Po co nam Boże Narodzenie?

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Czy współczesny człowiek jest w ogóle w stanie uznać Boga? Czy te dwa światy – ludzki i Boski – da się jakoś pogodzić?

Zadaniem chrześcijanina jest podejmowanie wyzwań, trudności i szans, jakie przynosi życie. Chrześcijaństwo powinno przekładać się na codzienność w sposób bardzo konkretny i namacalny.

Czasami można zauważyć tendencję, aby oddzielać wiarę od „nowoczesnego myślenia”. Ale bardziej ewangeliczne jest przyjęcie człowieka ze wszystkim, co składa się na jego życie. A więc historią, strukturami i przemianami społecznymi, kulturą, językiem. Ewangelia musi więc być wciąż na nowo „wcielana”, na podobieństwo Wcielenia Jezusa, w taki świat, jaki jest zastany.

Pod koniec XX w. panowało przekonanie, że decydującym czynnikiem naszej epoki będzie pragmatyczny konsumpcjonizm. Bez wątpienia takie zjawisko dziś istnieje. Jednak nie przewidziano powrotu do sacrum, nawet jeśli wyrażał się on tylko na poziomie substytutów metafizyki i mistyki w nurcie New Age. Mentalność kształtowana w kręgu wpływów postmodernizmu istotnie rzutuje na sposób przeżywania otwarcia na Boga.

Człowiek współczesny, ukształtowany przez postmodernistyczne wizje czasu, przestrzeni, zwątpienia w możliwość poznania prawdy, poczucie tymczasowości, osamotnienia, obietnice zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb przez konsumowanie wciąż nowych dóbr materialnych i metafizycznych, często odkrywa w sobie pewną niezaspokajalną tęsknotę. Drogą do odkrycia spełnienia i sensu w świecie, który wydaje się być zupełnym chaosem, może być odkrycie obecności Boga w każdym momencie i miejscu codzienności. Obecności, która nie jest obca codzienności, oddzielona od niej, ale która realizuje się poprzez ową zwyczajność i szarość. Która nie wymaga porzucenia życia, pracy, obowiązków, ale przez przyjęcie w ten sposób wcielonego w codzienność Boga staje się Jego przebywaniem i przemienianiem tej rzeczywistości, w której człowiek żyje. Codzienność nie jest wówczas zbędnym balastem, ale drogą do wzrostu duchowego i świętości.

On – Bóg – wszedł w naszą codzienność. W takie życie, takie okoliczności, jakie zastał. Przyjął współczesny Mu język, sytuację społeczną, nawet narodziny w ubogiej grocie. Dlatego nie bez powodu możemy mówić o tym, że Bóg wciąż mieszka w naszej codzienności i tam możemy Go spotykać, poznawać, uwielbiać.

Drogą do świętości jest też dobre wypełnianie obowiązków i podjętych zobowiązań. Odkrywanie Chrystusa w codzienności, uczenie się od Niego miłości nie może i nie powinno pozostać bez echa w relacji do drugiego człowieka. Najdoskonalsza modlitwa szuka obecności Chrystusa i znajduje Go w każdym ludzkim sercu, bo każde ludzkie oblicze jest ikoną Chrystusa. Możemy więc kontemplować Chrystusa i Boga w człowieczeństwie.

Może już teraz spójrzmy na świat inaczej. Spróbujmy dostrzec Boga, który jest z nami. Boże Narodzenie nie musi być festiwalem komercji, galerii handlowych i popisów kulinarnych, nie musi wpisywać się w postmodernistyczne nurty. Możemy – i jako chrześcijanie powinniśmy to przekraczać. Bo jest to wielkie święto Obecności. Kiedy możemy przyjąć Boga do swojego serca. Także tego Boga, który przychodzi do nas w drugim człowieku. Nawet jeśli jego życie jest jak uboga grota. Albo nie tyle bogate, co zagracone. On to wszystko przyjmuje i nie rezygnuje z tego, by być z nami. Bądźmy jak Bóg.

fot. pekka.jarvelainen/flickr.com

Po co nam Boże Narodzenie?
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze