fot. Vatican Media
Ukrainki przekazały papieżowi list od żołnierza walczącego na froncie
Yulia, Olesya, Alla, Violetta, Tetiana oraz pięć innych kobiet, reprezentujących organizacje pozarządowe w Ukrainie, uczestniczyły w audiencji generalnej i spotkały się z Leonem XIV. Przekazały Papieżowi list oraz obraz od żołnierza walczącego pod Charkowem. „Czujemy wsparcie Papieża. Nie zatrzymamy się i będziemy walczyć, aby wszyscy zaginieni wrócili do domu” – mówią mediom watykańskim.
Yulia Rostovska od pięciu lat nie widziała męża aresztowanego przez Rosjan. Wie, że wciąż żyje. Nie wie jednak, gdzie obecnie przebywa, ponieważ jest przenoszony z jednego więzienia do drugiego. Nie wie również, kiedy wróci do niej i ich dwojga dzieci.
Połączyła je wojna
Yulii towarzyszyły inne ukraińskie kobiety – żony, siostry i narzeczone – które od 2022 r., pierwszego roku pełnoskalowej wojny, czekają na powrót swoich mężów, braci i narzeczonych. Nie są ze sobą spokrewnione, nie są przyjaciółkami, pochodzą z różnych miejsc. „To nieszczęście, które nas łączy… wojna” – mówi Olesya Aulina.

Każda z kobiet jest przewodniczącą lub współpracowniczką organizacji pozarządowej albo innego stowarzyszenia. Organizacje te, działające w Ukrainie lub w Polsce, zajmują się dystrybucją pomocy humanitarnej, działają na rzecz powrotu do domu osób zaginionych lub jeńców wojennych oraz zrzeszają ich rodziny.
List i obraz od Iwana, żołnierza walczącego pod Charkowem
Od 21 do 26 września grupa kobiet przebywa w Rzymie, gdzie bierze udział w spotkaniach instytucjonalnych we włoskim parlamencie oraz w ambasadach. Dziś Ukrainki udały się na plac św. Piotra, w towarzystwie ambasadora Ukrainy Andrija Jurasza, aby przywitać się z Leonem XIV. „Byłyśmy pod ogromnym wrażeniem tej audiencji. To było niezwykłe widzieć przedstawicieli całego świata” – mówią.
Papieżowi przekazały list oraz prezent od jego autora, Iwana Bodnariuka, 35-letniego ukraińskiego żołnierza, dowódcy straży granicznej w ciężko doświadczonym przez wojnę Charkowie.
Być może w tym samym momencie Iwan znajdował się w okopie, a być może uciekał przed jednym z pocisków. Właśnie wtedy jedna z jego rodaczek przekazywała Papieżowi wykonane przez niego dzieło – reprodukcję obrazu Rembrandta „Apostoł Piotr”, wyszytą na płótnie.

W liście do Papieża wyjaśnił znaczenie tego daru: „Dziękuję za wszystko, co robi Papież dla żołnierzy i ich rodzin. Czekamy, aż wszyscy wrócą do domu! Proszę przyjąć ten skromny dar, wykonany przeze mnie własnoręcznie jako wyraz wdzięczności i szacunku dla papieskiego zaangażowania dyplomatycznego na rzecz Ukrainy i naszych towarzyszy broni”.
W roli ambasadorek
„Papież nam podziękował” – opowiadają kobiety. Nie miały czasu, aby powiedzieć Leonowi XIV coś więcej, ale zdołały przekazać mu listy i rysunki dzieci.
Mówią, że czują wsparcie Papieża, a także Stolicy Apostolskiej, dla ich wysiłków dyplomatycznych i humanitarnych. „Naprawdę czujemy to wsparcie. Pukamy do wszystkich drzwi, szukamy każdej okazji, aby nasi bliscy mogli wrócić do domu” – podkreślają.
Przed Papieżem wszystkie wystąpiły ubrane na czarno. Miały przypięte niebiesko-żółte kokardy – w kolorach ukraińskiej flagi – z kłosem zboża pośrodku, jednym z symboli kraju. „Czerń nie oznacza żałoby. Ubieramy się tak dlatego, że nasza misja ma charakter dyplomatyczny. Jesteśmy jak ambasadorki” – wyjaśnia Alla Didenko, koordynatorka ds. kontaktów z rodzinami członków „Azowu”.
„Mimo wszystko znajdujemy w sobie siłę, by walczyć. Głęboko wierzymy, że uda nam się sprowadzić wszystkich z powrotem – wszystkich, którzy są w więzieniach – oraz że odnajdziemy tych, którzy zaginęli” – podkreśla Alla.
Zobowiązanie, by sprowadzić wszystkich do domu
To samo mówi Violetta Sukhorebrova, najmłodsza z grupy, mająca 24 lata. Przez całą rozmowę milczy. Odzywa się tylko po to, by podkreślić swoje zobowiązanie – które sama określa mianem „walki” – aby „sprowadzić każdego więźnia do domu, a przede wszystkim tych, którzy otrzymali te nielegalne wyroki”.
Siła ducha
„Martwi mnie myśl, że kiedy mój mąż wróci, będzie miał 60 lat. Bardzo martwi mnie, że żony, siostry i matki mogą już nigdy nie zobaczyć swoich bliskich. Martwi mnie, że nasze dzieci dorastają bez taty” – wskazuje Yulia Rostovska.
Strach jest ogromny, ale ogromna jest również siła ducha. „Jesteśmy tutaj, żeby powiedzieć całemu światu, że Ukraina nadal walczy” – mówią kobiety. „I że mimo wszystkiego, co nas spotkało, trwamy i stawiamy opór dla naszych bliskich”.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny