fot. Pixabay

Synodalna, czyli wspólna

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Rozpoczęta w Niemczech „droga synodalna” budzi mnóstwo emocji. Pozytywnych i negatywnych. Będzie to wędrówka istotna dla całego Kościoła powszechnego.

Papież Franciszek wielokrotnie zwracał uwagę, że dla Kościoła dzisiejszych czasów ogromne znaczenie mają dwie kwestie: misyjność i synodalność. Zarówno jedna, jak i druga, niezbędne są nie tylko na poziomie Stolicy Apostolskiej, ale konieczne są w równym stopniu w Kościołach w poszczególnych regionach i krajach. Niedawne Specjalne Zgromadzenie Synodu Biskupów dla Amazonii pokazało bardzo wyraźnie, że Kościół faktycznie jest katolicki i to, co dotyczy lokalnych wspólnot, nie jest obojętne w wymiarze powszechnym. Kościół jest jednym ciałem i przypominanie tego faktu wcale nie jest truizmem. Trzeba, by katolicy wciąż na nowo to sobie uświadamiali, ponieważ pokusa partykularyzmu i postawy „nasza chata z kraja” pojawia się niezmiennie z dużą siłą w każdych czasach i w najrozmaitszych miejscach ziemskiego globu. Uleganie jej owocuje lękiem i zamykaniem się nie tylko na próby zmian, ale w ogóle na dialog.

>>> Kościół w Niemczech zainicjował drogę synodalną

Tego typu postawy można było zaobserwować w Kościele w związku z Synodem dla Amazonii. Ci, którzy je prezentowali, przedstawiali zwołane przez następcę św. Piotra zgromadzenie jako zagrożenie dla Kościoła. Zwłaszcza dla jakiejś konkretnej wizji Kościoła uznawanej przez nich za jedyną i najwłaściwszą, bo głównie ją znają i uczestniczą w jej realizacji.

Fot. pixabay.com

Te lęki po zakończeniu amazońskiego synodu przeniesione zostały w dużym, a nawet jeszcze większym nasileniu, na zainicjowaną w Kościele katolickim w Niemczech „drogę synodalną”. Została ona zapoczątkowana 1 grudnia br.

Warto zwrócić uwagę, że jeszcze przed jej zainicjowaniem w niektórych kościelnych środowiskach została ona w pewnym sensie „zmitologizowana”. Co najmniej na dwa sposoby. Jedni postrzegają ją jako niszczące niebezpieczeństwo. Drudzy widzą w niej remedium na wszelkie zło, jakie ma miejsce w Kościele, od strasznych nadużyć wobec dzieci zaczynając. Obydwa podejścia mają niewiele

wspólnego z rzeczywistą synodalnością, o którą apeluje Franciszek. Odrzucają jej kwintesencję. Gubią to, o czym przypomniał wszystkim niemieckim katolikom papież w liście, który skierował do nich w czerwcu br. „W istocie chodzi o synodos, czyli wspólną drogę pod kierunkiem Ducha Świętego” – napisał Franciszek.

Nie zapowiada niczego dobrego pełne strachu traktowanie idei „drogi synodalnej” i faktyczne odcinanie się od wejścia na nią wraz z innymi (nawet jeśli deklaratywnie zapowiada się wzięcie w całym przedsięwzięciu udziału). Ale również podejście na zasadzie „My tu sobie wymyślimy i zmajstrujemy taki Kościół, że wszystkim szczęka opadnie, Kościół nie tylko na miarę naszych możliwości, ale też według naszych potrzeb” – nie przyniesie dobrych owoców.

papież Franciszek

fot. EPA/GIUSEPPE LAMI

Nie bez powodu Franciszek od lat podkreśla, że jednym z elementów konstytutywnych synodalności jest jej funkcjonowanie cum Petro i sub Petro. Nie chodzi tu o ograniczanie wolności, lecz o gwarancję jedności. W przemówieniu podczas uroczystości upamiętniającej 50. rocznicę ustanowienia Synodu Biskupów (17 października 2015 r.) papież stwierdził, że pierwszym poziomem, na którym urzeczywistnia się praktyka synodalności, są Kościoły partykularne. Zaraz jednak dodał, że drugi poziom „to prowincje i regiony kościelne, synody partykularne, a w szczególności konferencje episkopatów”. A w adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium napisał, że nie jest stosowne, żeby papież zastępował lokalne episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach i wspomniał o „zbawiennej decentralizacji”.

Niemiecka „droga synodalna” spełni swoje zadanie, jeśli będzie faktycznie „wspólną drogą”, pokonywaną w jedności, która nie wyklucza różnorodności. Nie ułatwią jej ani podsycanie (również z zewnątrz) lęków, ani hurraoptymizm, zakładający, że wystarczy wszystko na nowo poukładać i sukces gwarantowany. Bez otwartości na działanie Ducha Świętego każda droga w Kościele jest drogą donikąd.

Zobacz także
Wasze komentarze