Indie: brudne diamenty [REPORTAŻ]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Przez Surat w zachodnich Indiach przechodzi ponad 90 proc. światowej podaży diamentów, które często używane są do prania brudnych pieniędzy.

W Mahidharpurze, w wąskich uliczkach dzielnicy Suratu, diamenty przechodzą z rąk do rąk wprost na chodniku, na schodach kamienic i siedzeniach motocykli.

Mahidharpur jest sercem światowego rynku diamentów. Przez ten bazar przechodzi 90 proc. światowych diamentów. Co roku w Suracie w ponad 3 tys. warsztatów przerabianych jest około 35 ton nieoszlifowanych diamentów. Sam Mahidharpur jest targowiskiem jakich wiele w Indiach, z tą różnicą, że sprzedawcy doskonale się znają i nikt z zewnątrz nie ma wstępu. Nie ma tu oszustów, bo za szwindel grozi banicja ze wspólnoty.

„Handlarze diamentami to całe rodziny, to klanowy biznes. Nikt z zewnątrz nie jest dopuszczany, bo stawka jest zbyt wielka” – tłumaczy PAP Jagdish, który diamentami handluje w Delhi. „Wszystko opiera się na bezwzględnym zaufaniu. Diamenty przekazywane są na słowo honoru, a kurierzy przewożą jednorazowo między miastami, bez obstawy, w walizkach i saszetkach diamenty o wartości nawet miliona rupii (ok. 52 tys. zł)” – podkreśla handlarz, który nie chce podać nazwiska.

Jagdish mówi o mieszkańcach Palanpuru w dystrykcie Banaskantha na północy stanu Gudźarat. Pionierami diamentowego biznesu była społeczność wyznająca dźinizm, religię bliską buddyzmowi, lecz o surowszych regułach. Dźiniści nie zabijają zwierząt, nie spożywają jajek oraz warzyw takich jak ziemniaki, które rosną pod ziemią.

Dźiniści, znani z samodyscypliny, na początku XX w. zajęli się szlifowaniem diamentów i w latach 70. zaczęli przybywać do Antwerpii, stolicy światowych diamentów. Wyparli z biznesu żydowskich kupców dotąd dominujących na tym rynku, oferując nowe techniki szlifierskie oraz tanią siłę roboczą w Indiach. W szlifierniach pracują często dzieci, które lepiej radzą sobie z najmniejszymi diamentami. Bazą handlarzy na subkontynencie stał się nadmorski Surat, oddalony od Palanpuru o niemal 600 km. Mimo że w biznes weszły inne społeczności, palanpurskie klany wciąż rozdają karty na światowym rynku.

„Przez Nirava Modiego i ten przekręt jesteśmy teraz na celowników mediów i służb specjalnych” – tłumaczy. Firma Modiego, który nie jest spokrewniony z urzędującym premierem, zdefraudowała 2 mld dolarów, wyłudzając pieniądze z państwowego Narodowego Banku Pendżabu.

W 2017 r. Nirav Modi był na 57. miejscu listy najbogatszych Indusów magazynu „Forbes”. Jego rodzina pochodzi z Palanpuru. Jego dziadek w latach 30. handlował diamentami w Singapurze, a ojciec już w Antwerpii. Nirav Modi, dorastając w belgijskim portowym mieście, uczył się rodzinnego fachu. Jednak największy wpływ na młodego Nirava miał wujek Mehul Choksi, który w Bombaju stworzył markę Gitanjali. Biżuterię Gitanjali noszą największe gwiazdy Bollywood z Priyanką Choprą na czele oraz amerykańska aktorka Dakota Johnson.

To właśnie Choksi pociągnął za sobą Nirava na dno. Przedsiębiorstwo Choksiego, powiązane z Firestar Diamond Nirava Modiego, uzyskiwało gwarancje bankowe na sprowadzanie diamentów od Narodowego Banku Pendżabu bez żadnego zabezpieczenia. Przekręt odkryto w połowie lutego br., gdy na emeryturę odszedł pracownik jednego z oddziałów banku w Bombaju.

„Biznes diamentów zawsze był podejrzany. To jest pralnia pieniędzy” – tłumaczy Anil Seth, jubiler z ulicy Dariba Kalan w starym Delhi. „Bankierzy dają gwarancje bankowe na diamenty, których nigdy nie widzą na oczy, na podstawie trefnej dokumentacji” – dodaje.

Diamentowy biznes opiera się na certyfikatach importowych, które mają odsiać nielegalne „krwawe diamenty” finansujące działalność lokalnych armii w Afryce. Takie certyfikaty są wielokrotnie używane w kontaktach z bankami. Eksperci zgodnie twierdzą, że dzięki nieformalnej naturze handlu diamentami w Indiach, legalne diamenty mieszają się z nielegalnymi.

„Srebrna biżuteria jest wysadzana diamentami. Ponieważ trudno wycenić taką biżuterię, jest ona eksportowana do Dubaju lub Hongkongu, a potem przetapiana, by oddzielić srebro od diamentów” – tłumaczy tajniki handlu Surendra Mehta, sekretarz Indyjskiego Stowarzyszenia Jubilerów.

„Klienci przestają kupować diamenty, które w przeciwieństwie do złota i tak trudniej później sprzedać” – mówi jubiler Seth. „A za handlarzy diamentów może wreszcie wezmą się władze” – kończy.

Indie: brudne diamenty [REPORTAŻ]
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze