
fot. Hubert Piechocki/misyjne.pl
Sentymentalna podróż nie tylko dla milenialsów [FELIETON]
Nie ukrywam, że jestem milenialsem, urodziłem się w 1986 r. Lata 90. To więc czas mojego dorastania. I choć patrząc z perspektywy czasu wiele rzeczy z tamtych lat jest dla mnie kiczowate – to mam pewien sentyment do tej dekady. I chyba mają go też twórcy wystawy prezentowanej w poznańskim Centrum Kultury Zamek.
„Najntisy forever! Popkultura w Polsce lat 90.” – to tytuł wystawy prezentowanej w poznańskim Centrum Kultury Zamek, którą miałem okazję ostatnio obejrzeć. Urodziłem się w 1986 r., więc lata 90. to czas mojego dorastania (zwłaszcza druga połowa tej dekady). Stąd z ogromnym zainteresowaniem poszedłem do Zamku, by przypomnieć sobie tamte lata. Poszedłem i… przepadłem. Cofnąłem się w czasie do lat dzieciństwa i młodości.
Zagraj i posłuchaj
Wchodząc na wystawę od razu trafiamy na… kanapę. Warto na niej przysiąść i spojrzeć na ekrany telewizorów. Emitowane są tam różne programy, które nieobce są ludziom wychowywanym (czy po prostu żyjącym) w latach 90. Ech, to były czasy… Sobotnie poranki wypełniało czekanie na „Kacze opowieści” w telewizji (w ramach cotygodniowego pasma Disneya – obowiązkowy punkt tygodnia większości dzieciaków i nastolatków dorastających w latach 90.) – i m.in. fragment tej animacji można zobaczyć na poznańskiej wystawie. Są też dwie konsole z dawnymi grami. Nigdy jakoś specjalnie nie byłem graczem, ale wziąłem do ręki dżojstik i z poziomu kanapy spróbowałem pograć w „Batmana i Robina”. Dodam, że z mizernym skutkiem.

Idę dalej i trafiam do świata muzyki lat 90. Och, była to barwna dekada. Britney Spears, Christina Aguilerra, Smerfne Hity, Ich Troje, ale i… Mydełko Fa. Organizatorzy wystawy zebrali mnóstwo kaset magnetofonowych, dzięki którym można sobie przypomnieć, jak różnorodna była muzyka tej dekady. No, może różnie bywało z jakością tej muzyki – ale z tą i teraz bywa różnie. A poza tym – o gustach się nie dyskutuje. Choć bywało kiczowato. Wypatrzyłem jednak i kasetę z piosenkami z musicalu „Metro” – polskiego fenomenu scenicznego lat 90. (z sukcesem zresztą wystawianego do dzisiaj). I tutaj szczególnie się uśmiechnąłem, bo to muzyka, której ja dzisiaj bardzo ochoczo słucham. I choć wersji tych piosenek powstało wiele, to z sentymentem słucham właśnie tych zarejestrowanych na początku lat 90. – z Kasią Groniec, z Robertem Janowskim. Jak kasety – to i coś, na czym można ich posłuchać. A więc – magnetofony i walkmany. Przypomniałem sobie, jak sam ze słuchawkami na uszach słuchałem muzyki z walkmana. To wtedy wydawało się takie niezwykłe – że można posłuchać muzyki gdzieś na spacerze, w plenerze. Oczywiście – póki starczy baterii. Dla generacji Z, a tym bardziej dla pokolenia Alfa, kasety, magnetofony czy walkmany to sprzęt praktycznie historyczny. Być może nie widzieli go nigdy na własne oczy. Dlatego wartością dodaną do poznańskiej wystawy jest możliwość posłuchania muzyki z kaset na walkmanie. Dla tych, dla których dostęp do muzyki (i nie tylko) non stop jest czymś oczywistym może to być ciekawe doświadczenie.

Poczytaj
Najbardziej przepadłem jednak w kolejnym miejscu. W kiosku – wzorowanym na kiosku „Ruchu”. Pamiętam, jak niegdyś na samym tylko osiedlu było ich kilka. Jak w jakimś nie mogłem dostać wymarzonego czasopisma – to po kilku minutach byłem już przy kolejnym. Kiosk za kioskiem! Teraz kioski właściwie zniknęły z naszych miast, miasteczek i wsi – tych „Ruchu” zresztą w ogóle już nie ma. Prasy papierowej wydaje się też coraz mniej. Tymczasem w latach 90. wychodziło mnóstwo gazet. Wciąż pojawiały się nowe tytuły – dzienników, tygodników, miesięczników. Prasy dla dorosłych, dla młodzieży i dla dzieci. Każdy w kiosku znalazł coś dla siebie – a ograniczeniem był tylko budżet. Pamiętam jak dziadek – po comiesięcznej wizycie listonosza z emeryturą – dawał mi kilka złotych „wypłaty” (jakoś nigdy nie używałem słowa „kieszonkowe”). I owa „wypłata” najczęściej szła na gazety – jakieś komiksy, magazyny młodzieżowe, z czasem też na czasopisma zbierane w segregatorach (ech, pamiętacie ich wysyp?). Na wystawie można przyjrzeć się okładkom wielu pism z lat 90. Ale, co ciekawsze, kilkanaście z nich można też przejrzeć. Przewertowałem chyba wszystkie i była to naprawdę sentymentalna wyprawa do czasów dzieciństwa i młodości. Największym zaskoczeniem było dla mnie pismo „Romantyka”, nieznane mi wcześniej. Publikowało na początku lat 90. różne historie romantyczne, ale też… anonse towarzyskie. To w ten sposób ludzie poznawali się, gdy nie było aplikacji randkowych! Przeczytałem kilkadziesiąt takich anonsów – w jakiś sposób są świadectwem czasów, które już za nami. Przejrzałem też stare magazyny dla młodzieży, czasopisma z komiksami (nie wiedziałem, że był nawet komiks z Alfem!), wykroje i nawet dawny „Twój styl”. Sentymentalna wyprawa.

Pobaw się
Dalej – kasety VHS. Znów – dla Zetek i Alf to zapewne artefakty retro. Ale dla ludzi wychowujących się w latach 90. – codzienność. Pamiętam, jak szło się do wypożyczalni kaset wideo, by wybrać jakiś film na wieczór. Na obejrzenie były 24 godziny – jak się przekroczyło limit, to trzeba było zapłacić za kolejną dobę. Czasem oglądało się coś i dwa razy – bo przecież zapłaciło się za domowy seans, wiec warto wykorzystać „na maksa”. Najlepiej było, gdy przypadł akurat weekend – wtedy jedna doba była w gratisie. To były czasy… Teraz wypożyczalni kaset wideo właściwie już nie ma – a przecież w latach 90. Otwierały się jak świeże bułeczki prawie na każdym kroku. Na wystawie znajdziemy pudełka z kilkudziesięcioma kasetami wideo. Z filmami znanymi, i tez z tymi mniej znanymi. Bo przyznam, że o „Śmierci w miękkim futerku” nie słyszałem. Ale okładka sugeruje, że to pewnie horror przynajmniej klasy B (jeśli nie C) – z kotami i statkiem w roli głównej. Nic, idziemy dalej, ku zabawkom z minionej epoki. Są klocki Lego, są lalki Barbie. Możemy się nawet kilkoma zabawkami pobawić. A w gablocie widzę też… karteczki. Oj, to była moda! Najpierw były notesiki z karteczkami, takie mniejsze. A potem pojawiły się kartki do zbierania w segregatorach. „Dam ci dwie małe za jedną dużą” – tylko wychowani w latach 90. zrozumieją, o czym mowa. Bo to były czasy niezwykłe. Dla wielbicieli zbierania – złote czasy. Miałem mnóstwo karteczek, wymieniałem się nimi z koleżankami i kolegami ze szkoły czy podwórka. Ale zbierałem też choćby „Kaczora Donalda” – komiks wtedy kultowy. Kupowałem od pierwszego numeru (to na „Kaczora Donalda” szła właśnie często „wypłata” od dziadka). Pamiętam, jak wielkość kolekcji mnie pokonała i postanowiłem wszystkie numery wyrzucić „na makulaturę”. A szkoda, bo dziś mógłbym na nich sporo zarobić. Wiem, bo sprawdzałem, po ile teraz sprzedawane są komiksy sprzed lat. Jeszcze chwila relaksu przy automatach z grami i kończę sentymentalną podróż do lat 90. Jestem najntisem i świetnie odnalazłem się na wystawie w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu. Polecam wszystkim – i tym znającym te czasy, a jeszcze bardziej tym, którzy urodzili się już w XXI w. Mogą poznać kawałek historii popkultury. Bliskiej, ale już historii.


















Galeria (18 zdjęć) |
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
Zobacz także |
Wasze komentarze |