pielgrzymka

cathopic

Nie doceniamy pielgrzymki. Kilka szczerych myśli ze szlaku 

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Kościół stopniowo abdykuje z różnych społecznych płaszczyzn. Wśród nich jest i ta od lat szczególnie mi bliska, której, mój Kościół, zwłaszcza lokalny, zdaje się specjalnie nie doceniać. Może być to duży błąd. Spadek popularności pielgrzymowania wspólnotowego wcale nie musi oznaczać braku zainteresowania szlakiem pątniczym w ogóle. 

Suche fakty pokazują, że zainteresowanie pielgrzymowaniem znacząco spada. Dziś w grupach kolorowych, promienistych i rowerowych archidiecezji gnieźnieńskiej (bo w tej diecezji chodzę na pielgrzymi) na szlak wyrusza nieco ponad 1000 osób. Jeszcze na początku wieku ta liczba była dwu- czy nawet trzykrotnie wyższa.  

Mówmy na poważnie o przewodnikach 

W pielgrzymowaniu na Jasną Górę osiągnąłem w tym roku pełnoletniość. Dlatego właśnie daję sobie samozwańczy mandat do oceny rzeczy. Otóż – i będzie to zarzut dla niektórych pewnie bolesny – sądzę, że pielgrzymka nie jest dziś traktowana przez jej głównych organizatorów z należytą powagą. 

Skąd ta opinia? Najbardziej niezrozumiały jest dla mnie brak wsparcia dla grup, które borykają się z brakiem przewodnika. Od kilku lat niemal co roku słyszymy o tym, że jakaś grupa promienista nie wychodzi na szlak, ponieważ nie ma kto z nimi iść. Jestem w stanie zrozumieć niechęć bądź po prostu brak możliwości pójścia w drogę przez nowego proboszcza/wikarego, ale nie wierzę, że w całej archidiecezji nie znalazłby się kapłan, który mógłby zostać tymczasowym przewodnikiem grupy. Sam znam byłych pielgrzymów, obecnie proboszczów, którzy za pielgrzymką wyraźnie tęsknią. 

pielgrzymka

cathopic

Stracone okazje? 

Trudno jest mi też zrozumieć, dlaczego nie wykorzystuje się tej okazji do katechetycznej, ale też obywatelskiej edukacji. Na szlaku spotykają się ludzie o bardzo różnych charyzmatach i poglądach, poszukują na nim swojej życiowej drogi. Co więcej, w pielgrzymce naprawdę uczestniczą nie tylko uczniowie, studenci, nauczyciele i emeryci – jest szereg ludzi, którzy poświęcają lwią część swojego urlopu. Owszem, chcą wytchnienia w Bogu, odpoczynku, ale dążą też do poznania odpowiedzi na nurtujące ich pytania, pragną lepiej Kościół, podzielić się tym, co o nim myślą. Szlak temu wyraźnie sprzyja. 

Tymczasem na miejscu otrzymują konferencje, które nieraz ciągną się jak flaki z olejem, są nierówne językowo i merytorycznie do tego stopnia, że przewodnicy często chętnie zastępują je zarejestrowanymi i publikowanymi w różnych serwisach internetowych konferencjami znanych kaznodziejów. Uczciwie mówiąc, dla mnie też nie jest to najlepsze rozwiązanie. Wolę, gdy przewodnik zada sobie trud samodzielnego przygotowania konferencji czy homilii. Wiem jednak, że niektórzy są świadomi tego, że nie mają talentu do głoszenia i wybierają rozwiązanie ich zdaniem lepsze dla słuchaczy.  

Kuriozalną nazwałbym zaproponowaną nam w tym roku lekturę duchową, zbiór opowieści, których język i styl sugerowały, że jest ona adresowana nawet nie do młodzieży, a do dzieci. I w tym przypadku przewodnik naszej grupy odpuścił nam po pierwszym dniu słuchania kolejnych jej części, co nie tylko ja przyjąłem z ulgą. 

pielgrzymka

cathopic

Milczenie Wędrowców 

Zdaje się, że niewielu dostrzega to, co w kilku prostych słowach ujął niedawno o. Maciej Biskup OP: Bombardowani słowami i obrazami, potrzebujemy minimalizmu w wyrazie wiary. Trzeba wręcz ograniczyć szukanie – bo są tacy, którzy jeśli nie idą w pielgrzymce, to są na rekolekcjach albo przeczesują YouTube’a w poszukiwaniu kolejnych konferencji; żyją na ciągłym religijnym haju. Żeby doświadczyć oczyszczenia, trzeba to zostawić („Milczenie Wędrowców”, Maciej Biskup, Maciej Müller, Tygodnik Powszechny nr 32/2019). 

Czasem odnoszę wrażenie, że tak bardzo zapatrzyliśmy się w nowoczesność, nowe media, tak bardzo chcemy nadążyć za zmieniającym się światem, że nie zauważamy,  młodzi ludzie wcale tego nie oczekują (albo nie tylko tego). Zresztą, nawet gdyby było inaczej, prawdopodobnie nie mamy potencjału by wygrać wyścig na filmiki, vlogi itp. Mamy za to idealną okazję, by na szlaku bliżej poznać pielgrzymów, przyjrzeć się temu, jacy są, zapytać czego poszukują, dlaczego chcą pielgrzymować. Mamy wielką, czasem wręcz niepowtarzalną szansę, by konglomerat ludzi zaangażowanych i poszukujących – różnych przekonań i charyzmatów –  potraktować poważnie. Wystarczy ograniczyć wtórność i trochę bardziej się przyłożyć. 

Zrobił to niewątpliwie abp Wojciech Polak podczas mszy św. kończącej tegoroczną pielgrzymkę. MówiłMożna bowiem iść, nic ostatecznie nie widząc i niczego, zwłaszcza w sobie nie zauważając. Można pielgrzymować, choć w rzeczywistości tak niewiele w nas to zmienia. Można, bo jesteśmy przecież wolni i od tego, czy – jak zmożeni snem uczniowie Jezusa – i my się po drodze ockniemy, czy się i tym razem jakoś ocknęliśmy, będzie teraz tak naprawdę zależało, czy i w nas, w każdej i w każdym z nas dokonała się na pielgrzymce przemiana. W prostych i subtelnych słowach prymas Polski powiedział o wyzwaniach i zmaganiach, przedstawił istotę pielgrzymowania, którą jest przecież nieustanne poszukiwanie. 

pielgrzymka

cathopic

A jednak idą…  

Łatwo jest mówić (bo wiele w tym prawdy), że czasy się zmieniają, coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, zmniejszają się więc i grupy pielgrzymkowe. Gdy jednak zauważymy, że odwrotna tendencja dotyczy osób pielgrzymujących samotnie, np. do Santiago de Compostela czy do Ziemi Świętej, że nieraz są to ludzie niewierzący, a zwykle ci, którzy mają odwagę nazwać się poszukującymi, to powyższa odpowiedź odrobinę się nadwątla. A kiedy dodamy do tego fakt, że bardzo powoli, ale jednak systematycznie w skali kraju, liczba pielgrzymów się zwiększa, to pozostanie nam już tylko taki argument, że akurat nasza część kraju jest nieco bardziej zlaicyzowana. 

Może być więc tak, że przegapiliśmy moment, w którym potrzeby ludzi zmieniły się. Gwałtownymi, nienaturalnymi ruchami próbujmey dziś nadrobić stracony czas. To zrozumiałe, że rozwiązań się poszukuje i nie zawsze dokonuje się trafionych wyborów. Trudno jednak, by wybory były celne, gdy z pobłażaniem traktuje się tych, którzy są rdzeniem pielgrzymki, a więc samych pielgrzymów. 

Jeszcze jedna rzecz 

Pielgrzymi, jako „czytelny znak wędrującego Kościoła”, idą między ludzi. Już dziś zdarza się, że spotykają nas ze strony różnych osób mało przyjemne komentarze i obelgi. Nie ma się też co łudzić, że będzie lepiej – kwestią czasu jest, gdy spotkają nas reakcje zbliżone do tych, którymi uraczyli niosący na sztandarach Pana Boga narodowcy i kibole uczestników Marszu Równości w Białymstoku. Miejcie to na uwadze, Drodzy Biskupi i Księża, gdy będziecie układali kolejne homilie i konferencje, nie tylko na pielgrzymkowy szlak. 

Nie doceniamy pielgrzymki. Kilka szczerych myśli ze szlaku 
6 (100%) 3 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze