Fot. arch. MIsyjne Drogi

Być z rodzinami na misjach. Rozmowa Ojca Marcina Wrzosa OMI z abp Tadeuszem Wojdą [MISYJNE DROGI]

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

O tym jak zmienia się definicja misji i o tym, że one wcale nie muszą być w Afryce, o misyjności Kościoła w Polsce i  sytuacji rodzin na misjach z abp. Tadeuszem Wojdą SAC z Białegostoku rozmawia Ojciec Marcin Wrzos OMI.

Marcin Wrzos OMI: Jak to jest z tymi misjami? Czy o misjach możemy mówić tylko wówczas, gdy ktoś wyjeżdża do krajów tzw. misji ad gentes, w których nie słyszano o Jezusie, czy też możemy mówić dziś o szeroko rozumianej misji Kościoła?
Abp Tadeusz Wojda SAC: Tak, oczywiście, znaczenie pojęcia „misja” się zmienia. Do niedawna mogliśmy mówić, że główna wizja misji została przekazana przez encyklikę „Redemptoris Missio” z 1991 r., gdzie Jan Paweł II rozgraniczał, gdzie jest dokładnie misja ad gentes (do ludów), a gdzie jest animacja, ożywianie wiary, nowa ewangelizacja, czy deuteroewangelizacja.

>>> WHO: Afryka wciąż może powstrzymać rozprzestrzenianie się Covid-19

Foto: ks. Maciej Będziński

Geograficzne usytuowanie działalności misyjnej Kościoła już nie działa. Może warto pójść w stronę przestrzeni, w których nie ma już Chrystusa, a do których warto Go zanieść?

Od lat dziewięćdziesiątych do dzisiaj sytuacja w świecie się ogromnie zmieniła, także dlatego, że dzisiaj już nie ma typowych krajów misyjnych, bo właściwie Ewangelia dotarła już w jakiś sposób wszędzie, może poza kilkoma zakątkami. Natomiast kraje o tzw. długiej tradycji chrześcijańskiej, jak Hiszpania, Francja, Niemcy, Anglia, cały Zachód Europy, bardzo się zmieniły przez imigrację, ogromne ilości osób niewierzących, muzułmanów, działania środowisk feministycznych i LGBTQ czy też inne czynniki. W latach siedemdziesiątych Francja mówiła, że jest krajem wysyłającym misjonarzy. Dziś jest już krajem misyjnym, gdzie trzeba powtórnie głosić Ewangelię. Jeśli bierzemy pod uwagę, że właściwie islam jest już drugą religią we Francji po chrześcijaństwie, to zdajemy sobie jednocześnie sprawę z tego, że chrześcijaństwo we Francji jest wyznawane przez coraz mniejszą grupę ludzi. Być może niebawem będziemy mieli we Francji sytuację, że pierwszą religią, najbardziej liczną, będzie islam. Podobna sytuacja jest w Holandii. Oczywiście pozostałe kraje są jeszcze chrześcijańskie, ale niekoniecznie katolickie. Weźmy Skandynawię, gdzie większość chrześcijan rożnych wyznań pochodzi z denominacji protestanckich, głównie luteranów.

>>> Modlitwa „owcy” do Jezusa Dobrego Pasterza

Foto: Annie Spratt/UNSPLASH.COM

Zdaje się, że papież Franciszek słowo „misje” rozumie bardzo szeroko i – powiedzmy – „eksterytorialnie”.

Ojciec Święty wychodzi z założenia, że każdy człowiek jest misjonarzem. Każdy człowiek z racji na chrzest św. jest misjonarzem, ale to też nie jest gwarantem tego, że każdy o tym pamięta i jest zaangażowany jako misjonarz, ewangelizator w swoim środowisku. Papież\ idzie dalej. Chrześcijanin staje się misjonarzem na tyle, na ile przeżyje spotkanie z Jezusem Chrystusem. Myślę, że to jest niezmiernie ważne dzisiaj, żeby nieustannie przypominać wszystkim wierzącym, że chrzest to jedno, a przeżycie, przepracowanie spotkania z Jezusem Chrystusem oraz przełożenie go na życie to drugie. I jeszcze można dodać trzeci wymiar: mianowicie przeżycie spotkania ze Słowem Bożym – Pismem Świętym, bo ono jest ciągle dynamiczne, ciągle kreatywne. Spotkanie to przemienia całe życie człowieka. Jest tak jak zaczyn, który zmienia człowieka.Dlatego kiedy mówimy „uczeń” lub „misjonarz”, to musimy postawić kreskę i powiedzieć: „uczeń misjonarz”, a nie „uczeń” i „misjonarz”, bo tych dwóch rzeczy nie można rozdzielić. Jeśli człowiek żyje właśnie w tym potrójnym wymiarze misyjności: chrztu św., spotkania z Bogiem, życia Ewangelią, to wtedy staje się misjonarzem. Potem w zależności od tego, gdzie będzie głosił Chrystusa, gdzie będzie tym świadkiem spotkania z Jezusem Chrystusem to będzie pierwsza ewangelizacja misyjna, która może być ewangelizacją parafialną, może też być nową ewangelizacją, czyli powtórnym dotarciem z Dobrą Nowiną.

>>> Kolonia: bezdomni znaleźli pomoc w… seminarium

Czy nie mamy kryzysu, jeśli chodzi o życie misyjne w Polsce? Czy nasza wiara jako chrześcijan jest bardzo wiarygodna, skoro kościoły są coraz bardziej puste? W Centrum Formacji Misyjnej jest tylko dziesięciu kandydatów, którzy przygotowują się na misje „ad gentes”.

Mamy ogromny spadek liczby powołań. Jeśli za czasów Jana Pawła II, powiedzmy gdzieś do pierwszych lat XXI w., było w Polsce około 6–7 tys. seminarzystów, dzisiaj mamy ich około 3–3,5 tys. To duży spadek. Jest też pewien problem świadomości misyjnej u księży. Kiedy w latach powojennych władze PRL chwilowo zgodziły się na wyjazd misjonarzy, niektórzy księża skorzystali z tej okazji i wyjechali na misje. Później przez długie lata nikomu nie pozwalano na wyjazd, dlatego tych misjonarzy było praktycznie niewielu. Niemożliwość wyjazdu wpłynęła też na osłabienie ducha misyjnego. Wraz z odwilżą społeczno-polityczną, która przyszła w latach osiemdziesiątych, praktycznie zaistniał boom misyjny. Mówiło się, że co roku wyjeżdżało po kilkuset misjonarzy z Polski. Oczywiście brak doświadczenia misyjnego spowodował, że czasem ten pobyt na misjach był stosunkowo krótki. Mówiło się wówczas, że średnia to była około czterech lat dla księdza diecezjalnego i około 6-7 lat dla księdza ze zgromadzenia zakonnego. Myślę, że dzisiaj się wydłużył ten czas pobytu. Był ogromny problem finansowy z utrzymaniem misji. Dzisiaj tego już tak bardzo nie ma, ale też jest mniej powołań i poniekąd brakuje ducha misyjnego pośród księży. Być może ten fakt jest związany z dużymi potrzebami i zmniejszającą się liczbą powołań w Polsce. Aczkolwiek to niczego nie usprawiedliwia. Jak jest zbyt wielu kapłanów, to zaczyna się oglądanie jeden na drugiego i wtedy gdzieś zapał misyjny słabnie. Tu, w archidiecezji białostockiej, przy różnych okazjach przypominam, podaję jako przykład diecezje, które w Afryce mają po 20–30 kapłanów i zachęcam do wyjazdu. Mamy w sumie 425 księży, z czego około 300 czynnych. Dobrze działa też kapłan odpowiedzialny za animacje misyjne w archidiecezji. Jest jakiś odzew. W tym roku udało nam się posłać trzech. Potrzeba większego rozbudzenia świadomości misyjnej wśród księży. To jest na pewno wyzwaniem dla Kościoła w Polsce.

Foto: ks. Maciej Będziński

Jakie widoczne są zagrożenia dla rodzin w krajach misyjnych w Oceanii, Afryce, Azji? Czasem uzależnia się pomoc finansową krajom misyjnym od przyjęcia programów
tzw. zdrowia reprodukcyjnego, czyli antykoncepcji, szeroko pojętej aborcji, promocji LGBTQ. Jaka jest kondycja rodzin w tych krajach?

Niestety to jest duży problem od dobrych kilku lat, od słynnej konferencji ludnościowej w Kairze w 1994 r. Były tam mocno akcentowane propozycje ograniczenia poczęć, wprowadzenia środków antykoncepcyjnych, aborcji, promocji LGBTQ i innych rzeczy, które bardzo mocno uderzały w rodziny. Wówczas w Kairze, oprócz katolików, sprzeciwili się muzułmanie i to zablokowało pewne tendencje. Inaczej było potem w stolicy Mozambiku, gdzie w 2006 r. został przyjęty tzw. Plan Maputo dla Afryki. Wtedy uchwalono wszystkie tendencje znane nam w dzisiejszym świecie, które uderzają w rodzinę. Jest to właśnie ograniczenie poczęć, szerzenie środków antykoncepcyjnych, wprowadzanie ideologii gender, ideologii feministycznych, ruchów LGBTQ. Kraje afrykańskie są zmuszane do przyjęcia tych programów, uzależniając często od tego przyznawanie im tak bardzo potrzebnej pomocy materialnej. Podobny szantaż jest stosowany
również względem organizacji czy instytucji, szpitali, zajmujących się rodziną. O tej konferencji nie było głośno w mediach, ale jej skutki są dotkliwe.

Jak Kościół, poszczególni misjonarze mogą wspierać rodziny na misjach?

Najpierw przez solidne nauczanie należy ukazywać świętość i powołanie rodziny, stawiać wzorce pięknych rodzin. Kultury afrykańskie mają bardzo mocno wkorzenione rozumienie rodziny. Pojęcie rodziny jest bliskie każdemu Afrykańczykowi. Trzeba też promować formację rodzin przez różnorakie akcje, szczególnie pro-life. W Afryce bardzo mocno rozwija się chociażby L’Action Familiale, która została założona w 1963 r. na Mauritiusie przez kardynała Maurice Piata CSSp. Współzałożycielem i sekretarzem Federacji L’Action Familiale, która szybko znalazła uznanie w kolejnych krajach afrykańskich, był mój współbrat, abp Henryk Hoser SAC, który promował ją w Rwandzie, Burundi czy w innych miejscach. Obecnie w jej działania włączyła się papieska Dykasteria ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Dla Kościoła rodziny na misjach są jednym z priorytetów. Oczywiście równie ważne są szpitale, szkoły, ośrodki pomocy społecznej. Rodzinom na misjach trzeba pomagać kompleksowo.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze