Zuzia i Michał Bukowscy: relacja i zaangażowanie tworzą dom – tak samo jest we wspólnocie chrześcijan [ROZMOWA]

Zuzia i Michał Bukowscy tworzą małżeństwo ekumeniczne – ona jest protestantką, on katolikiem. W rozmowie z Anną Gorzelaną opowiadają m.in. o stereotypach, które utrudniały im zbudowanie relacji, o zaangażowaniu we wspólnocie oraz o wspólnym przeżywaniu czasu narodzenia Pańskiego. 

Anna Gorzelana (misyjne.pl): – Zacznijmy od waszej drogi do małżeństwa ekumenicznego. Kiedy zorientowaliście się, że różnice wyznaniowe będą nie tyle przeszkodą, co zaproszeniem? 

Zuzanna Bukowska: – To jest historia o ludziach wychowanych w chrześcijański sposób, ale w dwóch różnych domach. U mnie Pan Jezus, Duch Święty, uwielbienie – to wszystko było naturalne od początku. Moja rodzina była od zawsze wierząca, a mój tata – Krzysztof Szczypuła, był liderem uwielbienia. 

fot. arch. Zuzia i Michał Bukowscy

Michał Bukowski (PAX): – Wiele piosenek chrześcijańskich, przy których płakaliśmy, gdy byliśmy w gimnazjum, to właśnie jego utwory. Można powiedzieć, że mając 14 lat, płakałem do piosenek swojego przyszłego teścia. Ja natomiast wychowałem się w domu tradycyjnym: Kościół był, ale żywej relacji z Jezusem za bardzo nie było. To dopiero przyszło przez wspólnotę, do której trafiłem, gdy miałem 13 lat, i która bardzo mnie ukształtowała, otworzyła mi oczy na żywą relację, nie tylko na praktyki „z automatu”. Mocno też mnie wsparł w tym mój duchowy ojciec – Paweł Zegartowski 

Spotkaliście się w charyzmatycznej wspólnocie katolickiej. 

Z: – Tak, na jej osiemnastoleciu. Studiowałam już wtedy w Krakowie, a ponieważ mój tata znał wspomnianego przed chwilą Pawła Zegartowskiego, czasem prowadził w tej wspólnocie uwielbienia. Znałam to środowisko, wiedziałam, że są tam fajni i wierzący ludzie. 

Jako protestantka nie miałaś problemu z wejściem w katolicką młodzieżówkę? 

Z: – Nie, gdyż zawsze byłam otwarta – na lekcjach religii byłam aktywna, chciałam być we wspólnocie, ale w tamtym czasie we wspólnotach protestanckich brakowało formacji młodzieżowych – to jeszcze była nowość. U was ludzie mieli podobny mindset (sposób myślenia) do mojego –  miałam wrażenie, że w tej grupie ludzie bardziej realnie stąpają po ziemi, idąc za Jezusem. Nie miało znaczenia, że są innej denominacji. 

M: – Ważny był też czas, kiedy się spotkaliśmy. Ja się wtedy – przed poznaniem Zuzi – modliłem o piękną, wierzącą kobietę, która zostanie moją żoną. A Zuzia w tym czasie się modliła o to, żeby trafić na przystojnego mężczyznę, który będzie miał cokolwiek wspólnego z muzyką i będzie ją do Pana Boga przyciągał bardziej, niż ona sama byłaby w stanie to robić. 

Z: – I że będzie otwarty. 

M: – Tak – i takiego właśnie ekstrawertyka znalazła! Ja się nie modliłem, żeby była katoliczką, a ona o to, żeby był protestantem. I tak jakoś wyszło, że się połączyliśmy. 

fot. arch. Zuzia i Michał Bukowscy

Ale początkowo się przestraszyłeś, gdy się zorientowałeś, że Zuzia jest protestantką. 

M: – Potwierdzam – miałem mgliste pojęcie, a w głowie stereotypy. Gdy chciałem Zuzi zaszpanować elokwencją, pytając o to, „na jakim etapie edukacji jest”, ona nie zrozumiała i powiedziała od razu, że jest protestantką. A ja wtedy o protestantach złe rzeczy myślałem, więc musiałem udawać, że się uśmiecham, żeby nie było krzywo. Ale Duch Święty zadziałał – lider wspólnoty zrobił w tym czasie akurat nauczanie o ekumenizmie. Idealnie w momencie, gdy modliłem się, żeby Pan Bóg dał mi sygnał. Paweł wytłumaczył, że protestanci to bracia w wierze – zdjął mi blokadę. 

Z: – Ludzie słyszą „protestant” i mają gotowe uprzedzenia, a potem się okazuje, że wiele z tego nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Gdy Michał przyjeżdżał do mnie do domu, mój tata zadawał mu pytania o różne rzeczy, choćby o szkaplerz – po prostu z ciekawości. I nawet Michał na wiele pytań nie znał odpowiedzi – myślę, że często tak jest, że robimy różne sprawy „z automatu”, a jak ktoś zapyta nas o źródło, to nie wiemy.  Według mnie ta otwartość zaczyna się od poznania, ale bez oceniania. 

Już na pierwszych spotkaniach rozmawialiście o trudnych rzeczach. 

M: – Tak, bo jeśli nie zgadzalibyśmy się w fundamentach, to lepiej byłoby odpuścić. Ale Pan Bóg prowadził. 

Z: – I żadne z nas nie próbowało „nawracać” drugiego na siłę. Wiedzieliśmy, że w naszych wspólnotach służymy i to przynosi owoce. Więc nie chcieliśmy się zmieniać na siłę, musieliśmy się spotkać gdzieś po drodze. 

Jak zadomowić się w Kościele, który nie jest Kościołem najbliższej osoby?  

M: – Nie patrzyłbym na to denominacyjnie, tylko relacyjnie. Zawsze chodzi o relacje. Ja zacząłem chodzić do wspólnoty, bo tam byli ludzie, którzy mnie zauważyli, kochali, akceptowali. Jedzenie za darmo było bonusem. Później, jako lider, uczyłem innych: kiedy przychodzi ktoś nowy – poświęcamy mu czas. To jest klucz i nasze wspólne doświadczenie.  

Co sprawia, że Kościół staje się miejscem, do którego chce się wracać jak do domu? 

M: – Ja się chciałem zadomowić w tej wspólnocie, bo ludzie, którzy ją tworzyli, tworzyli piękne, zdrowe, cudowne relacje. Zaczynamy więc od relacji, a później znajdujemy swoje miejsce, w którym możemy działać. 

Z: – Najpierw relacja, potem zaangażowanie. Jeśli jesteś tylko obserwatorem, to zawsze możesz wejść i wyjść niezauważony. A kiedy zaczynasz służyć – w uwielbieniu, kawiarence, nagłośnieniu, nawet w ustawianiu krzeseł – czujesz, że współtworzysz to miejsce. To daje radość.  

M: – Dokładnie. Relacja i zaangażowanie tworzą dom. 

fot. PAP/EPA/VATICAN MEDIA

Przejdźmy do Adwentu i świąt. Macie różne tradycje kościelne – jak to łączycie? 

Z: – W kościele protestanckim jest prościej, mniej tradycji. Nie ma np. pasterki. Wigilia wygląda jak w większości polskich domów, tylko bez spiny, że musi być 12 potraw. Staramy się w naszej rodzinie nie skupiać tak na rytuałach. To, czy ubierasz choinkę dzień przed Wigilią, w samą Wigilię, czy tak jak my pewnie miesiąc przed nią – nie jest tak istotne jak to, żeby Twoje serce było otwarte i żebyś miał z Nim relację. To również chcemy przekazać naszym dzieciom. 

M: – Tak naprawdę różnic nie ma dużo. Opłatek, czytanie Pisma, rodzinna atmosfera – jak wszędzie. Jako górale śpiewacie sporo kolęd – to mnie zaskoczyło. 

A kolędy? Macie swoje wersje? A może inne teksty? 

Z: – Nie, to są te same kolędy, które śpiewają wszyscy. Treść jest biblijna – więc naturalnie wspólna dla wszystkich chrześcijan. 

Wasz filmikowy viral z Adasiem jako najlepszym napastnikiem świata pokazał, jak dzieci potrafią nadawać rzeczom właściwe proporcje. Jak te krótkie rozmowy pomagają Wam patrzeć na wychowanie młodych chrześcijan? 

M: –  Dzieci rzeczywiście uczą nas prostoty i tego, żeby nie komplikować spraw, które w gruncie rzeczy są proste — zwłaszcza w wierze. Ich spontaniczność rozbraja także nasze dorosłe schematy. Ignać ani Misia nie dzielą świata na tradycje, tylko na rzeczy ważne i nieważne. Dzięki nim częściej wracamy do podstaw: do zaufania, do radości i do tego, że wiara naprawdę może być domem, w którym różnice nie są problemem. 

Jeszcze na koniec powiedzcie, jak przeżywacie trwający Adwent. Macie może wspólne tradycje? 

Z: – W protestantyzmie nie podkreślamy tak okresów liturgicznych – Adwentu czy Wielkiego Postu. Aktualnie faktycznie skupiamy się na pewnym oczekiwaniu, ale bez oficjalnych ram i tylu tradycji – u nas wiara przewija się przede wszystkim codziennie. 

M: –  Czasem robimy kalendarz adwentowy, ale to bardziej rodzinny zwyczaj niż teologia. I tak serio: mamy małe dzieci, dużo pracy, a że jesteśmy w tym samodzielni – przeżywanie Adwentu odbywa się bardziej w codzienności i prostocie niż w rozbudowanych rytuałach. 

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze