fot. unsplash

Gwatemala: beatyfikacja dwóch męczenników

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W sobotę 27 października prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Becciu wyniesie do chwały ołtarzy w miasteczku Morales we wschodniej Gwatemali dwóch męczenników: ks. Tuliusza Maruzzo i Ludwika Obduliusza Arroyo Navarro.

Obaj zginęli razem 1 lipca 1981 za wiarę i ze względu na swoje zaangażowanie w obronie miejscowych biedaków.

Ks. Tuliusz (Tullio) Maruzzo urodził się 23 lipca 1929 w Arcugnano we włoskiej prowincji Vicenza w ubogiej rodzinie wiejskiej. Miał brata bliźniaka Daniele, który, podobnie jak on, poczuł w sobie powołanie kapłańskie. Obaj w 1939 wstąpili do kolegium franciszkańskiego w Chiampo i obu wyświęcił na kapłanów 21 czerwca 1953 ówczesny patriarcha Wenecji kard. Angelo Giuseppe Roncalli, późniejszy papież św. Jan XXIII. Młody kapłan, który w zakonie przyjął imię Tuliusz (jego brat stał się Lucjuszem), pracował kilka lat w Wenecji i okolicach, po czym w 1960 uzyskał zgodę przełożonych na wyjazd na misje do Gwatemali, gdzie pracowali już od pewnego czasu franciszkanie włoscy.

Pierwszym i, jak się miało okazać, ostatnim miejscem duszpasterzowania zakonnika był nadmorski departament Izabal we wschodniej części kraju. Był to teren silnej emigracji, wywołanej panującym tam skrajnym ubóstwem. Ziemie wydzierano tam lasom zwrotnikowym, co z kolei prowadziło do stepowienia gleby, to zaś sprzyjało rozwojowi latyfundiów, których właściciele dążyli do wywłaszczenia ubogich chłopów, pogłębiając jeszcze ich biedę. Pierwszą placówką duszpasterską o. Tuliusza była do 1963 miejscowość Puerto Barrios, w której poznał smutną rzeczywistość tych ziem, m.in. panujące tam „prawo pięści”, przemoc i całkowite podporządkowanie biedaków ich panom. Następnymi miejscami jego posługi były Entre Ríos-Abacá (1963-68) i Morales, w którym pozostał do końca życia.

Był to rozległy obszar, na którym codziennie musiał stawiać czoła licznym wyzwaniom i trudnościom. Nie przerażało go to jednak i dzięki takim swym cechom jak spokój i cierpliwość udało mu się znacznie rozszerzyć działalność misyjną, docierając z posługą do miejsc, których nie odwiedził jeszcze żaden z jego poprzedników. Dbał nie tylko o duchowe, ale też materialne potrzeby jego parafian, pomagał ubogim i chorym. Starał się uczyć miejscową ludność czytania i pisania. Był otwarty na wszystkich i łatwo zapamiętywał imiona otaczających go osób. Bardzo troszczył się o formację miejscowych katechistów, zwanych „delegados de la Palabra” (wysłannikami Słowa) oraz zabiegał o to, aby każda z licznych wspólnot tubylczych miała własny dom modlitwy – oratorium.

fot. Pixabay

Jego wielostronna działalność duszpasterska, a zwłaszcza zaangażowanie społeczne na rzecz ubogich szybko ściągnęły nań niezadowolenie i gniew wielkich posiadaczy ziemskich, którzy próbowali go zniechęcić do takiej postawy i zastraszyć, a gdy to nie pomogło, zaczęli mu grozić śmiercią. W miejscowych mediach mnożyły się też oskarżenia, że ks. Tuliusz jest „kapłanem komunistą”. W obliczu tych zagrożeń przełożeni przenieśli go na inną placówkę, ale gdy nie zaprzestał on swej troski o ubogich i potrzebujących, wkrótce tam także spotkał się z groźbami. 1 lipca 1981, gdy wraz ze swym najbliższym współpracownikiem Ludwikiem Obduliuszem Arroyo wracał wieczorem ze spotkania z katechistami, wpadł w zasadzkę koło miejscowości Los Amates, zastawioną na nich przez najemników latyfundystów, którzy zabili ich strzałami z broni palnej.

Ludwik Obduliusz (Luis Obdulio) Arroyo Navarro urodził się 21 czerwca 1950 w miasteczku Quiriguá koło Los Amates-Izabal w biednej rodzinie chłopskiej. Ponieważ rodzina mieszkała blisko domu parafialnego, chłopiec od dziecka był związany z Kościołem i chętnie pomagał miejscowemu proboszczowi. Od 7. roku życia aż do śmierci służył do Mszy. Gdy osiągnął pełnoletniość, został kierowcą w pobliskim Los Amates, dzięki czemu lepiej orientował się, co się dzieje na tym terenie. I to on jako pierwszy powiedział franciszkanom, że grozi im śmierć za ich działalność w obronie ubogich. Jednocześnie, będąc blisko Kościoła i mając żywą wiarę, stronił od nałogów, którym ulegali jego rówieśnicy, przede wszystkim od alkoholu. Jako 26-latek został tercjarzem franciszkańskim i katechistą. Chcąc jeszcze bardziej ożywić i pogłębić swą wiarę, wstąpił też w szeregi ruchu Cursillos de Cristiandad, który o. Maruzzo wprowadził w parafii Quiriguá.

Szybko stał się najbliższym współpracownikiem włoskiego franciszkanina, wożąc go w różne miejsca i w ten sposób sam znalazł się w gronie zagrożonych śmiercią. Gdy sytuacja stawała się coraz poważniejsza, rodzina prosiła go, aby miał się na baczności i odradzała mu towarzyszenie zakonnikowi. On jednak odpowiedział: „Wolę umrzeć obok ojca Tuliusza niż obok pijaka w knajpie czy barze”. A w styczniu 1981 potwierdził, że „jeśli jego zabiją, chcę umrzeć z nim”. I tak się stało wieczorem 1 lipca 1981 – 31-letni kierowca, katechista i tercjarz zginął razem z włoskim misjonarzem w zasadzce. W pogrzebie obu męczenników wzięło udział 4 biskupów, ok. 50 kapłanów i niezliczone rzesze wiernych. Ciała obu nowych błogosławionych spoczywają obecnie w kościele parafialnym Najświętszego Serca Jezusowego w Quiriguá. Ich proces beatyfikacyjny prowadziła najpierw prowincja franciszkańska z Veneto a następnie wikariat apostolski Izabal w Gwatemali. Obecnie obaj zostaną wyniesieni na ołtarze.

Zobacz także
Wasze komentarze