Trzy religie. Jedna świątynia

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W Berlinie od kilku lat powstaje świątynia, która ma łączyć w sobie kościół, synagogę oraz meczet. „House of One” ma być miejscem wspólnej modlitwy dla żydów, chrześcijan i muzułmanów.

Pomysł powstał w 2014 r. Projekt zainicjowały berlińska gmina żydowska, szkoła rabinacka Abraham-Geiger-Kolleg, muzułmańskie Forum Dialogu Interkulturowego i berlińska parafia ewangelicka St. Petri i St. Marien. „House of One” ma kosztować 43 mln euro i ma być sfinansowany z darowizn. W listopadzie tego roku dotację na inicjatywę przeznaczył również niemiecki Bundestag. To pierwsza tego typu budowla sakralna na świecie. Jest projektem trzech religii monoteistycznych.

– Nie szukamy żadnej nowej religii, nie mamy też zamiaru mieszać naszych tożsamości – przyznaje imam Kadir Sanci. Architekci zaprojektowali świątynię w ten sposób, że każda z religii będzie miała osobne pomieszczenie. Na modlitwy mają być zapraszani także wyznawcy innych religii. Ma to być miejsce spotkania i dialogu. – To dobry pomysł, bo Berlin jest miastem ludzi wielu kultur i religii. Trzeba tworzyć miejsca, gdzie różnorodność może pokojowo współistnieć – mówi jedna z mieszkanek stolicy Niemiec.

fot. mentatdgt/Pexels

Jestem ogromnym zwolennikiem dialogu międzyreligijnego i sam staram się działać na jego rzecz. Nie widzę powodów, dla których wyznawcy trzech największych religii mieliby nie prowadzić ze sobą dialogu, a już tym bardziej się nienawidzić. Różnorodność jest elementem tego świata czy tego chcemy czy nie. Tylko od nas zależy co z tym zjawiskiem zrobimy – czy uczynimy z tego pretekst do wzajemnej niechęci, czy poznawania się i budowania pokoju mimo różnic. W pełni popieram wszystko, co służy lepszemu zrozumieniu się ludzi różnych kultur i religii. Mam jednak (chyba uzasadnione) obawy, że współistnienie trzech religii pod jednym dachem nie jest dobrym pomysłem.

Judaizm, chrześcijaństwo i islam mają co prawda oczywiście wspólne korzenie, bo są to religie Abrahamowe, ale nasze tożsamości się jednak różnią. Jestem za tym, aby przedstawiciele każdej z tych religii mieli możliwość gromadzenia się na wspólnej modlitwie – powinni mieć do tego przeznaczone miejsce w przestrzeni publicznej. Nie widzę jednak powodu, aby te trzy świątynie łączyć w jednym budynku. Każda religia potrzebuje swojego domu modlitwy, aby móc bez konsultacji z innymi organizować sprawowanie kultu „po swojemu” tym bardziej, że w miejscu, gdzie stanąć ma interreligijna świątynia stał kościół gotycki, później neobarokowy, wreszcie neogotycki zbombardowany w czasie II wojny światowej i w końcu zburzony za czasów NRD. Ponadto z naszej perspektywy Bóg w pełni objawił się w chrześcijaństwie i ten punkt widzenia zobowiązuje do tego, aby przekonywać ludzi do Kościoła, a nie rozmywać różnice między nami.

Niezwykle cenię miejsca spotkań i dialogu. W świecie, gdzie ponad 244 mln ludzi to migranci, takie miejsca są koniecznością. Rozumiem intencje pomysłodawców, ale celem dialogu nie jest przecież zacieranie różnic, tylko ich poznanie, rozumienie i szanowanie. Tymczasem „House of One” ma sugerować wiernym, że tak naprawdę wszystkie religie można zamknąć w jednej przestrzeni, swobodnie wymieszać, nie zwracając uwagi na ich tradycje oraz nauczanie. Każda religia zasługuje na swój własny dom. Trudno chyba sobie wyobrazić, żeby watykańska bazylika św. Piotra miała łączyć w sobie również synagogę i meczet. Nie dlatego, że ktoś sprzeciwia się dialogowi, ale dlatego, że wszyscy potrzebujemy miejsca do bycia „u siebie”.

Zobacz także
Wasze komentarze