest zbieranie materiałów, nad którymi pracuje Trybunał?  

 Muszę odnaleźć świadków, rozmawiać z nimi, sprawdzić, czy rzeczywiście mają coś do powiedzenia, ocalić też wszystkie możliwe pamiątki. Później Trybunał przesłuchuje świadków zeznających pod przysięgą.  

Czy historia ks. Kotlarza jest nadal żywa w Radomiu? Jest lokalnym bohaterem? 

Jeśli mowa o radomskim czerwcu, to zawsze jest mowa o ks. Kotlarzu. Zawsze się przywołuje jego postać. Są tablice pamiątkowe, jest plac, są ulice noszące jego imię, publikacje. W latach osiemdziesiątych czworo uczniów radomskiego liceum napisało o nim książkę. Wygrali konkurs ogólnopolski, otrzymali nagrodę za pracę na temat najnowszej historii Polski. Jeden z nich, po latach, po skończeniu doktoratu na Uniwersytecie w Lublinie, postanowił wstąpić do seminarium. To ks. dr Szczepan Kowalik. Jest przekonany, że jego powołanie zakiełkowało wtedy, gdy razem z kolegami ze szkoły zaczął badać życie i męczeństwo ks. Kotlarza. Pracuje też w komisji historycznej, o której mówiliśmy. Prześledził chyba wszystkie możliwe archiwa w tej sprawie.  

Według Księdza to był święty człowiek? 

Z materiału, który zebrałem do tej chwili, ze spotkań i przeprowadzonych rozmów, wysnuwam przekonanie, że mamy do czynienia z człowiekiem bardzo żywiołowym i autentycznym w wierze, człowiekiem, który oddał swoje życie Chrystusowi aż do ofiary z samego siebie. 

Rozmawa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza, Klecha, ks. Edmund Poniewierski, kuria Radom

fot. Piotr Polak, PAP

Komunistów się nie bał, kochał Boga i ludzi. Rozmowa z postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Kotlarza
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze