fot. Łukasz Krazue OMI

Ukraina: zimno, niepewność i brak prądu

„Nasza codzienność w dużej mierze zależy od tego, czy jest światło czy też akurat go nie ma” – mówi o. Łukasz Orłowski OMI pracujący w Ukrainie.

Brak prądu, to nie tylko brak światła. To też jedzenie zimnych posiłków czy problem ze zrobieniem prania albo wykąpaniem się.

– Czasem jest tak chłodno, że zamiast modlić się w kaplicy, modlimy się w naszych pokojach, w których zdarza się, że mamy nawet czternaście stopni. Nasze funkcjonowanie dostosowujemy do tego, kiedy jest prąd. Wtedy tylko możemy podładować telefony – opowiada oblat.

Na szczęście w miejscu, w którym pracuje ojciec Łukasz – w redakcji Telewizji EWTN jest dużo cieplej i nie brakuje prądu, ponieważ zapewnia go generator zakupiony przez parafię diecezjalną.

Fot. o. Łukasz Orłowski OMI

Nieść Dobrą Nowinę

– Dzisiaj wstałem o 6.30. Był prąd, więc trochę się nagrzało. Jeden ze współbraci włączył elektryczny piecyk w kaplicy, żebyśmy mogli się pomodlić. Drugi mógł się wykąpać, bo akurat była ciepła woda, a trzeci przygotowywał śniadanie, dopóki mieliśmy możliwość zalania herbaty wrzątkiem – wspomina misjonarz.

Fot. o. Łukasz Orłowski OMI

Głosząc Słowo Boże w tym trudnym czasie, oblaci często odwołują się do codzienności, do doświadczenia chłodu oraz nieprzespanych nocy w Kijowie.

– Staramy się ciągle nieść Dobrą Nowinę i głosić, że w tej całej ciemności, której doświadczamy, światłem dla nas jest Chrystus, który świeci niezależnie od tego czy jest prąd czy też go nie ma. On też zawsze daje nadzieje naszym sercom – przyznaje. – Myślę też, że wsparciem dla okolicznych mieszkańców jest sama nasza obecność tutaj. Ludzie mieszkający obok nas wiedzą, że jesteśmy księżmi, że doświadczamy tego samego, co oni. Może być im z tym łatwiej, bo jesteśmy w tym razem.

Peknięty kaloryfer. System ciepłowniczy w Ukrainie sypie się przez obstrzały, fot. OMI Ukraina

Oblacka pomoc

W kościele św. Mikołaja, w którym przebywa inna oblacka wspólnota, wydzielona została część pomieszczenia, która jest ogrzewana i w której nie brakuje prądu. Wielu ludzi przychodzi tam się ogrzać, naładować elektryczne przyrządy i wypić ciepłą herbatę. Takie miejsca nazywają się Punktem Niezłomności i jest ich w Kijowie wiele. Ich organizowanie polecił biskup.

Fot. o. Łukasz Orłowski OMI

– My jako oblaci moglibyśmy wyjechać do innej miejscowości, w której jest cieplej, na przykład do Obuchowa. Ale mimo to zostajemy, jesteśmy z lokalną wspólnotą i ją wspieramy. Natomiast oblaci w Obuchowie i w Czernichowie organizują punkty wydawania żywności. Ludzie też mogą do nich przyjść i się ogrzać – wyjaśnia o. Łukasz Orłowski OMI.

Suszenie prania nagrzanymi cegłami, fot. OMI Ukraina

W niepewności

– Zima jeszcze się nie skończyła. Jeszcze wiele dni mrozów przed nami. I nigdy nie wiemy, kiedy będzie ten dzień, w którym będą obstrzały. W styczniu zdarzyło się już tak dwa razy, że obudziliśmy się od wybuchów. Nie było wtedy ogrzewania, prądu i wody. W takich chwilach tylko się nasłuchuje i patrzy, czy już uderzono w elektrownię. Ciągle żyjemy w niepewności. Nie wiemy, czy uda nam się wytrzymać do końca zimy – dodaje oblat.

Fot. o. Łukasz Orłowski OMI

Ojciec Łukasz przyznaje, że towarzyszy mu nieustanny lęk:

– Boję się, że będzie jeszcze więcej wybuchów, że nie włączą prądu przez wiele dni, że nawet generator w parafii nie będzie już działał. Mam w sobie też wielkie niezrozumienie, dlaczego to się dzieje i z kim Rosjanie walczą. Widzę w internecie zdjęcie starszego mężczyzny, który jest podłączony do aparatury podającej mu tlen. Ten sprzęt jest na prąd. A gdy go zabraknie, czy ten pan zostanie na czas dowieziony do szpitala? Nie rozumiem tego, dlaczego cywilna infrastruktura jest niszczona. Jestem zły na rosyjskich polityków, którzy mówią, że chcą pokoju, a wieczorem podpisują rozkaz, żeby rozwalić elektrownię w Kijowie i pozbawić dziesiątki tysięcy rodzin prądu. Czemu dzieci nie mogą chodzić do szkół i się uczyć? Czemu ludzie nie mogą normalnie się leczyć w szpitalach? Dlaczego mężczyźni nie mogą wrócić z frontu do swoich rodzin? To pytania bez odpowiedzi. Ale z nadzieją, że kiedyś ta wojna się skończy.

Przygotowywanie cegieł, fot. OMI Ukraina

Misjonarze oblaci rozpoczęli posługiwanie w Ukrainie we wrześniu 1989 r. Od samego początku pracują wśród ubogich i z ludźmi, z którymi Kościół ma najmniejszy kontakt. Na terenie jednej z ich parafii znajduje się elektrownia atomowa w Czarnobylu. Od rozpoczęcia przez Rosję pełnoskalowej wojny w 2022 r. w sposób szczególny wspierają uchodźców wojennych, a także organizują pomoc potrzebującym. Obecnie około 30 oblatów pracuje w ośmiu placówkach w Ukrainie, jednej na Krymie i jednej w Rosji. Wśród nich jest dwóch biskupów pomocniczych: Radosław Zmitrowicz OMI (Kamieniec Podolski) oraz Jacek Pyl OMI (Symferopol). Przełożonym oblatów w Ukrainie jest o. Witalij Podolan OMI.  

Tekst: Karolina Binek

Fot. o. Łukasz Orłowski OMI/OMI Ukraina

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze