Fot. wikipedia

Muzyka, która staję się kontemplacją

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Arvo Pärt otrzymał dzisiaj tytuł doktora honoris causa przyznany mu przez Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina w Warszawie. To wydarzenie o ogromnym znaczeniu dla środowiska muzyki sakralnej. Utwory, które tworzy Arvo Pärt, są dzisiaj częścią światowego dziedzictwa nie tylko muzyki religijnej, ale także spuścizny sztuki muzycznej w ogóle.  

– Mistrzu, twoja muzyka to monumentalna, strzelista, gotycka katedra ze wspaniałymi witrażami, piękną rozetą, mroczną kryptą. To katedra na planie krzyża – powiedział dzisiaj prof. dr hab. Paweł Łukaszewski, promotor honorowego tytułu honoris causa. 

Arvo Pärt to estoński kompozytor, który tworzy nie tylko metafizyczne brzmienia chóralne, ale także utwory, które można za Małgorzatą Janicką-Słysz uznać za niekończące się pieśni bez słów, które nie zawierają czasu, tylko tak naprawdę ciągłą kontemplację Boga.  

Pärt urodził się 11 września 1935 r. w Paide w Estonii. W latach 30. XX wieku już jako kilkulatek uczył się gry na fortepianie. Po II wojnie światowej, gdy Estonia – po krótkim okresie niepodległości – stała się częścią ZSRR, kształcił się w konserwatorium w Tallinie u Veljo Tormisa. W latach 60. pracował w estońskim radiu jako inżynier dźwięku. To właśnie wtedy zaczął komponować niezwykłe dzieła, takie jak „Perpetuum mobile” na orkiestrę (1963), „Fratres” (1976, wiele wersji), „Fūr Alina” (1976), „Pro et contra” (1966) czy „Credo” (1968), które stało się punktem zwrotnym w życiu Arvo Pärta. Był to czas, w którym artysta otwarcie przyznawał się do osobistej wiary w Boga, co spowodowało, że władze go zdyskredytowały. Tworzył w tym czasie jedynie muzykę filmową. W 1968 r. całkowicie zmienił swoją formę tworzenia muzyki i odrzucił wszelkie znane wówczas modernistyczne akcenty, którymi się dotychczas posługiwał. Zaczął tworzyć nowy język muzyki religijnej, niezwykle oryginalny, nazywany dzisiaj „Tintinnabuli”. Nazwa tego nurtu wywodzi się z łacińskich słów „mały dzwonek”, co symbolizuje wewnętrzne wyciszenie, harmonię, spokój i kontemplację. W oczywisty sposób nawiązuje do hesychii (z gr. uciszenie), a więc praktyk medytacyjno-ascetycznych mnichów ze Świętej Góry Athos. Dzisiaj większość utworów tego estońskiego mistrza jest inspirowanych tekstami liturgicznymi i psalmami.  

Dzisiaj, w dniu odebrania tytułu, Arvo Pärt powiedział:

Drodzy przyjaciele, dowód uznania, jakim mnie obdarzacie w jubileuszowym roku odzyskania przez Polskę i Estonię niepodległości, ma dla mnie szczególnie doniosłe znaczenie. Dokładnie 40 lat temu, w roku 1978, miałem zaszczyt być częścią niezwykle ważnego koncertu, który odbył się w ramach Warszawskiej Jesieni (…). To był moment kluczowy dla kształtowania mojego nowego języka muzycznego, języka, który odnalazłem, ale nie wiedziałem jeszcze wówczas, czy zostanie zrozumiany. Dziś natomiast ten krąg się dla mnie domyka. 

Kiedy w listopadzie 2003 r. Arvo Pärt odbierał w Sejnach tytuł „Człowieka Pogranicza”, mówił o wierze w Boga: – Są różne granice, widoczne i niewidoczne (…). Są wypisane w naszych duszach, święte, jak zapowiedzi Boże. Nie kradnij, nie rób bliźniemu, co tobie niemiłe. Najpoważniejsza zapowiedź przyszła bowiem od Chrystusa: miłujcie nieprzyjaciół waszych. To przesłanie przewyższa nasze rozumienie. Widzimy, w jakim stanie znajduje się świat, który nie potrafi sprostać tym słowom – mówił.  

Nie jestem krytykiem muzycznym ani żadnym autorytetem w tej kwestii, jednak utwory Arvo Pärta są dla mnie zawsze najdoskonalszą formą muzycznego sacrum, które są niczym otwarte drzwi, za którymi jest już tylko Wieczność.

Zobacz także
Wasze komentarze