fot. arch. prywatne o. Artura
O. Artur Pawlak OMI: moją pasją jest prawda [Oblaci z pasją]
Kiedy myślimy o pasji, najczęściej przychodzą nam do głowy konkretne zainteresowania: muzyka, sport, podróże czy spotkania z ludźmi. O. Artur Pawlak OMI przyznaje jednak, że samo słowo „pasja” nie do końca pasuje do tego, co od lat go fascynuje. Już jakiś czas temu doszedł do wniosku, że wszystkie te zainteresowania łączy jedno – poszukiwanie prawdy.
– Nie podoba mi się sama nazwa „pasja”. Według mnie pasja jest czymś, co cię tak zajmuje, że kiedy zaczynasz to robić, to nic innego nie ma znaczenia. To coś, co cię pociąga, na czym chciałoby się spędzać czas, dużo o tym myśleć i to rozwijać. Ja czegoś takiego nie odkrywam. Ale gdybym sobie poskładał wszystkie rzeczy, które w wielu dziedzinach gdzieś mnie pociągają, to wydaje mi się, że takim właściwym określeniem mogłaby być prawda. Moja pasja to prawda – mówi o. Artur Pawlak OMI.
Jak zauważa, fascynacja prawdą towarzyszyła mu właściwie od dzieciństwa. Szczególne znaczenie miały dla niego rozmowy z ludźmi i słuchanie ich historii. Wspomina swojego dziadka, z którym mieszkał i który opowiadał mu między innymi o doświadczeniach wojennych.
– Fascynowało mnie to i zawsze jakoś pociągało, kiedy ktoś opowiadał o swoich przeżyciach, które może nie były łatwe, ale w tych opowieściach była prawda i była jakaś wartość.
Prawda z muzyce
Drugim ważnym elementem zainteresowań oblata jest muzyka. Choć sam na niczym nie gra, od dzieciństwa był otoczony muzyką. Jego tata i dziadek grali na instrumentach, a melodie, które słyszał jako dziecko, zostały z nim na lata.
– Lubiłem zawsze dźwięk gitary, ale też dźwięk akordeonu i harmonii. Dziadek już nie żyje, ale grał, odkąd pamiętam, a jego melodie często wchodziły mi do głowy.
Ojciec Artur podkreśla, że również w muzyce najbardziej interesuje go autentyczność. Nie chodzi wyłącznie o estetykę czy gatunek, ale o to, czy artysta rzeczywiście przekazuje coś, co sam przeżył.
– To, co pociąga mnie w muzyce, to jest prawda. Estetyczne rzeczy też oczywiście są ważne, ale najważniejsze jest to, co artysta przekazuje. Zawsze łatwo zauważyć, czy to, o czym śpiewa artysta jest „jego”, czy on to przeżył, czy przez to przeszedł.
Dlatego muzyczne zainteresowania misjonarza są bardzo różnorodne. Jak sam żartobliwie mówi, ma w tej kwestii swoją „schizofrenię muzyczną”. W zależności od nastroju sięga po zupełnie różne gatunki. Od muzyki poważnej, klasycznej, przez metal, po mocniejszy rock.
Szczególną uwagę zwraca na teksty piosenek. To dlatego interesował się między innymi rapem, w którym szukał prawdziwych historii i doświadczeń. Ceni również artystów, których teksty nie są banalne ani oczywiste.

– Dużą uwagę zwracałem i wciąż zwracam na teksty. Dlatego też w rapie szukałem jakichś historii, które może są cięższe, ale za to prawdziwe i z których coś wynika. Tak samo jest w innych gatunkach. Na przykład teksty Kaśki Sochackiej nie są banalne i oczywiste. Dla mnie coś jest albo prawdziwe, albo nie.
Wstąpienie do zakonu nie oznaczało dla ojca Artura rezygnacji z tych zainteresowań. Przyznaje, że w pierwszych latach życia zakonnego miał mniej kontaktu z ludźmi, jednak samo poszukiwanie prawdy pozostało ważną częścią jego życia. Bo poszukiwanie prawdy dobrze współgra z życiem zakonnym i kapłaństwem. W pracy z ludźmi oznacza to także gotowość do słuchania ich historii, również tych trudnych.
Co ciekawe, jedną z dawnych fascynacji oblata były również sporty walki. Najpierw interesował się boksem, później konfrontacjami różnych sztuk walki, które zaczęły pojawiać się w Polsce. Ostatecznie jednak właśnie z tego zainteresowania zrezygnował.
– Do dziś uważam, że w tym sporcie jest jakieś piękno techniki i wymaga to rzeczywiście dużo pracy, ale jest też zgrzyt moralny, jeśli chodzi o podejście do swojego zdrowia i życia, bo jest to mocno inwazyjne i niebezpieczne.
Ważna część drogi
– Pasja i zaangażowanie mogą, a nawet powinny zbliżać do Pana Boga. Jeżeli jest jakieś dobro, prawda czy piękno, w którym ktoś się odnajduje, w którym się buduje i rozwija, to jak najbardziej może go to zbliżać do Pana Boga.
Ojciec Artur zaznacza przy tym, że posiadanie własnych zainteresowań nie powinno być przywilejem osób zakonnych. Jego zdaniem każdy człowiek potrzebuje przestrzeni, w której może się rozwijać.
– Nie tylko zakonnik powinien mieć coś swojego i swoje zainteresowania. Powinien je mieć każdy. Nigdy nie powinno być tak, że wszystko skupia się tylko na powtarzaniu jednego schematu i robieniu wciąż tych samych rzeczy.
Jak mówi, dotyczy to zarówno życia zakonnego, jak i małżeństwa czy codziennego życia. Jeżeli coś człowieka rozwija, może stać się ważną częścią jego drogi.
Tekst: Karolina Binek
fot. Karolina Binek/misyjne.pl, arch. o. Artura Pawlaka OMI
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Rosja i Ukraina zdecydują się na „ograniczone zawieszenie broni”?
Caritas Polska wspiera poszkodowanych w wojnie, także pomocą psychologiczną





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny