Parasite

Parasite, reż. Bong Joon-ho, fot. CJ Entertainment

Naiwni bogacze i sprytni biedacy. Korea Południowa na wielkim ekranie

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

„Parasite” to film nominowany do sześciu Oscarów. Może zdobyć m.in. nagrodę dla najlepszego filmu roku. Czy warto więc zobaczyć obraz nagrodzony już Złotą Palmą w Cannes?  

To bardzo dalekie skojarzenia. Ale oglądając południowokoreąńskiParasite” przyszły mi na myśl dwa teksty literackie. Pierwszym była powieść Marka Twaina „Książe i żebrak”, w której tytułowi bohaterowie zamieniają się miejscami. Do takie zamiany miejsc trochę dochodzi też w przywołanym filmie – a przynajmniej część bohaterów zajmuje nie swoje miejsca. Drugie skojarzenie poszło w kierunku Hansa Christiana Andersena i baśni „Nowe szaty króla”, w której to tytułowy król wykazuje się ogromną naiwnością i nie zauważa, że obraz otaczającego go świata nie jest prawdziwy – a jest wykreowany przez ludzi. Tak, w „Parasite” także mamy takich naiwnych bohaterów, którzy wierzą w nieistniejącą rzeczywistość… Choć temu filmowi daleko i do powieści Twaina, i do baśni Andersena. Daleko też pewnie do „Pulp Fiction”, „Django” czy „Pewnego razu w Hollywood”. A jednak oglądając ten obraz przyszło mi do głowy na myśl, że go mógłby wyreżyserować Quentin Tarantino. To co zatem zobaczymy w  tym filmie?

„Parasite”, reż. Bong Joon-ho, fot. CJ Entertainment

Znaleźli sobie miejsce… 

Rodzina Kimów zmaga się na co dzień z biedą. Czteroosobowa familia zarabia przede wszystkim na składaniu pudełek do pizzy. Mają dość tej pracy. Dzięki koledze Ki-woo dostaje pracę korepetytora córki bogatego małżeństwa Parków. Zajęcie udaje mu się zdobyć dzięki „drobnemu” oszustwu – siostra pomogła mu sfałszować dokumenty. Ki-woo podaje się więc za studenta. W domu Parków pojawia się jednak nie tylko nowy korepetytor, ale też cała jego rodzina. Chłopakowi udaje się bowiem znaleźć pracę dla swojej siostry (prowadzi zajęcia plastyczne i arteterapię), ojca (zostaje kierowcą) i dla matki (zostaje gosposią). Biedna rodzina Kimów zadomowiła się w posiadłości bogatych Parków. Oczywiście, bez wiedzy bogaczy o więzach łączących swoich nowych pracowników. I oczywiście, bez kompetencji – bo wszyscy sfałszowali swoją przeszłość, zwłaszcza tę dotyczącą doświadczenia zawodowego. To już brzmi absurdalnie – a jednocześnie intrygująco. A to tylko punkt wyjścia do niesztampowej i zaskakującej historii. Do opowieści pełnej zwrotów akcji i „niespodzianek”, które kryje dom b0gaczy… 

O święta naiwności… 

To na pewno film o ludzkiej naiwności. Z zaskoczeniem patrzymy na rodzinę Parków, która bez zawahania przyjmuje każdy kolejny krok Kimów. Nie przychodzi im do głowy, że są bohaterami intrygi szytej bardzo grubymi nićmi. Zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, że stali się kukiełkami, którymi, jak tylko chcą, poruszają sprytni Kimowie. Widzowie o tym wszystkim oczywiście wiedzą, więc mają sporo okazji do tego, żeby wybuchnąć śmiechem. Ale po tej reakcji przychodzi też głębsza myśl. Śmiejemy się z naiwności Parków – a przecież sami często nie jesteśmy lepsi. Ślepo wierzymy i ufamy w to, co widzimy i słyszymy. Jak król z baśni Andersena dajemy się  oszukać otaczającemu nas światu i ludziom. Takich postaw naprawdę nie brakuje. Film Bongo Joon-ho uświadamia nam te prawdę w dość żartobliwy sposób, na pewnym znieczuleniu. Ale gdy to znieczulenie w końcu puści, to powinna w nas zrodzić się gorzka myśl, że często dajemy sobą manipulować. I często też manipulujemy innymi i sprzedajemy im wyimaginowaną wizję świata.

>>> Franciszek: trzeba wyjść do biednych

Parasite, reż. Bong Joon-ho, fot. CJ Entertainment

Społeczeństwo i chciwość 

To też na pewno film o nierównościach klasowych. Mamy dwa fronty – sprytnych biedaków i naiwnych bogaczy. Oczywiście, spryt czy naiwność mogą charakteryzować tak jednych, jak i drugich. To akurat mało istotne. Dużo ważniejsze jest to, że nasz świat – nawet jeśli oficjalnie deklaracje są inne – wciąż mocno opiera się na systemie klasowym. A może nawet kastowym. Przebicie się z jednego do drugiego świata jest prawie niemożliwe. Ba, nawet jak się podejmie taką próbę, to efektem często jest odgrywanie roli, a nie naturalne wejście w grupę. Kimowie chcieliby zmienić swój status społeczny. Ale gdy zostają sami w domu bogaczy, to pokazują, że ich status wcale się nie zmienił. Przypomina im o tym nawet sama natura, gdy wracają do domu i musza walczyć z pewną nietypową „powodzią”. Wtedy też uświadamiamy sobie, że to film o ludzkiej chciwości. W tej tragikomedii to właśnie chciwość rządzi kolejnymi działaniami Kimów. Widzimy, jak raz poruszone trybiki nie chcą się zatrzymać i rozpędzają się. Widzimy, jak jedno kłamstwo, za którym stoi chciwość, pociąga za sobą kolejne, kolejne, kolejne… Ta spirala prowadzi do bardzo dobrego finału!

>>> Korea Południowa: dwa razy więcej katolików niż 20 lat temu

fot. CJ Entertainment

Rodzina, ach rodzina 

To na pewno film dla Europejczyka bardzo egzotyczny. Rzadko mamy okazję zobaczyć filmy produkowane na Dalekim Wschodzie. Dlatego tym bardziej warto przeznaczyć dwie godziny na spotkanie z Parkami i Kimami. Po to, by zobaczyć, jak wiele nas łączy, ale też – co nas różni. Świetnie w obrazie pokazana jest kultura koreańska, tak różna od europejskiej czy polskiej. Mamy okazję zobaczyć kawałek nieznanego nam świata. Owszem, filmy z Hollywood często choćby na chwile skręcają w tę stronę świata. Ale póki są filmami z Hollywood – to przedstawiają perspektywę świata zachodniego. Tymczasem tutaj widzimy Koreę oczami reżysera koreańskiego. To wartościowe, zwiększające naszą perspektywę spojrzenie. Mnie najbardziej zaskoczyło… poczucie humoru! Stereotypowo bliskowschodnie kultury często postrzegamy jako bardzo zimne, „sztywne”, bez poczucia humoru. Tymczasem, Bong Joon-ho pokazuje, że Koreańczycy mają naprawdę ciekawe, często absurdalne, poczucie humoru. Że są bardzo zdystansowani do otaczającej ich rzeczywistości. Najlepiej podkreśla to chyba scena, w której bohaterowie… parodiują reżimowe wiadomości z Korei Północnej! Sporo możemy tez dowiedzieć się o rodzinności Koreańczyków. Zarówno pełna dysfunkcji i patologii familia Kimów, jak i „perfekcyjna” Parków, na swój sposób pokazują, że warto trzymać się rodziny. To w życiu rodzinnym tkwi siła – i to z członkami rodziny możemy najwięcej zdziałać. Choć, może niekoniecznie muszą to być działania w stylu Kimów 

Parasite, reż. Bong Joon-ho, fot. CJ Entertainment

Czy będzie Oscar? 

Swoją premierę film Parasite” miał w maju zeszłego roku podczas festiwalu w Cannes. Obraz podczas francuskiej imprezy zdobył najważniejsze wyróżnienie – Złotą Palmę. Lista sukcesów jest znacznie dłuższa, a zamykają ją nominacje do sześciu Oscarów. Koreański film jest 11 obrazem nieanglojęzycznym w historii, który zdobył nominację w kategorii najlepszy film. I, trzeba przyznać, nie jest w tej konkurencji bez szans! A Oscara dla filmu międzynarodowego  to twórcy „Parasite” mają już prawie w kieszeni. Bo trzeba przyznać, że to naprawdę świetne kino. Przede wszystkim – to kino rozrywkowe, które tej etykiety „rozrywkowości” się nie wstydzi. Na seansie „Parasite” widz ma się po prostu dobrze bawić – naprawdę po tym filmie chyba nie da się być niezadowolonym. Świetne kino i czysta rozrywka. A potem… refleksja o naszej ludzkiej, często bardzo pokiereszowanej kondycji. I nagle zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo gorzki jest nasz śmiech… I chcemy zapytać o własna chciwość. Miłego seansu! 

Zobacz także
Wasze komentarze