fot. arch. OMI

fot. arch. OMI

Ojciec Mariusz Kasperski OMI: myśl o byciu biskupem była dla mnie nierealna [ROZMOWA]

19 sierpnia o. Mariusz Kasperski OMI, pracujący od trzydziestu lat na Madagaskarze, został mianowany biskupem pomocniczym archidiecezji Toamasina. Kilka dni po tej nominacji opowiada, czy była dla niego dużym zaskoczeniem, gdzie dzisiaj jest jego dom i jakim biskupem chciałby być.

 Karolina Binek  (oblaci.pl): Wyjeżdżając na Madagaskar, spodziewał się Ojciec kiedyś, że może zostać biskupem?

Ojciec Mariusz Kasperski OMI: – Absolutnie nie. Takie myśli były w ogóle nieobecne. Pamiętam mój wyjazd na Madagaskar w 1995 roku z biskupem Markiem Ochlakiem OMI. To była wielka wyprawa w nieznane. Świat misyjny był wtedy jeszcze bardzo daleko, nie było takich środków komunikacji jak dzisiaj – WhatsApp, Messenger czy telefony, z których można byłoby korzystać w taki sposób jak obecnie. To była rzeczywiście wyprawa w nieznane, która z czasem rozjaśniła się poprzez spotkania z dobrymi ludźmi tutaj, na Madagaskarze. Ale myśl o byciu biskupem była dla mnie absolutnie nierealna.

Zatem jaka była pierwsza myśl, kiedy Ojciec dowiedział się, że zostanie biskupem?

– Wielkie emocje, naprawdę wielkie emocje. To się stało podczas kolacji, którą akurat jadłem z pięcioma wolontariuszami z Polski. Byli to wolontariusze, którzy przez dwa tygodnie uczyli języka angielskiego i francuskiego w mojej parafii. Chciałem być wtedy przede wszystkim z nimi, a tymczasem otrzymałem telefon z nuncjatury apostolskiej z informacją o nominacji biskupiej. Pojawiły się wielkie emocje. Zacząłem myśleć o tym, czy sobie poradzę, szczególnie z moim kruchym zdrowiem i problemami z kręgosłupem. Nie miałem pojęcia, jak to będzie wyglądało w przyszłości. Poprosiłem więc o godzinę na odpowiedź, czy przyjmuję nominację.

I odpowiedź pojawiła się od razu, czy też rzeczywiście potrzebował Ojciec tej godziny?

– To była duchowa walka w związku z tym, co ludzkie i słabe we mnie, z wszystkimi problemami dotyczącymi zdrowia. Był też strach przed tym, jak sobie poradzę jako misjonarz z Polski we współpracy z księżmi urodzonymi już na Madagaskarze. Myślałem o wielkich dystansach, które trzeba pokonać, żeby dotrzeć do wszystkich misji diecezji. Jednocześnie myślałem o tych wszystkich oblatach, którzy od 1980 roku pracowali na Madagaskarze. Bardzo wielu z nich straciło zdrowie, a niektórzy również życie. Pomyślałem wtedy, że może jest to również jakieś podziękowanie za pracę oblatów. Zostałem mianowany biskupem pomocniczym diecezji Toamasina, która jest naszą diecezją, pierwszą diecezją oblatów i miejscem, gdzie pracuje ich najwięcej. Powiedziałem: „Boże, ufam Tobie” i oznajmiłem, że przyjmuję nominację.

fot. arch. o. Mariusza Kasperskiego OMI

Tę nominację Ojciec bardziej traktuje jako zwieńczenie swojej historii na Madagaskarze, czy jako zupełnie nowy etap?

– Rozpocząłem pracę w nowej parafii, tworzę Parafię świętego Eugeniusza de Mazenoda na peryferiach miasta. To miejsce zgodne z charyzmatem oblatów, miejsce ludzi w różny sposób opuszczonych, którymi nie opiekuje się państwo, a którym chcieliśmy zapewnić godne życie. Myślałem, że będę w tej parafii do końca moich dni na Madagaskarze. Chciałem powiększać Kościół, budować dom i szkołę. Później przyszedł taki zimny prysznic, którym był cyklon, który zniszczył to, co zbudowaliśmy. I właśnie w tym całym rozczarowaniu po cyklonie przyszła nominacja na biskupa. Dlatego traktuję ją jako dalszy ciąg tej pracy, którą podejmowałem na różnych etapach w zgromadzeniu: w domu formacyjnym, w nowicjacie, jako superior i jako proboszcz parafii. To jest dalszy ciąg, tylko w większym wymiarze i z większą odpowiedzialnością.

Co doświadczenia zdobywane przez lata na Madagaskarze nauczyły Ojca o mieszkańcach tego kraju i o wierze Malgaszy?

– Chrześcijaństwo jest czymś, co potrzebuje czasu. A Malgasz jest człowiekiem, który żyje w społeczności. W tej społeczności wzrasta, dojrzewa i tam jest akceptowany. To jest dla niego bardzo ważne. Staramy się więc, żeby wzrost we wspólnocie chrześcijańskiej i w ludzie Bożym wiązał się z przywiązaniem do Jezusa, do jego dobroci, opieki i miłosierdzia. Jednocześnie, podkreślając tę Bożą strukturę Kościoła, chcemy prowadzić ludzi do odpowiedzialności i zaangażowania. Moi parafianie bardzo często powtarzali mi: „Proszę ojca, nasza wiara jest mała”. Myślę, że wiąże się to również z trudnym życiem i pewnym poczuciem opuszczenia społecznego. Pamiętałem o tej kruchej wierze moich parafian. Dlatego wkładałem wysiłek w nauczanie, ale również w pomoc charytatywną poprzez pomoc nauczycielom, dożywianie dzieci czy pomoc w innych nieszczęściach, także po cyklonie. Chodziło o to, żeby to poczucie kruchej wiary nie zostało całkowicie zburzone, ale żeby różne czynniki, również te charytatywne, pomogły w jej umocnieniu.

Gdzie jest dzisiaj Ojca dom? W Polsce czy na Madagaskarze?

– Na Madagaskarze jest już bardzo niewielu polskich misjonarzy oblatów. Kilku również opuściło Madagaskar, głównie z powodów zdrowotnych czy z powodu potrzeby opieki nad rodzicami. Moim marzeniem było pracować na Madagaskarze jak najdłużej, dopóki zdrowie mi pozwoli. Na pewno chciałbym być pochowany na Czerwonej Wyspie. Nie wiem, jak ta przyszłość się potoczy. Do Polski zawsze wracam z radością i jest to czas dla mnie bardzo wzruszający. W Polsce jest moja rodzina, są groby moich bliskich i groby oblatów, którzy przygotowywali mnie do kapłaństwa. A na Madagaskarze są ludzie, za których czuję się odpowiedzialny. Kocham ich, czasami się na nich denerwuję, ale ich kocham. Dlatego, chociaż w Polsce wciąż są ważne dla mnie osoby i miejsca, to na Madagaskar chcę zawsze wracać.

Jakim biskupem chciałby Ojciec być?

– Biskup ma być ojcem. Biskup niewiele zrobi, jeśli nie będzie ojcem. Jednocześnie wymagający biskup nie może tolerować zaniedbań. Zawsze musi wymagać od księży gorliwości i dawania siebie ludziom, tak jak Jezus. Bardzo chciałbym się uśmiechać. Bardzo chciałbym, żeby wiara pomogła ludziom w parafiach zmieniać je na lepsze, również jeśli chodzi o czystość i porządek. Chciałbym prosić o poszanowanie dobra wspólnego. Zauważam, że w parafii jest to wielkim problemem. Chodzi o wszystkie sprzęty i budynki, o to, żeby ludzie czuli, że to jest moje i że jestem za to odpowiedzialny. Chciałbym również troszczyć się o ojczyznę, o Madagaskar i o dobro natury na Czerwonej Wyspie, która cały czas coraz bardziej staje się pustynią, tak jak wyspa Haiti. To są moje pragnienia. I wiem, że źródłem tego wszystkiego jest modlitwa. Jako proboszcz wieczorem chodzę po podwórku, odmawiam różaniec, koronkę do Bożego miłosierdzia i brewiarz. To jest taki czas, kiedy kościół i biuro parafialne są już zamknięte i mam więcej czasu dla siebie. Jako biskup na pewno chcę mieć też oczywiście czas na modlitwę. A jednocześnie o tę modlitwę w mojej intencji bardzo proszę innych. Bo Bóg wybrał to, co słabe. Już od czasów nowicjatu mam częste infekcje, problemy z kręgosłupem, a nawet protezę biodra. A mimo to wierzę, że skoro Bóg powołał mnie do tej posługi, to da mi również siłę, by ją podjąć.

Rozmawiała Karolina Binek

Fot. arch. o. Mariusza Kasperskiego OMI

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze