Fot. youtube.com

Pochwała zwykłego życia 

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

„Roma” Alfonso Cuaróna to film wybitny. Nie jest to kino, w którym wiele się dzieje. Akcja jest powolna, a mimo to człowiek z ogromnym zaangażowaniem śledzi losy meksykańskiej sprzątaczki.

To, co właśnie robię, jest bardzo niepoprawne politycznie. Znamy już tegoroczne nominacje do Oscarów, najważniejszych nagród w branży filmowej (co wcale nie znaczy, że zawsze wygrywają najlepsi). Wiemy, że aż trzy nominacje zdobyła „Zimna wojna” – czarno-biały polski film z Joanną Kulig w roli głównej. Wszyscy kibicujemy temu obrazowi w walce o statuetki. Tymczasem ja właśnie chcę napisać o „Romie” – meksykańskim filmie, który jest bezpośrednim konkurentem polskiego obrazu. I trzeba przyznać, że jest to konkurent wybitny.

Zwykłe życie 

„Roma” to przede wszystkim apoteoza zwykłości, codzienności. Nasze życie na co dzień nie opiera się na pościgach czy spektakularnych zwrotach akcji. I to właśnie pokazuje najnowsze dzieło meksykańskiego reżysera. Obserwujemy zwykłe życie sprzątaczki w domu bogatych Meksykanów. Niespiesznie przypatrujemy się kolejnym zadaniom, które stawiają przed nią pracodawcy. Widzimy, jak Cleo czyści podłogi, sprząta psie kupy czy czule opiekuje się dziećmi. Często tęsknimy za czymś spektakularnym w naszym życiu. Tymczasem „Roma” chce nam przypomnieć, że zwykłe życie też ma wiele barw i – pomimo rutyny – dzieje się w nim naprawdę wiele. Choć film jest czarno-biały, to aż kipi od wielu kolorów codzienności.

Film o nadziei

To także film o nadziei. Cleo na co dzień sprząta. Spotykają ją różne, trudne doświadczenia. Chłopak, z którym zaszła w ciążę, porzuca ją. Dziecko rodzi się martwe. Dziewczyna się nie załamuje, tylko żyje dalej. Bo codzienność polega na tym, że po nocy przychodzi dzień. Trzeba na nowo się obudzić i po prostu żyć. Czasem niełatwo jest zostawić za sobą minione wydarzenia, ale trzeba to zrobić właśnie w imię życia. Doświadczona przez życie Cleo potrafi też w chwili próby wykrzesać w sobie ogromne pokłady energii. Sprzątaczka nie umie pływać, a pomimo to ratuje topiące się dzieci swoich pracodawców. Udowadnia, że łączy ją z nimi nie tylko więź zawodowa, ale przede wszystkim ludzka. Pochodzą z różnych warstw społecznych, a jednak tworzą rodzinę i niezwykłą przyjaźń.

Mocne kobiety 

Ciekawą relację Cleo ma też ze swoją pracodawczynią. Kobieta w wielu momentach jest oschła, chłodna. Mimo to czujemy, że sprzątaczka nie jest jej obojętna. Wielokrotnie pokazuje, że zależy jej na tej dziewczynie. Nie na sprzątaczce, ale przede wszystkim na osobie. Na członku rodziny. W ogóle „Roma” to film pokazujący moc kobiet. Mężczyźni odchodzą dla rozrywki lub ze strachu. Zaczynają nowe życie. Porzucone kobiety nie poddają się i walczą o codzienność. Są w tej walce razem, wspierają się.

Roma

Fot. youtube.com

Delikatność

„Roma” to film bardzo skromny, oszczędny w środkach. Zdjęcia są czarno-białe, ograniczona jest też warstwa muzyczna. Dzięki temu widz skupia się na tym, co najważniejsze w tym obrazie – na bohaterach i ich wzajemnych relacjach. Jednocześnie, oglądając „Romę” właściwie zapominamy, że w tym filmie brakuje koloru. Tak bardzo wciągamy się w historię Cleo, że ten biało-czarny świat zaczynamy odbierać bardzo naturalnie. Dodanie barw mogłoby źle wpłynąć na cały film. „Roma” to też film, który zaskakuje tym, że już się kończy. To już? – taka myśl przemknęła mi na początku napisów końcowych. To obraz, w którym koniec przychodzi niepostrzeżenie, tak jak niepozorna jest cała akcja filmu.

Wyścig po Oscary

„Roma” ma szansę na dziesięć Oscarów, „Zimna wojna” na trzy statuetki. Choć sercem powinienem być przy dziele Pawlikowskiego, to trudno nie docenić obrazu Cuaróna. Dlatego będę się cieszył z wyróżnień dla obu filmów. Jestem przekonany, że przynajmniej w trzech kategoriach (film nieanglojęzyczny, zdjęcia i reżyseria) nagrody trafią do twórców właśnie tych dzieł. A „Roma” może też z sukcesem powalczyć o inne Oscary. Także o tego najważniejszego – dla najlepszego filmu roku.

Zobacz także
Wasze komentarze