Fot. facebook.com/helenkameczenniczka

Siostrzana miłość ma wielką moc. Historia Helenki i Teresy Kmieć

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

O więzi między siostrami, o najpiękniejszych wspomnieniach, odnajdywaniu siebie po śmierci siostry i o tym, czy trudno jest być siostrą kogoś, kto ma opinię świętej Justyna Nowicka rozmawia z Teresą Kmieć. 

Helenka Kmieć była pełną życia i energii młodą dziewczyną. Była jednocześnie zwyczajna i niezwyczajna. Została zamordowana w 2017 r. podczas wolontariatu misyjnego w Boliwii. 

Justyna: Czy Helenka miała jakieś cechy, które na pierwszy rzut oka nie pasują do kogoś, o kim myślimy jak o świętym? 

Teresa: Czasami mnie wkurzała, tak zwyczajnie jak siostra siostrę. Byłyśmy bardzo różne. Ja czasami chciałam postawić na swoim i zakończyć jakiś konflikt, a Helenka miała takie podejście „nie kłóćmy się, nie kłóćmy” i pamiętam, że mnie to bolało. Podobnie kiedy widziałam, że ktoś kogoś źle traktuje, chciałam stanąć w obronie tego kogoś, a ona nie widziała potrzeby, żeby się tym zajmować, tylko po prostu chciała wrócić do tego, co robimy. Miałam w takich sytuacjach poczucie, że nie mam wsparcia. Ale nie wiem, czy to wada… po prostu byłyśmy bardzo różne. 

Z perspektywy czasu widzę, że często to ja mogłam odpuścić, ale wykłócałam się. Ona była bardzo ugodowa. Podobnie z rodzicami. Ja się buntowałam, a ona była bardzo pokorna.  

>>> O. Kaproń OFM: Helena Kmieć jest wzorem dla młodych ludzi, chcących „zejść z kanapy” [WYWIAD]

A czego najbardziej ci brakuje w związku z tym, że Helenki już nie ma? 

Zawsze byłam bardzo związana z Helenką i chyba też nas tak ludzie postrzegali: że byłyśmy zawsze razem. Najbardziej brakuje mi takiego porozumienia, które było w naszej relacji. Rozmów, w których wracałyśmy do wspólnych wspomnień, książek, filmów, piosenek, powiedzonek, które obie znałyśmy i obie nas śmieszyły, kiedy w różnych sytuacjach sobie je przywoływałyśmy. 

Brakuje też poczucia, że jest ktoś, kogo obchodzi, co się ze mną dzieje. Nie mówię, że nie ma teraz takich ludzi w moim życiu, ale są takie rzeczy, które ona bardzo rozumiała, czuła to. Kiedy mówiłam jej o tym, co się u mnie dzieje, na przykład muzycznie, ona wiedziała, ile to dla mnie znaczy. Helenka, tak jak ja, robiła wiele rzeczy i dlatego mnie rozumiała. Mogłam jej powiedzieć o muzyce, ale rozumiała też, kiedy mówiłam o rekolekcjach, o rodzinie.  

Fot. z archiwum parafii św. Barbary w Libiążu

Bardzo mi pasowała jej obecność, nasza relacja, to, że zawsze byłyśmy we dwie, że ona była obok i w mig rozumiała, o co mi chodzi, nawet bez słów. Mogłyśmy razem pośpiewać na dwa głosy, albo ja grałam, a ona śpiewała. Niestety nie było wiele takich chwil, ale bardzo mi tego brakuje. 

A jaka jest najcenniejsza pamiątka, którą po niej masz? 

Mam taki różaniec, który kiedyś dostałam od Helenki. Był taki etap, kiedy ona plotła dużo różańców ze sznurka. W ramach wolontariatu misyjnego robili takie rzeczy i sprzedawali. Wtedy mówiłam pompejankę i ona zapytała mnie, w jakich kolorach chciałabym mieć taki różaniec. Chciałam biało-zielony i taki dostałam. Później wyjechałam i gdzieś mi się zgubił, ale co ciekawe odnalazł się po kilku latach. Helenka zginęła, a ja cały czas mam go ze sobą. I kiedy się na nim modlę, to czasami sobie myślę, że ona każdego tego sznureczka dotykała swoimi palcami. 

Cennym dla mnie prezentem jest też to, co dostałam od niej na ostatnie święta. Jest to futerał na telefon zrobiony przez nią na szydełku w kształcie Olafa z Krainy lodu. Obie bardzo lubiłyśmy tę bajkę. Śmieszyły nas dialogi, a Olaf i cała Kraina lodu bardzo mi się będzie z nią kojarzyła. To film o siostrach i wiele rzeczy było jakby o nas. Wtedy też dostałam od niej notesik z karteczką „Siostrzyczko! Pamiętaj, że siostrzana miłość ma wielką moc!”. Mam tę karteczkę cały czas. 

Dostałam też od niej płytę zespołu Warszawska Orkiestra Sentymentalna. Gdzieś go zobaczyłam i bardzo mi się spodobał. W międzyczasie Helenka była na ich koncercie i nie wiedząc o tym, jak mi się spodobał, kupiła płytę, wzięła autografy i planowała mi dać tę płytę na urodziny. I to właśnie tak było: ona po prostu pomyślała, że mnie by to się na pewno spodobało. Bardzo dobrze mnie znała. 

Wiemy, że Helenka była bardzo aktywna, angażowała się w wielu rzeczy i w pewnym momencie wśród jej zajęć pojawił się także wolontariat misyjny. Jak Helenka trafiła na misje? 

Do grupy wolontariatu misyjnego trafiła przez koleżankę. Najpierw pojechała na Węgry. Była jeszcze w Afryce, Rumunii i potem w Boliwii, gdzie zginęła.

W Boliwii przygotowywały budynek, w którym miały przebywać dzieci. Było 40 okien do umycia, ściany do pomalowania. Helenka malowała kwiatki na ścianach.  

Czy to nie jest dla ciebie męczące, kiedy ludzie pytają o Helenkę? Ktoś chce wywiad, ktoś chce zorganizować spotkanie, co chwilę trzeba opowiadać te same historie 

To wszystko oczywiście jest w wolności. Ja się na to zgodziłam, chociaż miałam wątpliwości, czy to nie jest takie lansowanie się kosztem Helenki, robienie z siebie gwiazdy. Ale dużo osób mi mówiło, że to jest ważne świadectwo. I dlatego nie warto mieć obaw. Potrzeba świadków. Sama chętnie słucham takich świadectw i spotkałabym się na przykład z bratem księdza Popiełuszki, gdybym miała taką możliwość i posłuchałabym, popytała o niego.  

Nie jest to trudne być kojarzonym jako „siostra Helenki”? 

Kiedyś na początku, po jej śmierci, nawet dziwiłam się, że ktoś mnie poznaje i nie pyta o Helenkę. Myślałam, że może coś robię źle, że on nie zapytał. A potem stwierdziłam, że jednak mam swoje życie i cały czas mogę sobie żyć dalej jako ja. A to, że jestem siostrą Helenki, jest oczywiście bardzo ważnym dla mnie wymiarem życia, ale nie jedynym. Może trochę dowartościowuje mnie to, że jestem siostrą Helenki. Mam swoje zdolności, umiejętności. 

Teraz, kiedy minęły już dwa lata i pięć miesięcy, potrafię się do tego zdystansować. I kiedy ktoś zapyta o Helenkę, to opowiem, ale też kiedy poznaję nowych ludzi, to nie zaczynam znajomości od „cześć, jestem siostrą Helenki”. Oczywiście nie ukrywam swojego nazwiska, bo jestem w pewien sposób dumna z tego, że jestem jej siostrą. Jest to dla mnie wyróżnienie, chociaż przez cierpienie. Bo jakby na to nie patrzeć, dla mnie to była bardzo duża strata. Wiele dobrych i niespotykanych rzeczy wydarzyło się dzięki temu, że jestem siostrą Helenki, ale gdybym miała wybór, to chętnie bym to oddała, żeby mieć ją tutaj z powrotem. 

Rozmawiała Justyna Nowicka

Zobacz także
Wasze komentarze