fot. arch. Zbigniewa Halemby

Arktyka Kanadyjska: zimą niewiele tu słońca [MISYJNE DROGI]

Gdy przychodzi noc polarna i niewiele jest słońca, życie spowalnia. A gdy wraca na całą dobę latem, ludzie wracają na „ląd”: miejsc poza wioską, do polowań, ciszy, rodzinnych spotkań, spotkań z naturą, z sobą samym i… z Bogiem.

Ostatnio jedna z moich parafianek, która jest bardzo zaangażowana w tutejszy Kościół, szczerze oświadczyła, że wraz z polepszająca się pogodą będzie mniej ludzi w kościele. Dlaczego? Ponieważ po surowej zimie nadchodzi upragniony czas wiosny i lata.

fot. arch. Zbigniewa Halemby

Cykl przyrody, cykl życia

Zima w Arktyce to bardzo surowy okres. Krótkie i ciemne dni. W niektórych rejonach panuje noc polarna, kiedy słońce w ogóle nie wschodzi. Czasami występują silne burze śnieżne z temperaturami dochodzącymi do –35/40°C, a odczuwalna temp. to nawet –60°C – dla pewności napiszę słownie, że tam jest minus. W czasie zimy ludzie większość czasu spędzają w domach, które często są przeludnione. W małym domku może mieszkać nawet do 20 osób. W czasie polowań ludzie nocują w namiotach, a czasami, choć zdarza się to już bardzo rzadko, w igloo. Ogólnie zimą panuje bardzo depresyjny klimat. To wszystko sprawia, że każdy z niecierpliwością czeka na wiosnę.

fot. arch. Zbigniewa Halemby

Wiosna i lato z kolei to szczególnie piękny czas. Ludzie i przyroda się budzą. W bardzo szybkim tempie dzień się wydłuża, nawet o 20 minut na dobę. Punktem kulminacyjnym jest dzień polarny, kiedy to słońce już w ogóle nie zachodzi i jest jasno przez 24 godziny na dobę. Śniegi i lody znikają w oczach. Latem temperatura dochodzi nawet do +23°C, chociaż trzeba przyznać, że niewiele jest takich dni. Większość czasu to ok. +10°C. Ludzi z dnia na dzień ubywa w wiosce, bo bardzo często wyjeżdżają na „ląd”, aby jak najwięcej czasu spędzić z naturą. Dla Inuitów „ląd” (ang. the land) to wszystko, co znajduje się poza granicami wioski – przestrzeń dzikiej przyrody, gdzie się poluje, odpoczywa, żyje blisko natury i duchowości. To miejsce nie tylko zdobywania pożywienia, ale i odnawiania więzi z rodziną, przodkami i Bogiem.

fot. arch. Zbigniewa Halemby

Napięcie między tradycją a współczesnością

Dla Inuitów natura to przede wszystkim źródło pożywienia. W przeszłości polowanie i rybołówstwo były jedynymi sposobami na zdobycia pokarmu. Chociaż dzisiaj mamy już sklepy i można w nich kupić wszystko, co potrzebne do przeżycia, to jednak wielu ludzi w dalszym ciągu woli mięso z karibu, foki czy tłuszcz z wieloryba. Tutaj nikogo nie dziwi widok dzieci, które w wieku 5 lat wyjeżdżają na polowanie z ojcem. – Za każdym razem, kiedy jadę na polowanie, to staram się pomodlić. Wtedy najczęściej się udaje i coś przywożę do domu. Jeżeli jednak zdarzy mi się zapomnieć o modlitwie, wtedy jest o wiele ciężej o powodzenie – mówił mi jeden z Inuitów. Naujaat, gdzie teraz posługuję, jest jeszcze bardzo tradycyjną wioską i można spotkać wielu młodych, którzy chętnie idą śladem swoich ojców, prowadząc życie takie jak oni. Niestety trzeba też powiedzieć, że są też mniej tradycyjne wioski, w których młodych bardziej ciągnie wygodne życie z komórką w ręku.

fot. arch. Zbigniewa Halemby

Budowanie więzi

Piękny świat natury to nie tylko miejsce polowania, ale również odpoczynku, budowania więzi rodzinnych i nabierania sił. Bardzo popularne są tutaj tzw. cabin. Małe „domki” o rozmiarach 4×3 metry, które ludzie budują najczęściej daleko poza wioską na „lądzie”. To tam Inuici zabierają całe rodziny, żeby wspólnie spędzić czas. Niektórzy są w stanie przebywać w nich nawet miesiąc. Jedna z liderek w naszym Kościele opowiadała mi, że jej mąż zawsze brał Biblię ze sobą, kiedy wybierali się na „ląd”. Ona natomiast nigdy tego nie robiła. Dlaczego? Bo, jak mówiła, to „ląd” – przyroda – staje się jej Biblią, dzięki niej spotyka Boga i odkrywa piękno świata stworzonego przez Pana. Innym razem jedna osoba zabrała mnie na przejażdżkę swoją terenówką typu side-by-side (rodzaj quada, z miejscami obok siebie). Kiedy byliśmy już dość daleko od wioski, podziwiając piękno natury, Ayowna zaczęła tak naturalnie śpiewać, wychwalając w ten sposób Boga.

fot. arch. Zbigniewa Halemby

Dziewicza przyroda

Dla mnie osobiście przyroda na północy jest piękna, dzika i dziewicza jak nigdzie indziej, piękni są ludzie, którzy z nią od zawsze się zmagają. Wystarczy, że wyjedziesz parę kilometrów od wioski i już nie znajdziesz w okolicy żywej duszy. Nawet zasięg telefoniczny tam nie sięga, jesteś tylko ty i piękny świat stworzony przez Boga. Jest to cudowny świat, ale również niebezpieczny, o czym trzeba nieustannie pamiętać. Raz wybrałem się na przejażdżkę po zamarzniętym oceanie. Wtedy już robiło się cieplej, bo temp. sięgała „tylko” –15°C. Jadąc, mijałem się z pewnym Inuitą, który wracał z polowania. Zatrzymaliśmy się na krótką pogawędkę. Wtedy ten starszy pan dał mi złotą radę: „Nigdy nie wybieraj się na «ląd» bez broni”. Dlaczego? Ponieważ w czasie jazdy może się coś wydarzyć. Skuter śnieżny może się zepsuć; możesz mieć wypadek; możesz gdzieś utknąć. I wtedy broń może uratować ci życie. Dzięki niej zdobędziesz jedzenie, a w razie ataku niedźwiedzia polarnego lub wilków polarnych możesz uniknąć stania się ich pokarmem.

fot. arch. Zbigniewa Halemby

Pokora wobec stworzenia

Inuici darzą przyrodę wielkim respektem. Podziwiają jej piękno, ale równocześnie zdają sobie sprawę z wielu zagrożeń, jakie ona z sobą niesie. Nawet doświadczeni Inuici, znający dany teren, nie wybiorą się w podróż, jeśli tylko zauważą, że pogoda jest nie do końca pewna. Wiedzą, że tutaj na północy nie ma żartów. Co roku zdarzają się różnego rodzaju wypadki, także śmiertelne. Sam mogłem tego doświadczyć, kiedy podróżowałem skuterem śnieżnym z jednej miejscowości do drugiej. Do pokonania było ok. 300 km. Trasa bardzo wymagająca i zmuszająca do ciągłego skupienia, tak aby nie wypaść ze szlaku, co mogłoby się skończyć tragicznie. W pewnym momencie naszej podróży pojawił się tzw. white-out. Zjawisko, w którym powierzchnia ziemi zlewa się w jedną białą masę. Jest to o tyle niebezpieczne, że wtedy trudno dostrzec szlak i przeszkody, jak np. zaspy śnieżne, które mogą sięgać metra wysokości. Ma się takie wrażenie, jakby się było niewidomym. Wiele osób w takim momencie zatrzymuje się, by przeczekać ten efekt. Moi przewodnicy zdecydowali kontynuować jazdę. Na domiar złego, w pewnym momencie ich zgubiłem. Przez jakieś 20 minut jechałem po omacku i tylko od czasu do czasu dostrzegałem ślady szlaku na powierzchni śniegu. Na szczęście wszystko skończyło się szczęśliwie i po 11 godzinach jazdy, o 3.30 nad ranem, osiągnęliśmy cel podróży.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<

Północ Kanady pod wieloma względami jest niezwykła. Jeśli ktoś kocha piękno surowej, szorstkiej przyrody, to tutaj będzie jej miał pod dostatkiem. Cisza i bezkresne przestrzenie sprawiają, że człowiek wręcz automatycznie kieruje swoje myśli ku Stworzycielowi.

fot. arch. Zbigniewa Halemby
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze