Klasztor werbistów w Steylu w Królestwie Niderlandów/fot. ARCHIWUM DOLORES DOROTY ZOK SSPS

Tęsknota za morzem [FOTOREPORTAŻ/MISYJNE DROGI]

Francuski pisarz Antoine de Saint-Exupéry zanotował: „Kiedy chcesz zbudować okręt, to nie zbieraj ludzi, by zebrać drewno, rozdać zadania i podzielić pracę, ale wzbudzaj w nich tęsknotę za dalekim, bezkresnym morzem”. Tym dalekim bezkresnym morzem dla Arnolda Janssena, założyciela werbistów i dwóch zgromadzeń sióstr służebnic Ducha Świętego, było ratowanie człowieka, doprowadzenie go do Jezusa.

Chciałabym Wam opowiedzieć historię człowieka wymagającego i trudnego, który został świętym, a którego dzieło misyjne trwa do dziś, choć sam nigdy na misje nie wyjechał. Zapraszam, by przejść śladami jego życia w Niemczech i Holandii.

Tęsknota za morzem

Mówi się, że marzenia są po to, by je spełniać. Tęsknota za bezkresnym morzem – dotarciem z Ewangelią do wszystkich, sprawiła, że młody Arnold Janssen zaczął szukać sensu życia i miejsca w świecie. W domu rodzinnym czczono Ducha Świętego, a klimat głębokiej wiary kształtował jego wrażliwość. Arnold był chłopakiem z Goch w Pruskiej Nadrenii, pochodził z wielodzietnej rodziny. Miał dziewięcioro rodzeństwa. Od dziecka wyróżniał się sumiennością i zamiłowaniem do nauki.

Chrzcielnica, w której Arnold został ochrzczony w rodzinnej miejscowości Goch w Niemczech/fot. ARCHIWUM DOLORES DOROTY ZOK SSPS

Matematyk, który został księdzem

Jako młody mężczyzna studiował matematykę i nauki przyrodnicze w Münster i Bonn, zdobywając wyższy stopień nauczycielski. Przez następne dwa lata uczył się teologii w seminarium w Münster. Miał przed sobą karierę naukową, gdyż był bardzo zdolnym studentem. W sercu czuł, że to nie wszystko, że o samą wiedzę nie chodzi.

Święty Arnold Janssen/fot. ARCHIWUM WERBISTÓW/AI

15 sierpnia 1861 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Po nich, jako ksiądz diecezjalny, rozpoczął pracę w gimnazjum w Bocholt, gdzie miał opinię surowego, ale sprawiedliwego nauczyciela. Odznaczał się głęboką czcią do Serca Jezusowego, angażując się w propagowanie Apostolstwa Modlitwy, w 1869 r. został jego diecezjalnym dyrektorem. Marzenie o „dalekim morzu” jednak nie znikało. Tęsknota za bezkresnym morzem staje się coraz to większa…

Od nauczyciela do wydawcy

W 1873 r. zrezygnował z pracy nauczyciela i rozpoczął wydawanie miesięcznika – „Małego Posłańca Serca Jezusowego”. Pismo propagowało misje wewnętrzne, czyli specjalne wydłużone rekolekcje ewangelizacyjne w parafiach, ale wskazywało również na potrzebę misji zagranicznych i zachęcało do założenia seminarium misyjnego w Niemczech. Były to czasy Kulturkampfu, trudne dla Kościoła, kiedy niewielu miało odwagę wspierać takie pomysły. Arnold jednak czuł, że to właśnie jego droga. „W czasie, kiedy wszystko się burzy, musi powstać coś nowego!” – mówił. To zdanie stało się jego mottem.

Budowa pierwszego domu werbistów/fot. Z ARCH. WERBISTÓW

Gospoda stała się Domem Misyjnym

Dwa lata później, 8 września 1875 r., poświęcił starą gospodę w Steylu, w Holandii, tuż przy granicy z Niemcami, i zamienił ją w pierwszy Dom Misyjny. Tak narodziło się Zgromadzenie Słowa Bożego, dziś znane jako werbiści. Początkowo była to wspólnota księży diecezjalnych, którzy chcieli wyjechać na misje. Warunki były skromne, ale entuzjazm ogromny. Już 2 marca 1879 r. dwaj pierwsi misjonarze – Josef Freinademetz SVD i Johann Baptist Anzer SVD – wyruszyli do Chin.

Msza św. odprawiona w górnym kościele 8 września w 150. rocznicę założenia zgromadzenia/fot. ARCHIWUM DOLORES DOROTY ZOK SSPS

Media i drukarnia

Arnold rozumiał, że misje potrzebują nie tylko ludzi – młodych kleryków, ale i finansów. Cztery miesiące po poświęceniu domu założył drukarnię, a od stycznia 1878 r. wydawał czasopismo rodzinne „Stadt Gottes”. Liczba kleryków rosła. Trzeba było ciągle rozbudowywać Dom. W pomoc włączali się wolontariusze, którzy własnymi rękami wznosili kolejne budynki. Jego wielkie misyjne marzenie stawało się rzeczywistością.

Drukarnia założona przez św. Arnolda/fot. Z ARCH. WERBISTÓW
Budowa Domu św. Michała/fot. Z ARCH. WERBISTÓW

Codzienność w Steylu

Od pierwszego dnia istnienia Domu Misyjnego każdego poranka śpiewno: „Przybądź, Duchu Święty”. Arnold powtarzał, że to właśnie Duch Święty jest źródłem jego marzeń i inspiracji, tym, który czyni możliwym to, co po ludzku wydaje się niemożliwe.

Kobiety na misjach

Wśród ochotników pomagających w Domu Misyjnym znalazło się kilka kobiet. Ich chęć głoszenia Ewangelii i wieloletnia posługa skłoniły Arnolda do decyzji o założeniu w 1889 r. Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego (SSpS), które wielu niesłusznie nazywa werbistkami. Już sześć lat później pierwsze siostry wyruszyły do Argentyny, a dziś pracują w niemal 50 krajach świata. W 1896 r. Arnold wybrał kilka spośród sióstr, by założyć kontemplacyjną gałąź rodziny misyjnej: Służebnice Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji (SSpSAP), zwane od kolorów habitów „różowymi siostrami”. Ich misyjną posługą jest nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu w intencjach Kościoła misyjnego, a szczególnie w intencjach obydwu czynnych zgromadzeń.

Święty Arnold założył Zgromadzenie Sióstr Służebnic Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji/fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

Niełatwy człowiek

Arnold nie należał do łatwych ludzi. Był wymagający, zamknięty w sobie, a rozmowa z nim bywała trudna. Jednak potrafił zapalać innych. Często powtarzał: „Śmiało naprzód! Trudźmy się dla Pana. Ufajmy Mu i postępujmy zawsze tak, jak tego domaga się Jego wola”. Rozmawiał z Bogiem jak z przyjacielem, powtarzając: „Daj, Panie, by wszystkie moje oddechy Ciebie wielbiły i wysławiały”.

Dom św. Grzegorza, w którym Arnold mieszkał od 1905 do 1909 r./fot. ARCHIWUM DOLORES DOROTY ZOK SSPS

15 stycznia 1907 r. Arnold Janssen zmarł w Steylu. Dzieło, które rozpoczął w starej gospodzie, rozrosło się na wszystkie kontynenty. Dziś werbiści i służebnice Ducha Świętego pracują niemal wszędzie tam, gdzie potrzebna jest Ewangelia.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<

„Kiedy chcesz zbudować okręt, to nie zbieraj ludzi, by zebrać drewno, rozdać zadania i podzielić pracę, ale wzbudzaj w nich tęsknotę za dalekim, bezkresnym morzem”. Arnoldowi udało się tę tęsknotę rozbudzić – i dzięki temu jego marzenie o morzu stało się rzeczywistością.

Sarkofag Arnolda Janssena w dolnej kaplicy klasztoru św. Michała/fot. ARCHIWUM DOLORES DOROTY ZOK SSPS
Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze