Dzień legalnych fejków

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Tego, że 1 kwietnia należy być nadzwyczaj czujnym, uczymy się całe życie. Radio, telewizja, Internet, rodzina, znajomi, a nawet nieznajomi – wszyscy wkoło są podejrzani.

Wiosną 1976 r. radio BBC2 podało sensacyjną wiadomość. Obecny w studio astronom zapowiedział wystąpienie niezwykle rzadkiego zjawiska. Oto o 9.42 Pluton miał się znaleźć dokładnie za Jowiszem, na skutek czego przewidywano, że grawitacja Ziemi zdecydowanie osłabnie. Jeżeli człowiek podskoczyłby w chwili tego przejścia – twierdził naukowiec – doświadczyłby uczucia lotu. Już o 9.43 rozdzwoniły się telefony, ludzie opisywali swoje poczucie oderwania się od ziemi, z zapartym tchem opowiadali o niezwykłych przeżyciach. Być może nie byłoby w tym nic podejrzanego, gdyby nie fakt, że do owego niezwykłego wydarzenia miało dojść 1 kwietnia.

Tego, że 1 kwietnia należy być nadzwyczaj czujnym, uczymy się całe życie. Radio, telewizja, Internet, rodzina, znajomi, a nawet nieznajomi – wszyscy wkoło są podejrzani. Często ważniejsze niż to, by kogoś wkręcić staje się to, by samemu nie zostać wkręconym. A całe kwietniowe szaleństwo zaczęło się dawno, dawno temu. Jedni mówią, że zwyczaj ów ma związek z greckim mitem o Demeter i Persefonie. Persefona miała zostać porwana do Hadesu właśnie na początku kwietnia, a szukająca jej matka została zwiedziona przez echo głosu córki. Rzymianie pielęgnowali analogiczną historię związaną z boginią Ceres. Jej córka również miała zostać porwana, a poszukująca jej Ceres oszukana.

Podczas obchodów świąt ku czci Ceres, Wenus i Fortuny, które wypadały w kwietniu, blisko siebie, Rzymianie pozwalali sobie na różne żarty i przebieranki.  I takie – zdaniem niektórych – były początki kwietniowych wygłupów. Inni podkreślają, że – mimo iż rzeczywiście w wielu miejscach na świecie kwietniowe daty sprzyjały dowcipom – ostatecznie Prima Aprilis zaczęto obchodzić we Francji (dopiero) w 1564 r. Równocześnie w wielu krajach Europy wierzono, że 1 kwietnia to czas, kiedy duchy zaczynają się mścić na żywych i sprowadzać nieszczęścia. Być może dlatego chrześcijaństwo wiązało ten dzień z narodzinami Judasza Iskarioty, łącząc go tym samym z kłamstwem, obłudą i fałszem.

Do Polski zwyczaj „świętowania” Prima Aprilis dotarł w XVI w. i w praktycznie niezmienionej formie jest obchodzony do dzisiaj. W krajach anglojęzycznych dzień ów nazywany jest „Dniem Głupców”, we Francji „Dniem kwietniowej ryby”, w Szkocji 1 dzień kwietnia znany jest jako „Polowanie na głupca”, na Litwie jako „Dzień kłamcy”, a w Portugalii – „Dzień kłamstwa”.

W Rosji ten szczególny czas nosi nazwę „Dnia śmiechu”. Pierwszy okolicznościowy żart miał tam mieć  miejsce w 1703 roku. Wtedy to zaproszono mieszkańców Moskwy na „niesłychane przedstawienie”. Kiedy ludzie przybyli na wskazane miejsce, uniosła się kurtyna odsłaniając napis „Pierwszy kwietnia – nie wierz nikomu!”.

Przez kolejne lata, wieki, tysiąclecia natura człowieka się nie zmieniła, zmieniły się tylko środki wyrazu. Nowe technologie pozwalają na coraz bardziej wysublimowane żarty, które czasem – bez specjalistycznej wiedzy – bardzo trudno jest zdemaskować.

W 1998 r. internetowe wydanie czasopisma „Nature” ogłosiło odkrycie skamieniałości smoków. Informacja pojawiła się w artykule o ewolucji ptaków, w którym ogłoszono, że w Północnej Dakocie odkryto niemal kompletny szkielet podobnego do T-rexa – dinozaura, który potrafił latać. Nazwano go „latający smok”. Któż mógł się spodziewać, że to kwietniowy żart?

W 2008 r. natomiast  telewizja BBC wyemitowała film, który pokazywał, jak stado pingwinów wzbija się w powietrze. Film był doskonale zmontowany – tak, że naprawdę można było uwierzyć, że te nieloty jednak latać potrafią.

W domowych warunkach nie trzeba aż tak kombinować: wystarczy poważna mina i niezbyt sensacyjna informacja, najlepiej z zaskoczenia. A jeśli brak nam pomysłów, możemy zapytać o zdanie Internet – pełen mniej lub bardziej śmiesznych primaaprilisowych porad. I tak niektórzy polecają żarty kulinarne i przygotowanie np. ciasteczka a’ la Oreo – z pastą do zębów, tortu truskawkowego z majonezem zamiast bitej śmietany, czy po prostu zamianę cukru z solą.

Niewiele zachodu wymaga „sztuczna” plama z mleka na klawiaturze komputera, czy przymocowana pod krzesłem komputerowym trąbka, wydająca specyficzny dźwięk przy każdym nacisku na siedzisko… Mamy też do wyboru dowcipy łazienkowe: smarowanie suchego mydła lakierem do paznokci, zamontowanie kostki rosołowej w prysznicu czy wrzucenie do suszarki pudru dla dzieci, o bardziej „drastycznych” pomysłach nie wspominając.

We wkręcaniu innych chciałoby się być mistrzem. Wiadomo – śmiech to zdrowie, a zdrowy dystans do siebie nikomu nie zaszkodzi, nie tylko przez 24 godziny w roku. Ciekawe tylko, czy z takim samym zaangażowaniem weszlibyśmy w analogiczny dzień mówienia prawdy, całej prawdy i tylko prawdy?

Dzień legalnych fejków
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze