fot. PAP/EPA/PAQUET

Miliony nowych uchodźców. Bo taki mamy klimat

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Koniec roku i początek nowego to czas podsumowań, ale i prognoz. Naturalnie spoglądamy w przyszłość i myślimy: „co będzie dalej”, „jaki będzie świat za rok, za 10 lat”? Próbujemy sprawdzić, co nas czeka, przygotować się. To naturalne i ludzkie. A jeśli o ludzi chodzi, to w zbliżających się latach sporo się zmieni. W ciągu najbliższych 30 lat aż 143 miliony ludzi będą zmuszone do znalezienia nowego domu

Będą do tego zmuszeni nie tylko przez wojny, konflikty etniczne (których obecnie jesteśmy świadkami, a o których w środę rozmawialiśmy z Janiną Ochojską). Głównym powodem będą zmiany klimatyczne. Do 2050 r. do zmiany miejsca zamieszkania zmuszą susze, huragany, powodzie. Masowo będą one dotykać południową półkulę Ziemi. Analizy ekspertów wykazują, że do połowy obecnego stulecia zmiany klimatu spowodują, że znaczne obszary Afryki i Azji będą niezdatne do życia. Już teraz niektórzy wyjeżdżają z rodzinnych stron z powodu narastających upałów, pustynnienia lub powodzi powodowanych przez coraz gwałtowniejsze monsuny.

Climate refugees  

Eksperci Banku Światowego przewidują trzy możliwe scenariusze ruchu migracyjnego. Optymistyczny to 31 do 72 milionów ludzi, którzy szukają nowego miejsca do życia, nowego domu. Łagodniejszy zakłada migrację 105 milionów ludzi, ten pesymistyczny to widełki od 93 do 143 obywateli świata. Uchodźcy klimatyczni (ang. climate refugees) będą migrować z powodu braku wody pitnej, żywności, a także niekorzystnych i zagrażających życiu zjawisk: podnoszenia się poziomu oceanów czy huraganów. Te zmiany w „pogodzie” łączą się niekiedy z konfliktami zbrojnymi (co zwiększa skalę problemu). Już wojna w Syrii była spowodowana między innymi kilkuletnią suszą. Obecnie szacuje się, że tylko z Afryki Subsaharyjskiej będzie musiało emigrować około 86 mln osób. Prognozy dotyczą migracji wewnątrz regionów, ale prawdopodobnie większość z tych migrantów na stałe opuści półkulę południową, co automatycznie rodzi – jakby to niefortunnie nie zabrzmiało – problem dla mieszkańców półkuli północnej.

Zniszczenia po tsunami w Indonezji fot. ADI WEDA, EPA.

Problemy nad morzem i na lądzie

Podniesienie się poziomu wód w morzach nie więcej niż o metr może wywołać spustoszenia odczuwane nawet przez setki milionów osób. Wyniki jednego z badań wykazują, że na obszarach przybrzeżnych położonych poniżej 10 m n.p.m., które stanowią zaledwie 2% powierzchni naszego globu, mieszka aż 10% ludności świata. Właśnie te przybrzeżne strefy są narażone na szczególnie gwałtowne burze i coraz silniejsze tropikalne huragany. Natomiast regiony położone w głębi lądu będą coraz częściej nawiedzane przez susze. Setki milionów osób, także najbiedniejszych rolników, żyją właśnie w dolinach rzek zasilanych w wodę przez topniejące lodowce i śniegi. Obecnie coroczne topnienie śniegu zaczyna się wcześniej i jest coraz gorzej zsynchronizowane z procesem wegetacji roślin. Największe problemy mogą mieć ludzie zamieszkujący Malediwy i małe wyspy na Pacyfiku – jeśli znikną one pod powierzchnią oceanu.

Według analiz Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) już w tej dekadzie brak wody dotknie co najmniej 207 mln mieszkańców Ameryki Łacińskiej, Azji i Afryki. Do roku 2050 kolejne 130 mln Azjatów czeka głód, a do 2100 plony upraw w Afryce mają spaść aż o 90%.

W Bangladeszu, jednym z najbardziej zaludnionych i najbiedniejszych państw świata, na kilometr kwadratowy przypada średnio 1066 mieszkańców. Prawie połowę kraju stanowią delty rzek, większa część powierzchni jest równinna z niewielkimi wzniesieniami nad poziomem morza. Duże wahania stanów wód już teraz powodują katastrofalne powodzie na większej części terytorium kraju. Eksperci alarmują, że wzrost poziomu oceanu zabierze tam więcej powierzchni uprawnej niż w innych regionach świata. Do połowy tego stulecia produkcja ryżu ma spaść o 10%. a zbóż o 30%. Do 2100 r. 25% powierzchni kraju może znaleźć się pod wodą. W Bangladeszu opuścić swoje domy będzie musiało około 15 mln ludzi. Według ekspertów podobne migracje będą dotyczyć setek milionów mieszkańców Tuwalu, Mozambiku, Wietnamu i państw afrykańskich. Jeśli prognozy te się potwierdzą, zmieni się oblicze świata.

Huragan Florence zbliża się do wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Fot. PAP/EPA/ESA/NASA-ALEXANDER GERST

Początkowo ludzie będą przemieszczać się w obrębie swojego kraju, opuszczając wsie i tereny nadbrzeżne i przenosić się do miast, które są mniej zależne od pogody. Tak już się po części dzieje. Skutek jest szybki: niebezpiecznie rośnie liczba ludności miejskiej, dla której nie ma odpowiedniej liczby miejsc pracy. To rodzi z kolei wzrost przemocy i konfliktów, kiedy ludzie potrzebujący niezbędnych środków do życia przekraczać będą granice sąsiednich krajów.

Tanie mieszkania zamiast obozów dla uchodźców?

Bank Światowy uważa zapewnienie migrantom klimatycznym dachu nad głową za jedno z największych wyzwań, z którymi Europa będzie musiała się zmierzyć. To między innymi z tego powodu ONZ umieścił tanie mieszkalnictwo na liście 17 celów zrównoważonego rozwoju miasta. Ten „system” wyglądać miałby mniej więcej tak: udostępniając tanie mieszkania na wynajem osobom o niskich dochodach, wspieramy ich w tym, by mogli stanąć na własne nogi. To szansa zarówno dla uchodźców, jak i dla „miejscowych”. Takie rozwiązanie wprowadza już Wiedeń i Lizbona. Oba miasta chcą podwoić liczbę mieszkań z przystępnymi czynszami. Za ich wynajem lokatorzy będą płacić do 25% zarobków. Lizbona już przerabiała ten temat w swojej historii. W 1974 i 1975 r. miasto przyjęło 2 mln obywateli byłych portugalskich kolonii. „Dziś to jedni z nas” – mówią władze stolicy Portugalii.

Niektórzy, szczególnie publicyści, którzy lubią mocne określenia, mówią wręcz o „wojnach klimatycznych”. Choć może to termin nieco za daleko idący, na pewno niezupełnie sprzeczny z tym, co mogą przynieść najbliższe dekady. Warto o tym pamiętać, by dobrze się na to przygotować. Jest jeszcze chwila.

Miliony nowych uchodźców. Bo taki mamy klimat
6 (100%) 4 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze