Msza na staidonie w Nagasaki, fot. EPA/KIMIMASA MAYAMA

Tajlandia i Japonia (19-26 listopada 2019). Spalona ziemia Nagasaki [MISYJNE DROGI]

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Tajlandia i Japonia. To kolejne misyjne miejsca na mapie papieskich pielgrzymek. Franciszek mówił tam o wyjściu na peryferie, dialogu międzyreligijnym, pustce człowieka bez Boga, ale przede wszystkim wzywał do pokoju.

Dwa lata temu na 100-lecie naszej parafii gościliśmy biskupa. W programie było: „100 pytań do…”. Jedną z kwestii, którą wówczas poruszyliśmy, było pytanie o to, czy jest realne, by papież naprawdę przyjechał do Japonii. Nasz gość odpowiedział: „Ojciec Święty wyraził taką chęć, i my chcemy, żeby przyjechał. Jeżeli Bóg też tego chce, to znaczy, że jest to możliwe. Czy do tego dojdzie i kiedy – to nie wiadomo”. Nie przypuszczaliśmy, iż dokona się to w tak krótkim czasie. Najpierw w gazetach zaczęło pojawiać się sporo chrześcijańskich newsów – co nie miało miejsca tak często wcześniej. Było zdjęcie japońskiego chłopca ze zwłokami braciszka na plecach, który czekał w kolejce do krematorium („yakiba ni tatsu shonen”), które poruszyło papieża Franciszka. Posłużył się nim, wzywając do pokoju i eliminacji broni nuklearnej. Były informacje o włączeniu do dziedzictwa UNESCO wysp w okolicach Nagasaki zamieszkiwanych przez ukrytych chrześcijan, a za jakiś czas pojawiła się wiadomość o nominacji kardynalskiej abp. Maeda Manyo z Osaki. Były to zwiastuny poprzedzające wizytę Franciszka.

Co on takiego w sobie ma?

– Kiedy pierwszy raz w Watykanie zobaczyłam z bliska rzymskiego papieża, serce zamarło mi ze wzruszenia. Podobnie kilkadziesiąt lat temu, kiedy Jan Paweł II pierwszy raz przybył do Japonii. Wysiadł z samolotu, uklęknął i pocałował ziemię. Wtedy również oczy wypełniły się łzami i ogarnęło mnie wzruszenie, które pamiętam do dziś. Co on ma takiego w sobie, że samo pojawienie się jego osoby tak poruszy człowieka do głębi? – powiedziała Tetsuko Kuroyanagi znana prezenterka i aktorka japońska.

Bliskość

Tak było i tym razem. Wcześniej, przez prawie cztery dni, był w Tajlandii. Mówił o pokoju, ludzkim braterstwie, potrzebie dialogu międzyreligijnego. – Tajowie wyrośli w religii, w której nie ma Boga. Dlatego przybliżanie im chrześcijaństwa, głoszenie Ewangelii o Bogu, który stał się człowiekiem jest bardzo trudne – mówi pracujący w tym kraju ks. Nicolas Lefébure. Słuchaliśmy tego, co tam mówił papież. U nas od rana zimno i deszcz, przed pomnikiem 26 Męczenników w Nagasaki chór śpiewa „Viva, viva Papa…!”, a zgromadzeni ludzie cisną się i wyciągają ręce, fotografują.Ojciec Święty przechodzi pod czarną parasolką i błogosławi – szczególnie żywo reagując na obecne dzieci. Znacznie utyka na lewa nogę, a na jego twarzy da się zauważyć zmęczenie. Od ubranej w kimono dziewczyny odbiera wieniec kwiatów i składa przed pomnikiem. Następnie modli się w ciszy przed relikwiami męczenników – choć oglądam to przez Internet, to czuję wzruszenie i nieomal fizyczną bliskość papieża Franciszka. To dzieje się na tej samej wyspie!

Foto: Ciro Fusco/EPA/PAP

Szukają Boga

Należę do malej parafii w Aioi, w diecezji Osaka. Kiedy ogłoszono zapisy na udział w spotkaniu z papieżem Franciszkiem okazało się, że od nas nie ma chętnych. Wielu tłumaczyło się, że byli na spotkaniu z Janem Pawłem II, a teraz już nie mają zdrowia i sił na taki kosztowny wyjazd. Diecezja zorganizowała dla młodzieży spotkania wprowadzające, żeby przybliżyć postać Ojca Świętego, ale mimo zachęty nikt się tam nie wybrał. Do katedry tokijskiej pojechało kilka osób, do Nagasaki jedna – Sugino Akane. – Urodziłam się w prefekturze Nagasaki na terenach niedawno przyłączonych do światowego dziedzictwa UNESCO. W Regionie Nagasaki jest 60 tys. katolików, co stanowi 14% liczby japońskich wiernych. Jest tam dużo kościołów, szkół i przedszkoli chrześcijańskich. Wokół nas żyło wielu chrześcijan, lecz moja rodzina była buddyjska, więc wysłano mnie do państwowego przedszkola. Od dziecka jednak ciekawiły mnie elementy kultury chrześcijańskiej, różne
od naszej. Dlatego prosiłam rodziców, żeby wysłali mnie do katolickiego liceum. Tam jednak na pierwszym miejscu była nauka i egzaminy, więc chrześcijaństwo, jako przedmiot, przestało być przyjemne, tylko zazdrościłam koleżankom katoliczkom, że nie muszą wkuwać na zaliczenie modlitw i religijnych wiadomości. Po wyjściu za mąż wyjechałam do Hyogo i zapomniałam o wierze w Boga. Mam dwoje dzieci i pracuję w domu opieki społecznej. Po 10 latach małżeństwa zmarł teść i pojechaliśmy na pogrzeb, który odbył się w nieznanym dla mnie obrządku buddyjskim. Nie takim, do jakiego od dzieciństwa byłam przyzwyczajona. Przeżyłam szok, gdyż jest zwyczaj, że żona wraz ze ślubem przyjmuje także religię męża. Gdybym teraz umarła, to w jakim pochowają mnie obrządku – gdzie wtedy pójdzie moja dusza? Poczułam się strasznie zagubiona i samotna. Nie chciałam religii męża i zaczęłam się zastanawiać, czym jest dla mnie religia? Wróciły w pamięci szkolne modlitwy „Zdrowaś Mario…”, „Ojcze nasz…”, i śpiewane wtedy pieśni. Postanowiłam poszukać pobliskiego kościoła. Trafiłam do Aioi, gdzie bardzo miło przyjął mnie hiszpański misjonarz.

Dołączyłam do grupy dzielenia się słowem Bożym i studiowania katechizmu. Tutaj znowu poczułam się jak w domu – powiedziała Sugino Akane. Po chwili ciszy kontynuowała swój wywód. – Przed Wielkanocą ksiądz zapytał, czy zdecyduję się przyjąć chrzest? „Bardzo o to proszę” – odpowiedziałam i w kwietniu 2009 r. zostałam katoliczką – jedyną w całej rodzinie. W Nagasaki to normalne, że wokół siebie spotykasz wyznawców Chrystusa, ale tu w Hyogo-ken, to rzadko spotykane. Tu z chrześcijaństwem kojarzy się tylko „Christmas” i „wedding”, a na co dzień nikt w kierunku kościoła nie spojrzy.

Foto: NEWSCOM/PAP

 

Narzędzia pokoju

Do takiej właśnie Japonii, po 38 latach, przyjechał z Rzymu Ojciec Święty! Wyruszyłam na spotkanie z nim. Czekaliśmy na papieską mszę św. w deszczu na stadionie baseballowym, oglądając na telebimach transmisję z modlitwy papieża Franciszka i apelu o wycofanie broni masowego rażenia, w miejscu wybuchu bomby atomowej. Zapisały się w nas mocno słowa papieża: „Wiem, że nie wszyscy jesteście katolikami, ale jestem pewien, że wszyscy możemy modlić się o pokój słowami przypisywanymi świętemu Franciszkowi z Asyżu: »O Panie, uczyń ze mnie narzędzie Twojego pokoju, abym siał miłość tam, gdzie panuje nienawiść; wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda; wiarę tam, gdzie panuje zwątpienie; nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz; światło tam, gdzie panuje mrok; radość tam, gdzie panuje smutek«”. „W tym miejscu pamięci, które nas przytłacza… zaufajmy Bogu, aby nauczył nas, jak być skutecznymi narzędziami pokoju oraz jak pracować, by nie popełniać tych samych błędów z przeszłości” – powiedział Franciszek. – Moja babcia, krewni, i tylu innych ludzi – w tym miejscu – gdzie obecnie stoję – zostało straszliwie poparzonych, stali się ofiarami wybuchu w Nagasaki. Oby to nigdy, nigdy się już nie powtórzyło! – mówiła Akane.

Kolejna wojna

Tuż przed mszą św. niebo rozpromieniło się od blasku słońca. Ktoś powiedział: „Ten deszcz, to były łzy z nieba, łzy plączących męczenników i ofiar bomby atomowej”. Papież Franciszek w homilii mówił za to: „Nagasaki nosi w swej duszy rany trudne do zagojenia, znak niewytłumaczalnego cierpienia wielu niewinnych, ofiar dotkniętych wojnami dnia wczorajszego, ale które także i dziś cierpią z powodu tej trzeciej wojny światowej w kawałkach”. Ludzie z Nagasaki usłyszeli, że Franciszek jest z nimi, że odczuwa ich ból, rozumie ich i zachęca do zrobienia kroku naprzód, do modlitwy i nadziei, że nadejdzie Królestwo Chrystusa, sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Emanuela Góra CSDP

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze